wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 11

Perspektywa Magic

Wszyscy byliśmy zdziwieni tym co dzieje się w szkole. To podejrzane, bo wcześniej każdemu cotygodniowa dawka krwi starczała. Siedzieliśmy w hotelu, a moje myśli ciągle zaprzątał wczorajszy wieczór. Muszę tam wrócić. Muszę się dowiedzieć czy to moi rodzice i dlaczego mnie porzucili. Nawet nie mogłam ich poznać. Zostawili mnie jako niemowlę zostawiając łańcuszek.
- Megan. - spojrzał na mnie wymownie Liam.
- Liam to moja sprawa ! - syknęłam wkurzona pokazując kły. Nie będzie czytał mi w myślach. Zatrzymałam jego moc i poszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wyszłam na balkon i głęboko wciągnęłam powietrze i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
- Megi ... co się dzieje ? - obok mnie pojawiła się Angel (Skyler).
-  Sky ja ... - wróciłam do sypialni i usiadłam na łóżku opierając się o bezgłowie. Po chwili była już przy mnie Skyler. Oparłam głowę o jej ramię i postanowiłam jej powiedzieć co się stało.
- No bo ostatnio znalazłam na strychu w domu Liama karteczkę z adresem i klucz. Było to w moich rzeczach więc pomyślałam, że to adres mojego dawnego zamieszkania. Był to adres w Nowym Jorku więc tak jakby się zgadzało w końcu stąd pochodzę. No i jak w końcu zdążyła się okazja że odwiedziłam NY to pojechałam do tego domu i myślałam że zastanę jakiś opuszczony dom, bo przecież wszyscy mówili że nic o nich nie wiedzą, że mnie porzucili, że pewnie już nie żyją. A tu nagle oni żyją sobie zadowoleni jak gdyby nigdy nic i cieszą się życiem. To mnie zabolało. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Meg nie wiem jak mogę ci pomóc, ale wiem że powinnaś tam pojechać jeszcze raz i z nimi porozmawiać. Wiem to głupio zabrzmi, ale może mieli jakiś powód że cię zostawili, może chcieli dla ciebie lepszego życia. - powiedziała pocierając moje plecy na pocieszenie.
- Taa chyba lepsze życie dla siebie bez zbędnego bachora. - syknęłam.
- Będzie dobrze zobaczysz wszystko się ułoży. - uśmiechnęła się do mnie. Jeny jak dobrze, że mam najwspanialszych znajomych na świecie mimo że mnie czasem wkurzają to i tak ich kocham nad życie.
- Dzięki Sky, że jesteś przymnie to dla mnie ważne. - przytuliłam ją mocno.
- Też się cieszę, że cię mam Megan. - odwzajemniła mój czyn i razem wróciłyśmy do salonu, gdzie wszyscy coś oglądali. Od razu rzuciłam się na Liama i mocno go przytuliłam.
- Sorry brat wiesz, ze cię kocham. - zrobiłam słodkie oczka.
- Wiem, wiem ja ciebie też młoda. - przytulił mnie i wszyscy zaczęliśmy jakiś film.

~*~

Ziewnęłam i zaczęłam się leniwie przeciągać. Cholera coś mi się w plecy wbija. Odwróciłam się i BUM! spadłam z kanapy. Taa ja i moje szczęście. Przez niemiłe przywitanie z podłogą natychmiast się wybudziłam. Reszta spała dosłownie rozrzucona po całym salonie. Poszłam do sypialni i wzięłam czyste ubrania. Zamknęłam się w łazience i wzięłam długi gorący prysznic. Umyłam żeby i ubrałam czyste ciuchy. Wróciłam do kuchni i zastanawiałam się co zjeść. Z nami to jest tak każda istota dojrzewa  w różnym wieku. Jak osiągniemy dojrzałość osobista automatycznie przestawiamy się tylko na krew i wszystko co jedliśmy wcześniej wręcz nam szkodzi. Hmm to dziwne, ale no cóż bywa. A wracając do krwi to od niedawna pragnienie znacznie zaczęło mi dokuczać. Stałam się bardziej agresywna i łatwiej mnie wkurzyć. Oby to nie miało takich konsekwencji jak u innych uczniów. Nie chce nagle wybuchnąć jak wulkan i siać spustoszenie. Zjadłam płatki i postanowiłam pojechać do rodziców o ile to w ogóle powinnam tak na nich mówić. Napisałam karteczkę znajomym i bratu i pakując do torebki najważniejsze rzeczy wyszłam z pokoju. Zjechałam na dół i grzecznie przywitałam się z recepcjonistką, która zrobiła to samo. Wyszłam z hotelu i poszłam do kawiarni na przeciwko. Kupiłam karmelowe cappuccino i wcześniej płacąc poszłam na postój taksówek. Wsiadłam do wolnej i podałam kierowcy adres. W trakcie drogi zastanawiałam się co im powiem i jak zacznę rozmowę, ale wszystkie opcje wydawały mi się beznadziejne.
- Panienka wysiada ? - zapytała starszy mężczyzna.
- Tak już proszę reszty nie trzeba. - uśmiechnęłam się i wysiadłam z auta. Weszłam na ganek i lekko się zachwiałam. Może jednak nie powinno mnie tu być. Co tam raz kozie śmierć. Zapukałam i przełknęłam głośno ślinę .... cholera w co ja się wpakowałam. Otwarła mi kobieta i spojrzała na mnie dziwnie. Była piękna miała duże brązowe oczy i kasztanowe włosy, a jej sylwetka była nienaganna. To czarownica.
- Ja .. - jęknęłam i totalnie odebrało mi głos.
- Mogę ci w czymś pomóc ? Ostatnio nie dałaś nam dojść do słowa i uciekłaś ? - spojrzała na mnie z wyczekiwaniem.
- Możemy porozmawiać ? - zapytałam speszona.
- Taak. - powiedziała niepewnie i wpuściła mnie do domu. Zdjęłam buty i płaszcz i za kobietą poszłam do salonu. Usiadłyśmy na kanapie i przez chwilę milczałyśmy. Nie wyczułam jej męża pewnie jest w pracy. Kobieta lustrowała mnie wzrokiem, który zatrzymał się na medaliku na mojej szyi.
- Skąd go masz ? - uważnie mi się przyglądała.
- To moja jedyna pamiątka po rodzicach. - powiedziałam, a w jej oczach pojawiło się zdziwienie.
- Dlaczego mi to zrobiliście ? - zapytałam prosto z mostu, a ją zatkało.
- Dlaczego mnie porzuciliście ... - spojrzałam na nią smutnym wzrokiem.
- Megan to naprawdę ty ? - spojrzała na mnie niepewnie.
- Czy wyglądam na osobę która robiła by sobie w tym momencie żarty. - zadałam jej retoryczne pytanie.
- Tak się cieszę, ze cię widzę. - rzuciła mi się na szyję i mocno mnie przytuliła. No ona sobie chyba jaja robi. Odsunęłam się od niej i spojrzałam ze łzami w oczach.
- Czy wy wiecie co ja przez was przeżywałam. Czułam się jak wyrzutek, jak nie potrzebny nikomu śmieć. Porzuciliście mnie jak jakąś bezużyteczną zabawkę. Bo poco użerać się z bachorem lepiej go oddać i żyć jakby nigdy nic się nie stało prawda !? - syknęłam wściekłą. Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej głos z przedpokoju.
- Jestem w domu kochanie. - krzyknął mężczyzna.
- O widzę, że mamy gościa jestem Rob Wilson, a ty młoda damo ? - spojrzał na mnie uśmiechnięty zaraz wybuchnę.
- Megan Wilson mówi ci to coś TATO ? - zaakcentowałam ostatnie słowo, a on spojrzał na mnie później na swoją żonę i tak kilka razy.
- A może ten pieprzony łańcuszek wam pamięć odświeży. - zerwałam go i rzuciłam mu pod nogi.
- Meg to nie tak jak myślisz. - powiedział łapiąc mnie za ramię.
- Nie dotykaj mnie. - syknęłam zrzuciłam jego rękę.
- My nie mieliśmy wyboru. - dodała jego żona.
- Oczywiście nie mieliście wyboru ! - powiedziałam już naprawdę wkurzona. Spojrzałam na swoje dłonie całe drżały i gdzieniegdzie pojawiły się czarne widoczne żyło. Co się dzieje ?!
- Megan dziecko co ci się dzieje ?! - zapytała spanikowana kobieta.
- Nie podchodź do mnie ! - powiedziałam cała roztrzęsiona. Co się ze mną do cholery dzieje !?! Stawiłam dwa kroku w tył i poczułam jak kolana uginają się pode mną. Podparłam się o stół dłońmi które były całe w czarnych żyłach. Nagle wszystko stało się rozmazane, a następnie czarne i ten cholerny przeszywający ból od środka.

~*~

Szłam białym korytarzem to chyba szpital, albo jakaś klinika. Wszyscy gdzieś biegli kompletnie mnie nie zauważając. W każdym pokoju pipkały jakieś urządzenie. Rozglądałam się czułam się jakoś inaczej, jakby w innym świecie. A może ja nie żyje może umarłam i to tu trafiają wszystkie dusze. Na końcu korytarza zobaczyłam moich znajomych i rodziców siedzieli załamani. Chciałam do nich podbiec i zapytać co się dzieje czemu są smutnie, ale nie mogłam się ruszyć. Coś powoli zbliżało mnie do nich, ale nie mogłam ruszyć nogami. Liam darł się i siłował z lekarzami, ale to nic nie dawało trzymali go z dala od sali do której chciał się dostać. Był rozhisteryzowany i wyglądało, że szybko mu nie przejdzie. Gdy znalazłam się przy nich mówiłam do nich, krzyczałam, darłam się, ale nie słyszeli mnie nie zwracali na mnie uwagi byłam bez silna. Podeszłam do sali do której chciał dostać się mój brat i zobaczyłam swoje ciało. Lekarze darli się : Tracimy ją ! Dajcie defibrylator !
Wyglądałm strasznie białą jak ściana i na całym ciele czarne żyły. Lekarz przyłożył do mojej klatki maszynę i nagle poczułam mocny ból jakby ktoś uderzył mnie maczugom prosto w płuca. Wszystko znów stało się czarne.
Głęboko wciągnęłam powietrze i gwałtownie usiadła. Światła oślepiały mnie, a lekarze krzyczeli nad moim uchem.
- Megan słyszysz mnie ? Jeśli tak zamrugaj oczami. - powiedział, a ja wykonałam polecenie.
- Połóż się .. pamiętasz co się stało ? - zapytał, a ja przecząco pokręciłam głową.
- Chce zobaczyć brata. - powiedziałam zachrypłym ledwo słyszalnym głosem.
- Musisz teraz odpocząć. - powiedział podłączając jakieś maszyny do mojego ciała. Z kroplówek sączyła się krew wprost do mojego zmarnowanego i obolałego ciała.
- Chce go zobaczyć. - syknęłam wyczerpana. Wszyscy wyszli, a po chwili do sali wszedł mój brat.
- Boże Megi co się stało ?! Jak się czujesz ?! - mówił spanikowany i ze łzami w oczach.
- Jestem wykończona .. - wymamrotałam, a on usiadł koło mnie i złapał mnie za dłoń.
- Co się stało. - szepnęłam.
- Nie wiem dokładnie. Z twojego telefonu zadzwoniła spanikowana Amanda i powiedziała że straciłaś przytomność i wyglądałaś jakby coś cię opętało więc szybko przyjechaliśmy do szpitala. Lekarze nie wiedza przez co to, ale ja podejrzewam że to coś związanego z krwią podawaną nam w szkole. Jak wiesz nie jesteś pierwszą ofiarą. - powiedział.
- Liam chce do domu. - szepnęłam wtulając się w jego ramie. 
- Meg nie wypuszczą cię ze szpitala. - dał mi buziaka w czoło. Nie chce tu być.
- Reszta dzisiaj leci do akademika ja z tobą zostanę. - dodał.
- Nie możesz opuszczać szkoły nie przeze mnie. - wymamrotałam cicho.
- Nie przejmuj się szkołą Megi teraz ważne żebyś wróciła do zdrowia. - uśmiechnął się.
- Chce się z nimi pożegnać. Możesz ich zawołać. - poprosiłam, a po chwili mój brat wrócił ze Sky, Mel i Hazzą.
- Jak się czujesz mała. - spojrzała na mnie Skyler.
- Jak was widzę to lepiej. - uśmiechnęłam się lekko.
- Obyś szybko wróciła do zdrowia. - powiedziała Mel.
- Jak wrócicie do szkoły dowiedzcie się co oni nam dają i co z Adamem i Caroliną. - poprosiłam ich i wszyscy mnie przytulili na pożegnanie i poszli.
- Odpocznij, a ja zadzwonię do rodziców. - złapał za komórkę i wyszedł. Jestem tak wyczerpana, ze nawet nie mam siły myśleć. Głowa mi pęka zaraz coś rozwalę. Od środka mnie rozsadzę chyba pójdę spać może poczuje się lepiej. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w krainę snów.
Obudziłam się wyjątkowo wypoczęta i czułam się jak całkowicie nowa osoba.
- Lilo. - szturchnęłam brata śpiącego na fotelu obok łóżka.
- Młoda jeszcze pięć minutek. - wymruczał zdejmując słuchawko z uszu.
- Leń. - wywróciłam oczami i wstałam z łóżka. Ciągnąc za sobą wieszak z woreczkiem z krwią poszłam do łazienki. Blada, podpuchnięte oczy, zamglone oczy ... Przemyłam twarz i wróciłam do pokoju, gdzie z Liam'em była Emily. Skąd u licha ona się tu wzięła ?!
- Hej Emi. - przytuliłam ja i wskoczyłam na łóżko.
- Cześć . - powiedziała zgrabnie siadając na fotelu obok mojego brata, który gapił się na nią jak na obrazek. Co ta miłość robi z ludźmi. Emi złapała go za dłoń, a on się uśmiechnął i cmoknął ją w policzek.
- Czy coś mnie ominęło ? - spojrzałam na nich ze zdziwioną miną.
- Taak Liam wczoraj zapytał czy będę jego dziewczyną i oczywiście się zgodziłam. - powiedziała z promiennym uśmiechem.
- Awww jak słodko w końcu się odważył. - pisnęłam zadowolona.
- Yyy noo. - wyjąkał mój brat.
- Li możesz iść pogadać z lekarzem ? - zatrzepotałam rzęsami, a on nie chętnie puszczając dłoń swojej dziewczyny wyszedł z sali.
- Powiedz jak było .. był romantyczny ? Jąkał się ? Całowaliście się już ? Powiedz, powiedz, powiedz chcę wiedzieć wszystko. - zaczęłam zawalać ja pytaniami, a ona lekko się speszyła. Bosz Megan ogarnij się kretynko dziewczynę straszysz.
- Przepraszam Ems, ale jesteś pierwszą dziewczyną Liama którą poznałam wgl chyba jesteś jego pierwszą dziewczyną. - przeprosiłam.
- Rozumiem. W końcu to twój brat, ale spokojnie nie zabiorę ci go. - zachichotała.
- Może się zaprzyjaźnimy ? Jakoś wcześniej nie było okazji się poznać, a tak wgl to czemu nie jesteś w szkole ? - spojrzałam na nią wyczekująco.
- Jasne to świetny pomysł. A co do szkoły to i tak miałam wrócić później więc mogę wrócić z wami jak nie masz oczywiście nic przeciwko nie chcę wam się narzucać. - uśmiechnęła się delikatnie.
- No co ty jesteś teraz dziewczyną mojego brata więc nie uwolnisz się ode mnie jak i od reszty naszej paczki. Oo w końcu będziemy zadawać się jeszcze z Caro muszę poznać jeszcze większego wroga Victorii niż ja. A poza tym to twoja przyjaciółka więc jej nie zostawimy. - zaśmiałam się. I nagle wpadł do pokoju Liam.
- Już skończyłyście plotkować ? - zapytał siadając przy łóżku.
- Tak, tak właśnie skończyłyśmy twój temat. - powiedziałam poważnie, a on aż cały się spiął ze zdenerwowania. Spojrzałam na Emily i obie wybuchłyśmy śmiechem.
- O widzę że humor już panience Wilson dopisuje. - powiedział mężczyzna w średnim wieku zapatrzony jakieś papiery.
- A i owszem. Mogę już wracać do domu i szkoły ? - zapytałam robiąc słodkie oczka do doktora.
- Wszystko wygląda dobrze więc myślę że za niedługo będziemy mogli cię wypisać. - uśmiechną się i wyszedł na dalszy obchód.

***

Lotnisko jest tak puste, więc cała odprawa i czekanie mija bardzo szybko. Siedzimy już w samolocie i czuję się trochę wyobcowana. Spojrzałam na ekran telefonu i zobaczyłam kilka wiadomości i parę nieodebranych połączeń. Od Sky, Mel, rodziców Li i moich, Hazzy, Taya i Grega.
- Może panienka wyłączyć i schować telefon, bo zaraz startujemy. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem stweardessa, a tak na marginesie trochę przegięła z perfumami zaraz się uduszę.
- Dobrze. - powiedziałam ze skrzywioną miną i wykonałam o co poprosiła. Z głośników usłyszeliśmy komunikat więc zapieliśmy pasy. Silniki maszyny zaczęły działać i pomału zaczęliśmy wznosić się w przestworza, a im wyżej zaczęliśmy się wznosić tym moje zmęczenie bardziej dawało o sobie znać. Potrzebuje snu.
Kilka godzinek i już jestem wypoczęta. Ziewnęłam leniwie i spojrzałam za okienko. Mmm panorama Londynu nocą jaki to piękny widok. Stęskniłam się za tym miejscem przez weekend. Spojrzałam na Liama i Emily słodko spali wtuleni w siebie. Zapięłam im pasy tak żeby ich nie obudzić, a później zrobiłam tak samo ze swoim pasem. Po lekkich turbulencjach byliśmy już na ziemi.
- Szanowni pasażerowie wylądowaliśmy bezpiecznie w Londynie prosimy o zabranie swoich podręcznych bagaży i udanie się do budynku lotniska. Dziękujemy za wybranie linii lotniczych Magic Sky. - powiedział kapitan latającej maszyny.
- Liam, Emily wstawajcie. - szturchnęłam ich i złapałam swoją torebkę.
- Już jesteśmy ? - zapytała ziewając Emi.
- Jak widać. - odpowiedziałam z oczywistością i opuszczając swoje miejsce zaczęłąm podążać do wyjście.
Wzięliśmy nasze walizki z pasa i wyszliśmy przed budynek, gdzie czekali już na nas rodzice Liama.
- Boże Megan skarbie nic ci nie jest ? Co się stało ? Jak się czujesz ? Dlaczego tak wcześnie cię wypuścili ze szpitala ? - potok słów wypływał z ust mojej przybranej mamy kiedy rzuciła się na mnie i zamknęła w mocnym uścisku.
- Nic mi nie jest, ale zaraz możesz mnie udusić pamiętaj jeszcze tlenu potrzebuje. - przypomniałam jej.
- Przepraszam, ale razem z ojcem martwimy się o ciebie. Postanowiliśmy że zostaniesz w domu kilka dni i dopiero wrócisz do akademii. - oznajmiła.
- Ale jak to ?! Nie chce siedzieć w domu, a poza tym w piątek mamy bal muszę na nim być ! - zbulwersowałąm się.
- Przykro nam skarbie, ale to ostateczna decyzja. - dodał ojciec i zapakował nasze walizki. Spojrzałam na Liama, ale on tylko zrezygnowany mnie przytulił. Przez całą drogę siedziałam naburmuszona. Odwieźliśmy mojego brata i Emi do akademii i przez okno widziałam jak witają się z reszta. Sky spojrzała na mnie z wyczekiwaniem, ale zanim odjechaliśmy zdążyłam jej pokazać tylko, aby zadzwoniła.
 Po godzinie byliśmy w domu nie odezwałam się ani słowem. Zabrałam swoją walizkę i weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i buty i poszłam do swojej dawnej sypialni.
- Megi wiem że jesteś na nas zła, ale nie możesz się do nas nie odzywać. - powiedziała, ale długi nie słysząc moją odpowiedzi wyszła. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Skyler.
- Hej mała Liam nam wszystko powiedział. - powiedziała.
- Przecież ja tu z nudów popadnę w hibernację. - syknęłam zmarnowana, a wszyscy zaczęli się śmiać .. o czyli jestem na głośniku.
- Najgorszy jest fakt, że w piątek jest bal, a ja mam siedzieć w domu. - dodałam.
- Spokojnie nie ostatni bal zrobią kolejny mała i pójdziesz . - starał się mnie pocieszyć Taylor.
- Dobra hałastra ja kończę paa. - pożegnałam się i zakończyłam rozmowę. Wrzuciłam do sportowej torby buty, top i dresy i zabrałam zapasowe klucze mojej przybrane mamy. Otworzyłam okno i przez nie wyszłam. Zeszłam delikatnie po pergoli i przeszłam przez płot. Jedynym miejscem gdzie teraz mogę wytrzymać jest studio mamy Liama. W miarę szybko przeszłam miasto i dotarłam do szkoły. O dziwo w jednym z okien paliło się światło. Otworzyłam duże metalowe drzwi i weszłam na piętro. Stanęłam w progu i uśmiech sam wkradł mi się na usta.
- Denys ! - pisnęłam uradowana, a on od razu spojrzał w moją stronę.
- Jeny Megan jak dawno cie nie widziałem. - powiedział, a ja rzuciłam mu się na szyję.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam siadając na parkiecie.
- Twoja mama pożyczyła mi klucze, żebym mógł ćwiczyć do zawodów. - wyjaśnił.
- A ciebie co tu sprowadza ? Nie powinnaś być w szkole ? - usiadł obok mnie.
- Rodzice kazali mi siedzieć w domu, ale mniejsza na jakie zawody ćwiczysz ? - zmieniłam temat.
- Wiesz już niedługo zawody stanowe więc trzeba się przygotować.
- Jeny jedziesz na stanowe pamiętam jak razem do nich ćwiczyliśmy.
- Pamiętasz nas układ ? - spojrzał na mnie znacząco i podszedł do boomboxa i ustawił go tak żebyśmy zdążyli zająć swoje pozycje. Z pierwszymi dźwiękami wspomnienia wróciły. Parkiet, jury, widownia wspaniałe czasy. Zaczęliśmy tańczyć układ, który oboje nadal pamiętaliśmy.


- Wciąż świetnie ci idzie mała. - dał mi kuksańca w bok.
- Ty też jesteś nadal świetny staruszku. - wystawiłam mu język.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę. Nadal świetnie wychodzą wam duety. - oboje zwróciliśmy się w stronę drzwi, gdzie stała moja mama.
- Hej. - przywitaliśmy się z nią.
- Nie chciałam wam przeszkadzać, ale Meg wyszłaś z domu bez uprzedzenia, a razem z ojcem się martwiliśmy. Wiedziałam, ze cię tu znajdę. - wyjaśniła.
- Dobra Dan już ci nie przeszkadzam wracaj do ćwiczeń stanowe same się nie wygrają. - pożegnałam się z nim i razem z mamą wróciłyśmy do domu.
_____________________________________
No to mamy długo wyczekiwany rozdział :) Ciesze się że w końcu udało mi się go napisać. A więc jak Wam się podoba ? Co sądzicie o wydarzeniach z rozdziału ? Liczę na Wasze szczere wypowiedzi miśki ;* Zmykam <3
Ps. Jak minęły Wam święta i śmigus dyngus, bo ja byłam calutka mokra, normalnie żadnej suchej nitki ;P hehe