piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 9

Perspektywa Magic

Bojciu dwa głąby (czyt. Liam i Harry) musieli nam się wbić na wycieczkę. No ale nie miałam wyboru … mój kochany braciszek zaczął mnie szantażować moimi wybrykami za małolata ugh masakra. Ale mniejsza to że jest nas o dwoje więcej oznacza że …. Sky będzie musiała dzielić łóżko z Harrym, ja z Mel, a Li będzie miał własne. Chociaż bez przesady ja nie będę się przez nich cisnąć na jednym łóżku z Melody, a moja BFF męczyć z Hazzą niech sobie załatwiają pokój, albo moją dobrodusznością odstąpię im podłogę hahahaha Po chwili poczułam lekkie szturchanie, sorki ktoś potrząsał mną przez co czułam się jak w shakerze tą osobą okazała się Skyler.
- Patrz, patrz jesteśmy !! – pisnęłam uradowana.

- Myślisz że jestem ślepa. – spojrzałam na nią z poker face’m na co tylko wywróciła oczami i razem z Mel zaczęły skakać po fotelach w samolocie.
- Czy mogłyby panienki usiąść i zapiąć pasy bezpieczeństwa za chwilę lądujemy. – upomniała je młoda wampirzyca. Obie moje przyjaciółki burknęły coś pod nosem i posłusznie zajęły swoje miejsca. Po chwili lekkich turbulencji metalowy ptak wylądował, a my mogliśmy pomału wychodzić. Wzięłam swoją torebkę i poszłam z resztą do schodów z samolotu. Gdy wyszliśmy z maszyny dało się poczuć podmuch zimnego wiatru. Jednak nie miało to porównania do zimy w Londynie. Zarzuciłam na ramiona luźny sweter i całą grupą zmierzaliśmy na lotnisko. Odebraliśmy swoje bagaże przy czym mieliśmy małe kłopoty bo Sky zaczęła biegać po tym pasie gdzie ‘’podjeżdżają’’ walizki -.- Uciekliśmy przed dwoma wielkimi ochroniarzami i wskakując do 7-osobowej taksówki pojechaliśmy do zarezerwowanego hotelu. Jak dotarliśmy na miejsce stanęliśmy przed małym, przytulnym hotelikiem.
- Naprawdę Meg nie mogłaś wybrać czegoś lepszego ?? – oburzył się Harry, a ja mrużąc oczy zaczęłam się powoli do niego zbliżać.
- Dość że pozwalam Ci z nami jechać, nie robię z tego jakiegoś wielce problemu to Ty jeszcze masz czelność mi powiedzieć, że coś Ci nie pasuje ?!? – już miałam ochotę się na niego rzucić i coś mu zrobić, ale w ostatniej chwili złapał mnie Li, a Hazz z piskiem pobiegł do hotelu.
- Megan uspokój się. – zaczęły się chichrać dziewczyny.

- Ale …. ugh nie ważne, chodźcie do środka. – powiedziałam i łapiąc walizkę weszłam do środka. Stanęłam przy recepcji, gdzie za ladą witała nas wielkim uśmiechem kobieta w średnim wieku.
- Witam w hotelu ’’Paradise’’ w czym mogę państwu pomóc. – powiedział regułkę z udawaną radością co jak co, ale na ludziach to ja się znam. Na pierwszy rzut widać, że ta praca to nie spełnienie jej marzeń.
- Dzień dobry mam rezerwację na nazwisko Wilson.
- Tak widzę pokój trzyosobowy. – rzekła i podała nam jakieś papiery do wypełnienia. Razem z Mel i Sky poszłyśmy do małego stolika, a chłopaki pytali o pokój dla dwojga. Mina recepcjonistki była bezcenna, a ich nieudolne tłumaczenia że nie są razem były przekomiczne. Rozbawione sytuacją zaniosłyśmy kobiecie wypełnione dokumenty i zabierając kartę od naszego lokum poszłyśmy do windy. Zostawiając tą dwójkę wjechałyśmy na najwyższe piętro i idąc wzdłuż korytarza  otworzyłyśmy drzwi do naszego pokoju. Gdy tylko je uchyliłyśmy ukazał nam się skromny, ale uroczy salonik połączony z kuchnią. Po prawej stronie był mały korytarz w którym znajdowały się cztery pary drzwi zapewne do sypialni i łazienki. Ten apartament przypominał mi trochę ten w naszym akademiku. Każda zajęła wybrany pokój, otworzyłam białe, drewniane drzwi i ujrzałam jasny pokoik. Białe ściany ślicznie kontrastowały z czarnymi i czerwonymi detalami. Wypakowałam ubrania do szafki, a kosmetyki i inne przybory zaniosłam do łazienki. Usiadłam na łóżko i tępo wpatrywałam się w białą karteczkę z zapisanym adresem. Nie był to jednak zwykły adres, było to moje dawne miejsce zamieszkania. Nagle do mojego pokoju wpadła Sky, schowałam karteczkę do portfela i spojrzałam na nią. Wyglądała właśnie przez okno i podziwiała widoki.
- Nie żeby coś, ale masz ze swojego pokoju taki sam widok, więc wnioskuje, że przyszłaś tu w jakimś calu, także zamieniam się w słuch. – powiedziałam opierając się o pikowane bezgłowie łóżka.
- Co będziemy robić ? Nudzę się. – rzekła rzucając się obok mnie.
- Dopiero tu przylecieliśmy, a ty już się nudzisz …. z resztą co ja się dziwie ja muszę coś załatwić, a wam proponuje zwiedzanie Li was chętnie oprowadzi. – zaproponowałam jej, ona zrobiła minę myśliciela i po chwili wybiegła krzycząc, że chce zobaczyć Statuę Wolności. Wywróciłam oczyma i spakowałam potrzebne rzeczy. Założyłam moje trampki i czarną skórę, a następnie biorąc torebkę wyszłam z sypialni. Pożegnała się z dziewczynami i zjechałam do recepcji.
- Hej mogłabyś mi zamówić taksówkę na teraz. – powiedziałam przyjaźnie.
- Dobrze zaraz będzie. – rzuciła szybko i dzwoniąc po mój transport powróciła do wklepywania czegoś w komputer. Długo nie musiałam czekać, wsiadłam do żółtej, charakterystycznej taksówki i podałam mu adres. Wygodnie się rozsiadłam i rozkoszowałam się widokami. Po dość długim czasie taksówka zatrzymała się na obrzeżach miasta przy nieznanym mi domu. Zapłaciłam kierowcy i zapisując numer kontaktowy wysiadłam z auta. Stanęłam przed drzwiami i gdy miałam je otworzyć kluczami, które na marginesie znalazłam z adresem w jednym z pokoi zaświeciło się światło. Miałam odejść lecz drzwi domu się otworzyły, a w nich stanął wysoki mężczyzna, wampir.
- Mogę w czymś panience pomóc ? – spojrzał na mnie wyczekująco.
- Yyy .. ja .. znaczy .. myślałam, że ten dom jest opuszczony. – powiedziałam zmieszana.
- Nie musiałaś pomylić domy mieszkamy tu od dłuższego czasu. – rzekła piękna, młoda kobieta zapewne jego żona.
- Yyy .. nie mieszkali tu wcześniej państwo Wilson ?
- My jesteśmy państwo Wilson ….. skąd masz ten naszyjnik ?! – spojrzeli na mnie zdziwieni, poczułam jak do moich oczu napływają łzy, a głowę zaprzątają tysiące pytań. Jak to możliwe, czy to są moi …. rodzice ?!?!

- Kim ty właściwie jesteś ? – zapytała mnie kobieta.
- Ja .. znaczy .. muszę już iść, przepraszam. – załkałam i zaczęłam biec jak najdalej z miejsca w którym przed chwilą stałam. Wbiegłam w pierwszy zaułek i opierając się o ścianę opadłam na ziemię. Czy to możliwe, że oni żyją ? Czy moje życie to jedno wielkie kłamstwo ? Dlaczego nikt mi nic nie powiedział ? Te i wiele innych pytań zaprzątało moje myśli. Pośpiesznie ujęłam w drżące dłonie telefon i zamówiłam taksówkę.

***

Starałam się bezszelestnie wejść do naszego pokoju z nadzieją, że dziewczyny już smacznie śpią, myliłam się. Z salonu słychać było gromkie śmiechy znajomych.
- Meg co się stało ?! – zapytali zaniepokojeni, gdy tylko mnie zauważyli.
- Nic ….. tylko przez zimne powietrze oczy mi łzawią. – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Jestem zmęczona idę spać. – powiedziałam i nie czekając na ich reakcję zniknęłam za drzwiami łazienki. Wykonałam wszystkie wieczorne czynności i niezauważenie przemknęłam do mojej sypialni, gdzie na moim łóżku niespodziewanie siedział Liam.
- Co ty tu robisz ? – zapytałam lekko zakłopotana.
- Megi wiesz że mnie nie oszukasz, mów co się stało, gdzie byłaś ? – usiadłam obok niego i zaczęłam rozmyślać czy mu powiedzieć czyn nie w końcu i tak by się dowiedział.

- Byłam dzisiaj w domu moich biologicznych rodziców ….
- To świetnie, czegoś się dowiedziałaś .. może wiesz jak oni no wiesz .. jak zginęli.
- Właśnie w tym rzecz Li oni żyją. – załkałam opadając na łóżko.
- Ale jak to ?!?
- Normalnie ! Żyją jak gdyby nigdy nic nie przejmując się tym, że ich córka przeżywa załamanie, bo została przez nich porzucona .. że przez to że się ukrywają i nie dają jej znaku życia jej stało się jednym, pieprzonym kłamstwem …. – poczułam jak moje oczy znów napełniają się łzami.
- Magic nie przejmuj się nimi, masz teraz nową kochającą rodzinę i przyjaciół, jednak na twoim miejscu bym z nimi porozmawiał, powinnaś dowiedzieć się czy to na pewno oni i wyjaśnić wszystko. Pamiętaj też, że zawsze jestem przy tobie i będę cie wspierał. – przytulił mnie Lilo.
- Dzięki Li to miłe słowa, lecz teraz chcę zostać sama. Muszę wszystko przemyśleć.  – powiedziałam z powagą, a mój brat pocałował mnie w czoło i posłusznie wyszedł z pokoju mówiąc przed zamknięciem drzwi ‘’Dobranoc’’. Wskoczyłam pod kołdrę i szczelnie się nią opatuliłam. Po długim czasie rozmyśleń nad wydarzeniami z dzisiejszego wieczora z trudem zasnęłam.

____________________________
Hejo !! <3 Bardzo, bardzo, baaardzo przepraszam za tak długi czas zwłoki z rozdziałem, ale no zrozumcie mnie ... net mi znów nawalił ;/ Ale już jest dobrze, bo go naprawili !!! Jupi :D A teraz nie zamęczam już Was moimi problemami. Liczę że rozdział się podobał i czekam na wasze szczere opinie w komentarzach.
Kocham Nats xoxo