piątek, 31 maja 2013

Rozdział 8

      Perspektywa Skyler

Sobota ... Weekend !
 Tamci, czyli Zayn i Niall, grali sobie w fifę a ja i Melody malowałyśmy sobie nawzajem paznokcie. Ja na czarno a ona na biało. Liam, Hazza i Adam wrócili do akademiku ze względu na to że poczuli się zmęczeni. No cóż, jak się całą noc baluje itp to potem, o dziesiątej rano tak jest. Kamera, którą wiecznie, niewidzialną, mam przy sobie latała w powietrzu nade mną dzięki temu że panuję nad żywiołem powietrza.
Tak ... ona filmuje wszystko co się dzieje do okoła mnie. Nie ważne czy o tym pamiętam czy nie, taki czar. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon.  Może gdyby to był Taylor albo Liam to pewnie bym odrzuciła ... ale że to loczek to od razu wcisnęłam zieloną słuchawkę.
  - Hej koteczku, nadal jesteście u Lenny'ego ? - Zapytał ze śmiechem przez co miałam ochotę go zabić.
  - Nie mów do mnie "koteczku". - Fuknęłam. - Owszem, nadal. - Wzruszyłam ramionami.
  - Ale koteczku, to taka urocza ksywka ! Po za tym po wczorajszym chyba mam prawo tak do ciebie wołać, czyż nie ? - Zapytał i jestem na 100% pewna że w tym momencie uśmiechnął się łobuzersko.
  - Wczoraj tylko się uczyliśmy głąbie ! - Warknęłam.
  - Gdy tak do mnie warczysz przypominasz mi cerbera, koteczku. Wiesz ... było po ciszy nocnej, ty byłaś u mnie i leżeliśmy razem w łóżku ... - Zachichotał a w tle usłyszałam jeszcze dodatkowe śmiechy chłopców. Czyli że ma głośnik, tak ?
  - Primo, dawałam ci korki z historii. Uno, byłam u ciebie po ciszy bo wcześniej nie miałam czasu a leżeliśmy w łóżku gdyż iż było strasznie zimno. Sekundo czy już pozbyłeś się tej wstrętnej wysypki ? Wiesz, ta która wyskoczyła ci ... - Zaczęłam a ten od razu się rozłączył zaraz po tym jak usłyszałam wielki ryk śmiechu innych w tle. Buahaha !
  - Kto dzwonił ? - Spytała Mel z delikatnym, jak to zawsze ona, uśmiechem.

 Szczerze, zazdroszczę jej wyglądu. Jest szczupła, śliczna, ma wyraziste rysy i takie gęste i miękkie włosy ! Ja nie wiem jakiej ona odżywki używa ale muszę się dowiedzieć ! Do tego jest taka delikatna ... Za to Megan ma takie hipnotyzujące oczy, jest średniego wzrostu, zupełnie jak ja. Zawsze porusza się z gracją ... a ja ?
  - Hazza. - Wzruszyłam ramionami.
  - Jaka wysypka ? - Zaśmiał się Niall.
  - E tam, kłamałam żeby inni mieli z niego bekę, długa historia. - Machnęłam niedbale ręką by pokazać że to nic takiego. Swoją drogą miałam ochotę wybuchnąć śmiechem ... jego mina musiała być przekomiczna.
  - I ośmieszyłaś go tylko dlatego że ... ? - Spytała Mel.
  - Nazwał mnie "koteczkiem". - Prychnęłam urażona.
  - To wy nie jesteście razem ?! - Pisnęli tamci  plus moja przyjaciółka a ja wybuchłam śmiechem.
  - Nie, nie jesteśmy, czemu wam do przyszło do łba ? - Spytałam.
 Niall już miał coś powiedzieć ale do domku Lenny'ego, który swoją drogą poszedł na grzyby, wpadła Meg i Louis cali spoceni z czerwonymi, podpuchniętymi oczyma.
  - Co wam się stało ?! - Pisnęła Melody.
  - Widziałam ... młode wampiry, czerwone oczy ... były głodne ... rozszarpały jednorożca ... - Wyjąkała po czym zemdlała.
  - Megan ! - Wrzasnęliśmy a ona już po chwili leżała na kanapie.

***

  - O matko ... - Szepnęłam nie mogąc uwierzyć w tę całą historyjkę. Biedne zwierzątka ... jakbym ja ich spotkała od razu bym ich zaatakowała i zabiła !

  - Wracajmy już ... - Mruknęła Melody. - Musimy jak najszybciej jechać do NY. - Westchnęła ciężko.
 Pożegnałyśmy się z bladymi chłopakami po czym poleciałyśmy do akademika. Po drodze zauważyłam Caroline ... to ta blondynka co kiedyś dostała od Victorii spagetti ... eh, co za babsko, nie cierpię jej ! Vici to najgorsza osoba na całym, ogromnym świecie. Wykorzystuje wszystko i wszystkich dla własnych czynów. A jej ojciec puszcza wszystko płazem ... Tylko Greg z ich rodziny jest normalny !
 Po chwili byłyśmy już w naszym salonie gdzie na kanapie siedział obrażony Harold, chichoczący Adam i Liam marzący, zapewne o Emily. 
  - Bry ! - Przywitałam się z wyszczerzem.
  - Wal się ! Zniszczyłaś mi życie towarzyskie ! Jak mogłaś ?! Jesteś okropna !! - Wydarł się Harry. Spojrzałam na niego przesiąkniętym słodyczą wzrokiem. Heh, zaraz będzie jadł mi z ręki.
  - Wyglądasz tak seksownie jak się złościsz, wiesz ? - Spytałam jeżdżąc palcem po jego plecach.
  - Serio tak uważasz ? - Zapytał z nadzieją a ja kątem oka zerknęłam na tamtych śmiejących się głąbów. Nawet Liam na nas się gapił z rozbawieniem. No co, nie moja wina że jego tak łatwo przerobić ...
  - Ależ oczywiście. - Wyszczerzyłam się w jego stronę.
  - No zgoda, wybaczam. - Przytulił mnie tak mocno że o mało się nie udusiłam.
  - Dobra gołąbeczki, chodźcie szybko, musimy już jechać. - Zawyła Megan chwytając walizki i wybiegła z naszego mini mieszkanka a my za nią.
  - A gdzie wybierają się moi ulubieni uczniowie ? - Spytała Alex z uśmiechem.
  - Do Nowego Yorku. - Odpowiedziała Megan zasłaniając połowę swojej twarzy dłonią. Pewnie dlatego że jeszcze bolała ją głowa.

  - Rozumiem ... uważajcie na siebie ... - Pożegnała nas.
 Jej obecność przypomniała mi o tym że za tydzień, dokładnie 7 dni w naszej szkole będzie organizowany prawdziwy bal ! I już nie mogę się doczekać ... Ale potem Alex wyjedzie ... i jej miejsce zajmie Pani Anastazja ... to będzie piekło ...
 Wsiedliśmy do taksówki nadal dyskutując na najróżniejsze tematy.
  - Sky, idziesz ze mną na bal ? - Spytał z wyszczerzem Hazza.
  - Nie. - Prychnęłam.
  - Czemu ? - Zapytał smutno.
  - Zero romantyzmu. - Skrzyżowałam ręce pod biustem a ten zaczął się zastanawiać. OMG, on myśli ! Tego się nie spodziewałam ! Dobra, muszę przestać obrażać go ... przynajmniej w swojej głowie ...
  - Zgadzam się Sky, powinnaś przestać. - Przytaknął Liam a mnie zamurowało. No tak, on czyta w myślach ... muszę uważać ...

***

    Perspektywa Caroline

 Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc w moim pokoju piski Victorii. Czyli mój plan zadziałam, yeah ! Wlanie różowej farby do jej szamponu to było genialne posunięcie. Szczególnie po tym co wydarzyło się w stołówce. Swoją drogą użyłam mojej farby do końcówek ... nałogowo je farbuję.
  - Car, jesteś genialna. -Nina zaśmiała się serdecznie, czesząc swoje ciemne włosy.
  - Nie genialna ... jest wielka. - Wyszczerzył się do mnie Tay.
 Nina, moja najlepsza przyjaciółka zaprosiła Taylora, naszego kumpla ... niby to nic takiego ale te jego oczy ... i jego uśmiech ... i ... STOP ! Ja nie mogę się zakochać, przestanę być wtedy tą samą buntowniczą Brown ...
  - Wiem. - Wyszczerzyłam się do niej, wstając. W pewnym momencie poczułam silne zawroty głowy. Nogi ugięły się pode mną przez co wylądowałam plackiem na dywanie.

  - Caroline ! - Pisnęła moja przyjaciółka chórem z chłopakiem.
  - Nic mi nie jest ... trochę zasłabłam ... - Jęknęłam podnosząc powieki.
  - Są ... czerwone ... - Szepnęli oboje patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczyma.
  - Co ? Przecież wczoraj dostaliśmy cotygodniową dawkę krwi, nie możesz być głodna. - Powiedział pomagając mi stanąć.
  - Nic nie rozumiem ... - Mruknęłam czując że zaraz najpewniej łeb mi eksploduje.
  - Będzie trzeba porozmawiać z dyrektorem. - Zauważył chłopak.
  - Pogadam z nim później, muszę już iść, Adam czeka przed szkołą. Jedziemy do moich rodziców, chce aby ich poznał. Jutro wracam, poradzicie sobie ? - Spytała całując mnie w policzek.
  - No ba. - Uśmiechnęłam się do niej delikatnie wciąż będąc podtrzymywana przez Blacka.
 Ona wyszła natomiast my ruszyliśmy ku pigułce ... znaczy poszliśmy do pielęgniarki ... inaczej piguła.
  - Jak się czujesz ? - Szepnął mi do ucha muskając je ustami przez co lekko zadrżałam.
  - Dobrze. - Mruknęłam uśmiechając się sztucznie.
  - Nie kłam. - Chuchnął mi w ucho.
  - Jest mi słabo, dzwoni mi w uszach, ledwo stoję, kręci mi się we łbie ... wymieniać dalej ? - Prychnęłam a ten tylko się zaśmiał przyciskając mnie mocniej do siebie. - Czy ty chcesz żebym była jakąś deską ? - Spytałam a ten wybuchł śmiechem.
  - Nie ... nie będziesz deską ... po prostu muszę się tobą zaopiekować. - Mrugnął do mnie. - Opowiedzieć ci kawał ? - Spytał z uśmiechem.
  - Jasne. - Wzruszyłam ramionami.
  - Jak się nazywa żona popa ? Poparzona ! - Zaśmiał się. To było takie głupie i bez sensu że sama zaczęłam się śmiać.
  - To raczej suchar. - Zauważyłam.
  - Chyba masz rację. - Westchnął ciężko wchodząc do pokoju pielęgniarki.
 Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, przymykając oczy i siadając na krześle. Starsza pani zaczęła mnie badać a ja wyobrażałam sobie Vici w różowych włosach ... hah ...

***
Cześć ! Wybaczcie mi proszę że ten rozdział jest taki beznadziejny ! Nie miałam pomysłów co mogę napisać ... a na Nowym Yorku się nie znam i nie chciałam niczego zniszczyć xD Chcieliście więcej Caroline więc proszę, macie kawałek jej perspektywy. Nie wiemy czy jeszcze taki się pojawi xD Bądźcie dobrej myśli ;D 
To tyle, komentujcie jeśli wam się spodoba ... i jeszcze raz, sorry że tak długo ;*
Bay <3

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 7


Perspektywa Magic

Przepraszam że co oni powiedzieli ?!? Że oni chcą zostać ?!? No to ciekawe jak oni to widzą ?!? Przecież jak ktoś ich zobaczy to rozszarpie na strzępy i koniec tego dobrego. Oni zwariowali ! Podeszłam do każdego po kolei i dotknęłam ich czuł.
- Yyy … Megan króliczku co ty robisz ? – zapytał mnie Lou … ej bez przesady czy ja wyglądam jak królik ?!?
- Sprawdzam czy nie macie czasem gorączki. – powiedziałam lekko przerażona … co ja gadam byłam w szoku !
- Ale że o co chodzi ?! – dopytywała się niecierpliwie Skyler.
- Powiedzcie jej co sobie wymyśliliście. – spojrzałam na nich wyczekująco.
- Mamy zamiar tu zostać …. – oznajmił bezproblemowo Zayn, a moja przyjaciółka upuściła aż kubek z gorącym napojem.
- Pospremiti  - wyszeptałam i już było posprzątane … sama nie wiem jakim cudem pamiętam wszystkie zaklęcia, ale rodzice Li od dziecka dbała o moje wykształcenie. Za co jestem im bardzo wdzięczna i nie odpłacę się do końca życia. Ale mniejsza co my mamy zrobić z tymi wariatami ?!?
- Czy was piorun walnął ?! – powiedziała Sky krążąc w kółko po pokoju.

- Ale co w tym dziwnego … tu jest genialnie ! – powiedział uradowany Niall.
- No dobra, ale jak wy to sobie wyobrażacie … jak niby macie tu przetrwać ? – zapytała Melody siadając na fotelu.
- No nie wiem … może niech Meg zrobi jakieś swoje czarymarskie sztuczki i zamieni nas w jakieś cosie jak wy. – powiedział Louis, a oczy aż mu się zaświeciły.
- Nawet na mnie nie patrzcie, to nie jest takie hop siup. Zamiana jest możliwa tylko przez ukąszenie …
- No i sprawa załatwiona. – przerwał mi mulat.
- Myślisz że to takie proste … jak już zaczniemy smakować krwi rośnie w nas ekscytacja i żądza, nie jest łatwo przestać. – wyjaśniła Skyler.
- Z wilkołakami jest podobnie, ale tylko w postaci wilka …. – dodała Flora.
- Megan …. – spojrzeli na mnie chłopacy.
- Jestem hybrydą … nie zdziałam z tym nic, moje ukąszenie nie jest tak silne jak Sky. – powiedziałam niemrawo. Mam w pokoju ukrytą książkę do czarnej magii może tam coś znajdę, czas odświeżyć starą lekturę … tak naprawdę to nikt nie wie o tej książce. Zabronili nam używać moc poza terenem szkoły. Ta księga to jedna z rzeczy którą mam po rodzicach. Ciekawe czy wgl jeszcze o mnie pamiętają, a może wgl o mnie już nie pamiętają. Mamy czwartek … hmm niedługo weekend więc zabieram dziewczyny do Nowego Jorku, muszę coś się o nich dowiedzieć.
- Ej … Meg ! – krzyknął Zayn.
- Tak ?! Co ?! – poczułam że uderzyłam o coś głową. No tak zazwyczaj jak nad czymś głębiej myślę to lewituje, stanęłam na ziemi i spojrzałam na nich wyczekująco.
- Jest już prawie 22 ! – pisnęła Mel.
- Co ?!? Narka chłopaki do jutra. – powiedziałam i ciągnąc dziewczyny za sobą wybiegłyśmy z chatki.
- Już po nas, Alex nam urwie głowy i rzuci na pożarcie krakenowi …. – panikowała Sky, na co tylko przewróciłam oczami i trzepnęłam ją w tył głowy.
- Ogarnij twarz. – wytknęłam jej język.
- Zdążymy. Tylko się pośpieszmy. – westchnęła Melody, zmieniając się w wilka. Wszystkie spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo i pobiegłyśmy w stroną akademika.


*** 


Boże po co oni zakładali te tarcze, naprawdę nie jest łatwo się wydostać … muszę się im poskarżyć … chociaż bym nas zdradziła. Dobra mniejsza o tej godzinie nie myślę xD Właśnie wpadłyśmy do naszego apartamentu, a tam oczywiście Hazz, Li, Tay, Adam i Greg.
- No hej dziewoje. – zawył Adam na co machnęłam dłonią, szepcząc ‘’silence’’ po czym jego głos zniknął.
- Jest po 22 wilczku jak was tu złapią to będzie kiepsko, ja nie chcę skończyć  w lochach. – prychnęłam.
- To my mamy lochy ?!? – zapytał się zdziwiony Harry, a Adma z oburzoną mina stał przede mną i z założonymi rękoma na torsie tupał nogą. Wywróciłam oczami i wypowiedziałam zaklęcie ‘’bruit’’ i usiadłam na miękkim dywanie obok Taya.
- To ty nie wiedziałeś. – powiedziała z niedowierzaniem Skyler, a po minach wszystkich chłopaków + Melody razem ze Skyler popadłyśmy w niekontrolowany śmiech.
- A czyli nie wiece że mamy tam smoka. – powiedziałam podekscytowana.
- Że hę ?!?! – Li spojrzała na mnie jakby oczy miały mu zaraz z orbit wyjść.
- Ale skąd wy to wiecie ? – zapytał Tayler kładąc delikatnie dłoń na moim ramieniu, przez co spojrzałam na niego.
- No wiesz ja i Meg mamy taką dziwną skłonność wpakowywania się w kłopoty …. – zaczęła Sky, ale przerwał jej Greg.
- To nie jest skłonność….
- Mniejsza …. – przewróciłam oczami i kontynuowałam dalej.
- Więc w dzień oprowadzania tak jakoś zabłądziłyśmy i trafiłyśmy do lochów no i tam była dum, duum, duuum smoczyca…. – powiedziałam z iskierkami w oczach. Bojciu jak ja kocham smoki, no nie moja wina są takie kochane i milusie, można na nich latać lub je przytulać, ale tylko nieliczni mogą z nimi porozmawiać. Na szczęście ja i Sky możemy *.* ale jestem podjarana, normalnie jak pochodnia :D
- Na serio !?! – pisnęli Liam, Greg, Taylor, Adam i Ha … nie chwilka Hazzy nie ma i Sky też … ja ich na serio zdzielę kijem do hokeja -.-
- No nie na niby. Nazywa się Calisha, ale nie powiedziała nam czemu tam jest…. – oznajmiłam przyjaciołom.
- Ktoś idzie. – szepnął Adam.
- O szlag to pewnie Alex ona nas zabije. – dodał Liam.
- Nie panikujcie. – rzucił obojętnie Tay, jak zawsze stoicki spokój, podziwiam przyjaciela.
- Dobra cisza. – syknęłam i wymawiając ‘’disparatre’’ przeteleportowałam ich do swoich pokoi. Czas sprowadzić Sky nie chcę żeby miała problemy.
- Disparatre.
- Co ja tu robię. – powiedziała oburzonym głosem wampirzyca.
- Unikasz kłopotów kicia. – pstryknęłam ją w nos.
- Alex idzie, do pokoi. – szepnęła Mel i poszła do siebie, a my w jej ślady, gasząc za sobą światło. W ciuchach wskoczyłam do pokoju i przykryłam się szczelnie kołdrą. Słysząc i czując że Alex wyszła, wzięłam piżamę i szybko pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam głowę. Szybko się wysuszyłam i wyszczotkowałam zęby, zmyłam makijaż i szybko zwolniłam dziewczyną łazienkę. Naszykowałam na jutro jakieś rzeczy, a następnie wtulając się w poduszkę zasnęłam.


*** 


W końcu piątek jupi, a co za tym idzie wyjazd do NY z Sky i Mel. Pełna sił wyskoczyłam z łóżka i łapiąc naszykowane ciuchy poszłam do łazienki.
- Bry. – mruknęła Mel wychodząc gotowa z pomieszczenia.
- Hej. – uśmiechnęłam się promiennie.
- Widzę dobry humor. – powiedziała opierając się o ścianę.
- A i owszem Wam też się poprawi, bo mam niespodziankę. – klasnęłam w dłonie z zachwytu.
- Już się boje. – spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczętami.
- Nie no co ty, ale to później. – powiedziałam i wskoczyłam do łazienki. Przemyłam buzię, umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż.
- Vetu. – szepnęłam i już byłam ubrana. Jak ja kocham magię naprawdę ułatwia życie.
- Magic wychodź ! – waliła w drzwi i krzyczał Sky. Otworzyłam je i wymijając się wpuściłam ją do łazienki. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie co dziwne tej hołoty znów nie było, nie chce mi się dzisiaj ich budzić. Ooo wiem pomaluje paznokcie hehe Wzięłam z naszej komódki czerwony lakier i zaczęłam nim pokrywać moje dość długie pazurki. Nienawidzę czekać aż wyschną.
- Sky, Mel gotowe już ?!
- Idę. – powiedziała Flora.
- Tak, tak już biegnę ! – krzyknęła Skyler.
- Ej Sky potrzebuje cię. – dodałam.
- No już chwilkę. Słucham ? – powiedziała wchodząc do pokoju.
- Weź dmuchnij mi na paznokcie, bo nie chce mi się czekać aż wyschną. – zrobiłam oczka szczeniaczka. Ta razem z Mel walnęły face palma, ale i tak moja Bff’ka mi pomogła.
- Mówiłam ci że cię kocham. – wyszczerzyłam się.
- Kiedyś na pewno. – odwzajemniła się uśmiechem.
- Dobra dziewoje chodźcie na śniadanko. – popędziła nas Melody. Wyszłyśmy i zamknęłyśmy nasz apartament. Weszłyśmy do stołówki i biorąc tacę i talerzyki nałożyłyśmy sobie jedzenie. Usiadłyśmy do stolika gdzie byli już nasi przyjaciele nawet Tay przyszedł szok !
- Tayler ty masz gorączkę czy coś. – zachichotała Ler.
- Bardzo śmieszne. To chociaż raz nie można przyjść na śniadanie bo to dziwne. – oburzył się.
- Oj tam Tay daj spokój. – poczochrałam mu włosy.
- Magic wiesz że cię kocham … ale wara od moich włosów. – wysyczał na co tylko wywróciłam oczami, jak ja kocham go drażnić.
- No dobrze panie poważny. – posłałam mu buziaka w powietrzu i wróciłam do zajadania się sałatką grecką. Nagle rozbrzmiał głos z głośnika.
- Szanowni uczniowie mam dla was złą wiadomość, dzisiejsze lekcje uważam za odwołane. Wraz z większością kadry wyjeżdżam na spotkanie z radą starszych i ustalenie dalszego postępowania z wynikającej sytuacji związanej z tajemniczymi atakami. Proszę o nie opuszczanie terenu szkoły. Życzę miłego weekendu i jak ktoś ma plany odwiedzić rodzinę proszę o skontaktowanie się z panią Alexandrą. – powiedział, a na stołówce wszyscy pisnęli z radości.
- Jakie złe wiadomości to przecież genialne wieści. – pisnęła Skyler.
- To co robimy hołota ? – spojrzałam na każdego po kolei.
- Pewnie jak zawsze odwiedzimy tych dziwaków. – szepnęła Mel.
- Ja jadę do rodziców. I nie mam zamiaru ich widywać…. – syknął Tay.
- Odwiedzam babcię. – mruknął niemrawo Greg.
- A my chętnie z wami pójdziemy. – uradował się Hazz przy czym objął Liama i Adama.


*** 


Ja nie wierzę prawie nas przez tych trzech debili złapali na nielegalnym opuszczeniu szkoły … normalnie zabić to mało ! Weszliśmy do chatki, a człowieki grały w karty no cóż się dziwić pewnie się tu nudzą.
- Witajcie ziemianie. – zawył Adam, Li bawił się ogniem, a Hazz zagrzmiał błyskawicami co za debile, ale i tak ich kocham.
- Hej. – mruknęli znudzenie, chyba wiem jak temu zaradzić.
- Fronde PlayStation. – wyszeptałam i w ułamku sekundy pojawiła się gra.
- Łał Meg jesteś kochana. – cała trójca mnie mocno przytuliła, znaczy mocno jak na ludzi ;P
- Spoko, spoko nie będziecie się przynajmniej nudzić. – uśmiechnęłam się.
- To co może małe zawody w Fife. – Zayn zaczął poruszać znacząco brwiami w górę i dół.
- Tak ! – wszyscy wydarli się jak opętani.
- Ja idę się przejść. – uśmiechnęłam się delikatnie i nie czekając na ich reakcję wyszłam z chatki. Kocham zimę jest taka piękna i delikatna. Wolnym krokiem zaczęłam oddalać się od leśniczówki i wgłębiać się w mroczny las. Czułam na sobie jakieś spojrzenie, ale to magiczny las więc nie ma się czego bać. Są tu jednorożce, wilki, niedźwiedzie i wiele innych zwierząt, ale i tak nie boję się ich, gdy czują nasz spokój stają się potulne jak baranki. 

Nagle usłyszałam stukot kopyt i jakieś krzyki. Przymknęłam oczy i wsłuchałam się w głosy rozszerzyłam szeroko powieki i zaczęłam zmierzać między drzewami w stronę odgłosów. Stanęłam za wielkim pniem, a to co ujrzałam na polanie o mało nie doprowadziło mnie do zawału.  Stałam jak wryta patrząc na to wszystko. Byłam sparaliżowana. Oblał mnie zimny pot, dostałam zimnych, nieprzyjemnych dreszczy a mój lunch podszedł mi do gardła. Obrzydlistwo, naprawdę !
 To nie możliwe ... nie ! Nie zgadzam się ! Tak nie można ! Przecież to okrutne ...

To oni jestem pewna że to oni napadli na Leniego, a teraz wysysają krew z bezbronnych jednorożców.  Słysząc ich ostatnie rżenie z moich oczu leciały hektolitry łez już miałam ruszyć na ratunek, co w nawiasie było głupim pomysłem, ale poczułam jak ktoś zatyka mi dłonią buzię.
- Ciiii to nic się nie stanie…. – usłyszałam kojący męski głos …. Louis, ale co on tu robi ?

_________________________________________
Dum, Duum, Duuum !!! Jest kolejny rozdział ;D Wybaczcie że musieliście tyle czekać, ale na lapku mi nie działa net, a na kompie działa jakby chciał, a nie mógł -.- Oby rozdział Wam się spodobał króliczki ... liczę na szczere komentarze i jak macie jakieś pytania do nas lub bohaterów to śmiało my nie gryziemy hehehe dobra kończę moje wypociny xD
Kocham Was Nats xoxo