poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 6

     Perspektywa Melody

 Z moich pięknych snów wybudził mnie ... hałas ... egr ! A właśnie rusałka miała mi dać ciasto czekoladowe.
  - Melody, szybko ! Pali się ! - Krzyczała Skyler, waląc w drzwi od mojego pokoju. Taa ... znowu sobie ze mnie żartują. No cóż, nie mam im tego za złe. Każdy musi się kiedyś wyszaleć, a jak widać, one muszą robić to za ... dziewięćdziesięciu ośmiu i pół.
  - Mel, szybko ! - Pisnęła przerażona Megan, przez co otworzyłam w końcu oczy. No ... może nie przez to, gdyż poczułam dym.
  - Aaaaaaa ! - Wrzeszczeli chłopcy.
 Moje oczy rozszerzyły się. Pali się ? Tak na serio ?! Wstałam i wybiegłam z pokoju jak poparzona wprost w uścisk całej tej hołoty.
  - Żart ! - Zaśmiali się, a ja, rozglądając się do o koła zauważyłam jak Magic kręci palcem z którego lecą iskry, w czym również śmierdzący odór siarki.
  - Nie lubię was. - Burknęłam, z jęknięciem, wracając do pokoju, gdzie chwyciłam ciuchy, przygotowane wczoraj i poszłam do łazienki.
 Szybko przebrałam się w jasne jeansy, biały podkoszulek, sweter w różowe, beżowe i granatowe paski z kieszenią po lewej stronie klatki piersiowej, kremowy szalik, oraz tego samego koloru czapka. Do tego założyłam zwykłe, jasne buty. Włosy związałam w luźnego kłosa, po czym wyszłam z łazienki z wielkim uśmiechem.
  - Już się nie gniewasz ? - Zapytała smutno Sky, patrząc na mnie oczyma szczeniaczka.
  - Nie ... przeszło mi. - Wzruszyłam ramionami, szczerząc ząbki w niemiłosiernie wielkim uśmiechu.
  - Yeah ! - Wrzasnął Harry, unosząc ręce do góry. Sky wtedy go popchnęła, a ten zleciał z oparcia fotela, przez co cała ekipa wybuchła śmiechem. - A to za co ? - Zapytał z bulwersem blondynki.
  -  Nie chcę wąchać twojego smrodu z pod pach. - Mruknęła, machając dłonią przed twarzą, jakby chciała odgonić smród.
  - No wiesz co ? Foch ! - Prychnął i w wampirzym tempie wybiegł z pokoju.
  - Skyler ... - Spojrzał na nią upominająco Liam.
  - Przecież to był tylko żart ! - Przewróciła oczyma, wstając. - Zaraz wracam. - Westchnęła ciężko, po czym zniknęła ... dosłownie ... i nie mówię tu o tym, że wyszła z pokoju, a o tym, że znów stała się niewidzialna. Jednak po braku jej zapachu wnioskuję, że jednak sobie poszła.
  - Jak dzieci. - Skomentowaliśmy chórem, po czym parsknęliśmy śmiechem.
  - Gdzie Adam ? - Zapytałam zdziwiona, patrząc po kolei na Grega, Taylora, oraz Liama.
  - Poszedł ... no ten ... yyy ... - Zaczęli się jąkać, patrząc nerwowo na Meg.
  - Polazł znowu do Niny. - Wzruszyłam ramionami, a ci z piorunowali ją wzrokiem. - No co ? - Zapytała zdziwiona.
  - Chcieliśmy jej to powiedzieć ... no cóż ... delikatniej. - Warknął Greg.
  - Chcieliście ją okłamać. - Zauważyła Magic.
  - ONA siedzi w tym samym pokoju co wy, więc przestańcie gadać tak, jakby JEJ nie było. - Jęknęłam.
  - A czemu ty jej właściwie nie lubisz ? - Zapytał z zaciekawieniem Li.
  - Niech cię to nie interesuje skarbie. Lepiej zajmij się swoją Emily. - Magic nie dała mi dojść do słowa ... za co byłam jej wdzięczna. - A tak swoją drogą ... słyszałam, że idzie dzisiaj do ogrodu ... mniej więcej teraz. - Powiedziała, patrząc na nadgarstek. Liam zerwał się z miejsca, wylatując z pokoju.
  - Przecież ty nie masz zegarka ... - Zauważył Taylor.
  - Wiem. - Wzruszyła ramionami, na co, tak jak wszyscy, parsknęłam śmiechem.
  - Puk, puk ! - Wydarła się Alexandra, wchodząc do pokoju jak zwykle, śmiejąc się ... sama do siebie.
  - Już idziemy na stołówkę. - Westchnęliśmy, wstając z kanapy.
  - Czekajcie. Muszę z wami porozmawiać. - Powiedziała poważnie, na co znów klapnęliśmy. - Chciałam was zapytać, co myślicie o balu ? Takim prawdziwym. W sali balowej w naszej szkole przypominającej zamek. Będą różne występy, jedzenie, tańce, oraz prawdziwe suknie balowe ... oczywiście mężczyźni będą mieli garnitury. - Dodała z uśmiechem, na co wszystkim zaświeciły się oczy ... mówiąc wszystkim, mam namyśli mnie i czarodziejkowatą wampirzycę, bo chłopcy tylko się skrzywili.
  - Jestem za ! - Krzyknęła Magic.
  - Ja też. - Przytaknęłam z uśmiechem. - A kiedy ? - Spytałam niepewnie.
  - W następną sobotę zaczynamy o ósmej wieczorem, a kończymy ... 24 godziny później. Dla wampirów, jak i wilkołaków to nie problem, gdyż jak wiecie, możemy nie spać o wiele dłużej niż ... - Zacięła się, widząc nasze miny. - Od wróżek, jednorożców, elfów, syren itp. - Powiedziała szybko.
  - Mhm. - Mruknął Tay, przeszywając ją wzrokiem. Szkoda, że nie ma Liama ... on wiedziałby, co jej po głowie chodzi ! - Chcesz nam powiedzieć coś jeszcze ? - Zapytał zaciekawiony.
  - Tak ... nie ! Znaczy ... zaraz po balu wyjeżdżam na tydzień ... będziecie musieli poradzić sobie jakoś sami ... pani Anastazja ma mnie wyręczyć przez dni mojej nieobecności ... - Powiedziała cicho, a ja widząc wielki grymas Megan miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
  - Co ci ? Nie lubisz pani Sulkin ? - Zarechotałam.
  - Nie ... to tylko przeciętna nauczycielka, która jest również żoną dyrektora, który patrzy na ciebie tymi swoimi ślepiami jak jakaś Meduza z Mitologii Greckiej i zamienia cię w kamień ... z resztą, nie ważne. - Machnęła ręką, wstając. - Chodźmy na śniadanie ! A ty, Greg, idź znajdź Sky i Harrego. Jeśli znowu się obściskują na dachu, zdzielę ich kijem hokejowym. - Wyszczerzyła się do nas, po czym w podskokach wyszła z pokoju.
 Widząc pytające spojrzenia reszty, tylko wzruszyłam ramionami, po czym wyszłam z pokoju, kierując się w stronę jadłodajni. Idąc przez korytarz nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Chyba ja tylko to zauważam ... ponad połowa pijawek ... znaczy się wampirów, rozmawiała, uśmiechała się, żartowała lub po prostu przytulała się z nami, wilkołakami. To naprawdę niesamowity widok ... kto by pomyślał, że pomysł dyrektora, który na początku wydawał się absurdalny, podziała ! Pan Sulkin wykonał kawał dobrej roboty. Może faktycznie to zapoczątkuje nową erę ? Erę wielkości ...
  - Melody ! - Pisnął Liam, biegnąc za mną przez korytarz .... a ten przypadkiem nie poszedł do Emily do ogrodu ? Pewnie się zorientował, że jej tam nie ma.
  - Hę ? Tay nie idzie na śniadanie ? Znowu ? To nie zdrowe ... - Powiedziałam cicho, idąc przed siebie wolniej i wbijając wzrok w buty. Tak ... nadal się wstydzę wszystkich do okoła. Znaczy w takim sensie, że panicznie boję się być w centrum uwagi ... nawet jednej osoby.
  - Wiesz jaki on jest. Nie je śniadania, za to na kolację pożera wszystko w wielkich ilościach. - Uśmiechnął się do mnie lekko. - Co myślisz o tych ... no wiesz ... istotach anty magicznych ? - Zapytał cicho, na co ja zmarszczyłam lekko brwi.
  - Są ... ciekawymi rozmówcami ... i ... no cóż, wydają się być godni zaufania. - Wzruszyłam ramionami.
  - Mhm. - Mruknął i już więcej się nie odezwał.
 W pewnym momencie ujrzałam śliczną rudowłosą dziewczynę, idącą ramię w ramię z niską brunetką. Emily i Samanta, BFF'ki, które prawie nigdy się nie rozstają.
  - Śliczna jest ... prawda ? Myślisz, że zgodziłaby się iść ze mną na randkę ? - Zapytał, zahipnotyzowanym wzrokiem patrząc na Emi. Westchnęłam, kręcąc z dezaprobatą głową. Czy on na serio jest taki głupi ? Ta laska na pewne się zgodzi, wampirku, opanuj się !
  - Tak, jest ładna. Myślę, że raczej tak. - Powiedziałam, znów spuszczając wzrok. - Idź z nią pogadaj. - Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, po czym popchnęłam go w stronę dziewczyn. Niestety, użyłam zbyt wiele sił, przez co ten się wyglebał ... Tamte się zaśmiały, pomagając mu wstać.
 Parsknęłam śmiechem, a następnie pobiegłam, w ciszy, w stronę do jadalni. Od razu przysiadłam się do naszego stolika, gdzie dźgając widelcem warzywną sałatkę. Megan pożerała jakąś kanapkę, Skyler pochłaniała naleśniki z czekoladą, Harold wchłaniał żelki, Gregory i Tayler wybrali sobie tosty z serem.
  - Idziecie dzisiaj do NICH ? - Zapytał loczek, specjalnie akcentując ostatnie słowo.
  - Tak. - Odparłyśmy chórem, niewzruszone.
  - Po lekcjach ? - Spytał Tayler.
  - Tam. - Mruknęłyśmy, nadal nie odwracając wzroku od jedzenia.
  - Na długo ? - Zapytał Greg.
  - Nie wiem. - Wzruszyłyśmy ramionami.
  - Ćwiczycie to ? - Spytali zdziwieni.
  - Nie. - Mruknęłyśmy, nie zwracając większej uwagi na nich.
  - Aha ... - Odpowiedzieli nadal zdziwieni.
  - Uwaga, uwaga ! - Rozbrzmiał głos dyrka z głośników, przez co każdy spojrzał w ich stronę. - Ponieważ ostatnio zdarzyły się dość niemiłe, tajemnicze wypadki, zakazane jest wyjście poza mury szkolnego terenu. Nie wolno uczniom opuszczać terenu szkolnego, aż do odwołania. Nauczycielka od chemii, pani Alice McCalter wytworzyła specjalną tarczę, przez którą nie da się prze teleportować i tym podobnym. - Powiedział, po czym rozłączył się.
 Przerażonym wzrokiem spojrzałam na dziewczyny. Dobrze wiedziałyśmy, że mają tutaj monitoring i będą wiedzieć kiedy co będziemy robić ... a to wszystko przez TO COŚ, co zaatakowało Leny'ego.
  - I co macie teraz zamiar zrobić ? - Zapytał pół szeptem Taylor.
  - Mamy dużo czasu, coś się wymyśli. - Skyler wzruszyła lekko ramionami.
  - Dobra, chodźmy już na zajęcia. Nie mam ochoty tutaj dłużej siedzieć. - Mruknęła Megan, patrząc zimnym wzrokiem w stronę elity, w czym również Victorii.
  - Mhm. - Przytaknęliśmy na jej słowa, wstając i wychodząc.
 Taylor i Greg poszli do siebie na zajęcia, a ja z resztą ruszyliśmy do sali 814, na język angielski. Tę lekcję prowadziła Pani Christina Rose, piękna, niska, gdyż mierząca niecałe 166 cm wzrostu, blondynka o karmelowych oczach, które w czasie szału zmieniają swój kolor na niemalże czarny.
 Usiadłam w trzeciej ławce, w środkowym rzędzie, obok Megan. Niestety na tych lekcjach nie mogłyśmy gadać, ani myśleć o niczym innym, jak o tej lekcji ... czemu ? Gdyż Pani Rose czyta w myślach. Jest to strasznie irytujące i denerwujące, jednakże bardzo jej to pomaga w prowadzeniu lekcji ... Nauczycielka zaczęła dość nudny wykład na temat sprawdzianu, który miał się odbyć niedługo.
 Po tym mieliśmy lekcję socjologii z Alex w sali 124. Tak, nikt z nas nie mówi do niej Pani, gdyż po pierwsze, nie życzyła sobie tego, a po drugie, traktujemy ją na równi po mimo sporej różnicy wieku. Jo jest potężną wampirzycą. Ma moc telekinezy, czytania w myślach i potrafi kasować pamięć.
  - Dobrze, kochani, dzisiaj porozmawiamy o dorastaniu każdej istoty magicznej, poczynając od wampirów. - Zaczęła brunetka, przechadzając się po klasie. Jak zwykle, wyglądała olśniewająco. Ciemne włosy miała spięte w wysoki kok. Ubrana była w czarne rurki, fioletową koszulę w granatową, czarną i niebieską kratę, oraz czarne baletki na lekkim koturnie. Jeśli chodzi o makijaż, tylko lekko podkreśliła oczy. -Jak każdy wie, z poprzednich lekcji, istoty magiczne nie są nieśmiertelne, aczkolwiek nie starzeją się. Osiągają ostateczny wiek w dniu swoich urodzin. Potem, choć lata lecą nie ubłaganie, magiczna istota pozostaje w ciele, które wygląda na tyle, ile w dniu ostatecznego wieku. Kiedy taki następuje ? - Zapytała, rozglądając się do o koła. - Pan Styles nam odpowie. - Uśmiechnęła się triumfalnie, a ten przestał się wpatrywać w Skyler, zaczynając się jąkać, na co wszyscy jedynie przewrócili oczyma. - Panienka Hall nas oświeci ?
  - Zależy. Nimfy, nie ważne jakie, dojrzewają ostatecznie od piętnastu lat do dziewiętnastu, a żyją około pięciuset lat, co jest stosunkowo mało, w porównaniu na przykład do nas, wampirów, którzy swój ostateczny wiek przeżywają mniej więcej od osiemnastu, nawet do czterdziestu lat, a żyją tysiąclecia. Wilkołaki mają dokładnie taki sam ostateczny wiek. Jeśli chodzi o czarodziei, od dwudziestego do trzydziestego, a żyją około dwóch tysiąca lat ... - Powiedziała dumnie, na co Alex się jedynie uśmiechnęła, powracając do swojego dalszego wykładu.
  - Hybrydy ... - Zaczęła, a Megan od razu się spięła, słysząc tę nazwę. Położyłam dłoń na jej ramieniu, by ją jakoś wesprzeć i pokazać, że nie jest sama. Ta tylko się do mnie lekko uśmiechnęła, kiwając głową w geście podziękowania. Za ty Skyler ... cóż, patrzyła na nią z pod przymrużonych powiek, a jej twarz od dawna nie była taka poważna.
 - ... wcale nie żyją średnią wieku. W ręcz przeciwnie, dodaje się wszystkie lata, co oznacza, że one na pewno nas kiedyś przegonią. - Odwróciła się na pięcie, powróciła pod tablicę, zaczynając coś pisać, jednak po chwili przerwała. - A tak z innej beczki ... wiecie, dlaczego co tydzień wampiry z naszej placówki dostają krew, a wilkołaki specjalne mięso ? - Zapytała dalej odwrócona do nas tyłem i nie dając nam dojść do słowa, kontynuowała. - Istnieje pewna legenda ... dawno, bardzo, okropnie dawno temu, na tyle dawno, że nikt już nie pamięta kiedy to było, istniały dwa wymiary. Zgadza się, nie tylko jeden, istot magicznych, gdzie mieszkały Driady, Centaury, Jednorożce, czy Syreny ... nie, był również drugi ... zamieszkiwały go istoty nie posiadające żadnych zdolności. Wyglądały jak wampir, jednakże bez kłów. Ich oczy były zawsze jednego koloru. Nie przemieniały się w nic, nie czytały w myślach, czy nie kontrolowały żywiołów. Te dziwne istoty zwane były ludźmi. Wiele z was pewnie o nich słyszało w bajkach ... wampiry i wilkołaki żyły ze sobą w pokoju. Zawsze w zgodzie ... kundle, znaczy się wilki oddawały swoją krew dla nas, pijawek, a w zamian oni pomagali im polować, oraz rozwijać się, jak i chronić. Pewnego razu, przywódca watahy wilkołaków zachorował ... nie była to choroba fizyczna, a psychiczna. Zakazał oddawania krwi, a reszta była mu wierna i oddana, nawet wiedząc, że ma nie po kolei w makówce. Wampiry popadły w prawdziwy szał. Rządne krwi mordowały każdą istotę magiczną, napotkaną po drodze. Rada najwyższych powołała kapłanów i wyrocznię. Wtedy zadecydowali o tym, żeby zamknąć przejście do wymiarów ludzi, by im się nic nie stało. W końcu byli bez bronni ... Jak postanowili, tak zrobili. Przywódca watahy zmarł, a lud wilkołaków stał się wolny. Za to wampiry wybudowały wielki budynek, gdzie każde stworzenie magiczne ma oddać przynajmniej raz w miesiącu krew, by zaspokoić nasz głód ... Istnieją pogłoski, że wymiar ludzi naprawdę istnieje, jednak rada próbuje to ukryć ... - Powiedziała, jednak po chwili się opamiętała, znów bazgrząc notatkę do poprzedniego tematu. - Nie ważne. Zapomnijcie. - Rozkazała. Kątem oka spojrzałam na blade dziewczyny, jak i lokersa. No cóż, widać rada niezbyt starannie ukryła przejście do innego wymiaru ...
 Reszta lekcji minęła spokojnie. Nawet bardzo, bardzo spokojnie. Na dramacie, u Pani Astry dobieraliśmy się w pary i przerabialiśmy scenki "Romeo i Julia", znanego wampirzego poety, który zmarł już ... dość dawno z powodu zakołkowania przez jedną z jego kochanek. Ja byłam w parze z Adamem, Sky z Harrym, a Megan z pewnym wampirzym osiłkiem ... biedulka trafiła na zadufanego w sobie gbura.
 Potem mieliśmy wf, na którym Victoria odstawiła jakieś cyrki tylko po to, by nie musieć się pocić. Za to Caroline dostała piłką w twarz od Niny, która tysiąc razy ją przepraszała. Potem Samanta, potknęła się o własne nogi, wleciała w ścianę i, przy okazji, również w Skyler. Adam zaplątał się w siatkę, gdy graliśmy w siatkówkę, natomiast ja zostałam znokautowana przez Megan, gdy teleportowała się po piłkę ...
 Potem obiad, który był w prost wyśmienity ! Z tego co wiem, naszą kucharką jest jakaś młoda syrena ... i dziwne było to, że podano sushi. Następnie kolejne męczarnie w sali gimnastycznej, tortury na hiszpańskim, chemii, historii i matematyce, niezły ubaw na zajęciach z jazdy konnej, a potem kolacja ...
  - To co w końcu z tym zrobicie ? - Zapytał Liam, patrząc na każdego po kolei.
  - Mogłabym nas prze teleportować ... - Zaczęła Megan, jednak po chwili przypomniała sobie, co mówił dyrektor o teleportacji ... raz, jest niebezpieczna. Dwa ... spalimy się gorzeń niż frytki w frytkownicy, ustawionej na najwyższą temperaturę, w ciągu dwóch godzin.
  - A nie możemy po prostu wyjść ? - Zapytała zdziwiona Skyler.
  - Mają tutaj monitoring ... - Westchnęłam zrezygnowana.
  - Ale gdyby nas nie widzieli ... - Zaczęła blondynka, po czym zniknęła. - ... to przecież by nas nie przyłapali. - Zachichotała, na co wszyscy zrobili minę oświeconego.
  - Sky, jesteś genialna ! - Pisnęliśmy chórem.
  - Przecież wiem. - Znów stała się widzialna, po czym przewróciła oczyma.
  - Dobra, mamy plan ... po kolacji idziemy do nich, no nie ? - Spytał Greg z zaciekawieniem.
  - O nie, nie i jeszcze raz nie. Idę tylko ja, Meg i Mel. - Mruknęła Sky.
  - Ale dlaczego my nie możemy ? - Oburzył się loczek.
  - Bo nie. - Wytknęła im język, po czym wstała, odniosła swoje naczynia i najprościej w świecie, wyszła z pokoju.
  - Patrzcie, jestem Victoria ! - Pisnęła na cały głos Megan, biorąc w ręce dwie pomarańcze i przykładając je sobie do biustu.
- Jestem taka piękna, boska i coś tam, coś tam. - Mówiła, próbując naśladować wysoki głos Vici, przez co każdy przy naszym stoliku, jak i również przy niektórych na sali, wybuchł śmiechem.
  - Przestań. - Skarcił ją Greg i Liam, na co ta z naburmuszoną miną, odłożyła owoce.
  - Podcinacie mi skrzydła. - Prychnęła wstając, odkładając naczynia, po czym wyszła.
 Westchnęłam ciężko, kręcąc z dezaprobatą głową. Wstałam, pożegnałam się ze wszystkimi, a następnie opuściłam tamto pomieszczenie, biegnąc za dziewczyną. No nie powiem, żart nie był taki zły ... ale fakt faktem, że był nie zbyt na miejscu, zwłaszcza, że był wśród nas brat Victorii ... który w sumie też jej nie lubi.
  - Megan ! Chodźmy się lepiej przygotować na nasze małe spotkanie. - Powiedziałam cicho widząc, że korytarz jest całkiem pusty.
  - Jasne. - Przytaknęła z lekkim uśmiechem.
 We dwie poleciałyśmy szybko w stronę naszego małego mieszkanka. Tam Magic poprawiła sobie makijaż, tak samo jak Ler. Ja jedynie poprawiłam swoją fryzurę.
  - Chodźcie. - Mruknęła Angel, a my ustawiłyśmy się w kółeczku. Ona coś szepnęła i mocno zacisnęła powieki.  Megan wypowiedziała jakieś słowa, byśmy mogły w raz z nią przechodzić przez ściany. Użyła do tego swojej mocy, a nie zaklęć. Czemu ? Gdyż magia czarownic wcale nie jest bezpieczna, często zawodzi i nie ma zaklęć na wszystko ... bolesne, aczkolwiek prawdziwe. Za to ja ... cóż, ja nic nie zrobiłam. Nie umiałam, nie miałam takich wspaniałych zdolności jak one ...
  - Idziemy. - Szepnęła Skyler, na co wszystkie przytaknęłyśmy i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Przechodziłyśmy przez ściany, przechodziłyśmy obok innych, a oni ani nas nie widzieli, ani nas nie słyszeli, ani nas nie czuli ... to było niezwykłe ze względu na to, że ciągle chciało mi się kichać, gdyż uderzały ode mnie różne zapachy na raz. W pewnym momencie, gdy byłyśmy tuż przy wyjściu, gdzie stało wielkie biurko, a za nim Emma, szkolna, śliczna sekretarka, pisząca coś w laptopie. Obok niej siedziała Diabolina, jej biała, perska kotka. Gdy tylko zaczęła syczeć, Pani Holt od razu podniosła wzrok z nad lapka, rozglądając się do okoła. Ler i Meg strasznie spanikowały, rozglądając się na wszystkie strony, a ja przeklnęłam w duchu.
  - Diabolino ! Bardzo cię proszę, siedź cicho. Jesteś grzeczną, dumną i piękną kotką, która na pewno nie chce pokazać się od złej stronie żadnemu wampirowi, ani wilkołakowi, który jak wiesz, zmienia się w psa. - Szepnęłam do niej, a ta od razu umilkła. - Jak już wspominałam, jesteś cudowna. A teraz unieś pyszczek z dumą i pobiegnij jak najdalej stąd w ucieczce prze Emmą, zgoda ? - Zapytałam. Ta prychnęła i wykonała moją prośbę, a jej właścicielka od razu rzuciła się za nią w pościg.
  - Rozmawiasz ze zwierzętami ? - Zapytały chórem.
  - Ciszej. Tak, rozmawiam ... - Uśmiechnęłam się do nich, po czym pobiegłyśmy w stronę chatki Leny'ego przez śnieg.
 Nie, nie jesteśmy głupie. Skyler wywołała potężną wichurę, która zmiotła wszystkie nasze ślady. Gdy w końcu doszłyśmy, od razu wparowałyśmy do środka, zrzucając z siebie ten przeklęty, zimny śnieg.
  - Zgroza ... - Westchnęła blondynka, trzęsąc się z zimna.
  - Takie klimaty. - Wzruszyła ramionami Magic, idąc w stronę kuchni.
 W zimę jest tutaj zawierucha, wszystko zakrywa biały puch, jest okropnie zimno ... w wiosnę całą przyroda budzi się do życia, jest dość ciepło, wieje lekki wiaterek ... w lecie potworny, dobijający upał, przy którym ledwo możesz się schłodzić ... a jesień ? Jedna, wielka chlapa, ciągle pada, wieje por wisty wiatr ...
  - Cześć. - Przywitał się Leny, siadając na kanapie, obok Skyler, Nialla i Zayna. Na obu fotelach po bokach usiadłam ja i Meg, za to Louis klapnął na podłodze.
  - Bry. - Mruknęłyśmy wszystkie, uśmiechając się do nich lekko.
  - A gdzie reszta ? - Zapytał Malik, masując kark.
  - Założyli nam monitoring w szkole i założyli tarczę obronną na zaklęcia, by nikt nie wyszedł z akademii, ani żeby nikt nie wszedł. Dyro dowiedział się o tych tajemniczych atakach ... zamordowano jedną sprzątaczkę, starą wampirzycę na terenie szkolnym. - Powiedziałam cicho, wbijając wzrok w emu.
  - To jak tu przyszłyście ? - Zapytał zdziwiony Leny.
  - Długa historia ... powiedzmy, że to zasługa Sky z jej genialnymi pomysłami i zdolnościami panowania nad kolorami. - Wzruszyła ramionami Megan.
  - No i oczywiście, również nasza Flora coś zdziałała. Taka jedna, wredna kotka się na nas napuszyła i pewnie by nas wydała, ale Meli sobie z nią pogawędziła i było git ! Może kiedyś ją zaprosimy na mleko i sardynki ? - Zaśmiała się Ler.
  - A ... ale to też zasługa Megi. Dzięki niej mogłyśmy przechodzić przez ściany i nikt nas nie wyczuł ... - Powiedziałam cicho z uśmiechem.
  - Fascynujące ... - Powiedział cicho Nialler, przyglądając nam się.
  - Ale w jakim sensie ? - Zapytaliśmy wszyscy chórem.
  - Bez siebie nawzajem nie możecie żyć, no nie ? Powiedzcie, wyobrażacie sobie, że jedna z was odchodzi z akademii ? Lub umiera ? - Spytał, na co my zbladłyśmy, aczkolwiek kiwnęłyśmy przecząco głową. Taka prawda, nie umiałabym wytrzymać bez tych dziewcząt. - A wcześniej nie znosiłyście przeciwnego rodu ... do tego nie znałyście się jakiś tydzień temu i każda miała o sobie nawzajem inne zdanie ... - Mruknął.
  - No i ... ? - Zdziwiła się Ler.
  - Moim zdaniem łączy was jakaś dziwna, czarymarska więź. - Podsumował.
  - WTF?! - Pisnęła Megan, unosząc brwi ku górze.
  - Zastanówcie się nad tym, co powiedziałem. - Przewrócił oczyma, po czym zerknął na zegarek. - Dwudziesta pięć ... - Westchnął ciężko.
 I w tym momencie zadzwonił telefon Sky. Ta wściekła odebrała i zaczęła się wydzierać na Stylesa, wychodząc z pokoju.
  - Słuchajcie, mam do was pytanie i pewien pomysł, ale będzie on wymagał poświęcenia ... bo jeśli chcecie bardzo wrócić ... - Zaczęłam, jednak oni mi przerwali.
  - Nie chcemy. - Powiedzieli cicho.
  - CO ?! - Pisnęłyśmy, plus jeszcze Leny.
  - Chcemy tutaj zostać. - Odparł Louis z poważną miną, patrząc na każdego po kolei.
 Po plecach przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Czy to możliwe, żeby ... oni tutaj mogli zostać ?!
  - Hej, coś mnie ominęło ? - Zapytała Ler, wchodząc do pokoju i widząc nasze blade twarze.

***

Bry moje kochane króliczki ! Ach, nie ma to jak przesłodzone powitanie, no nie ? xD
Powiem wam w sekrecie, że początek tego rozdziału poszedł mi strasznie trudno. Miałam nawet napisany sen naszej Mel, ale stwierdziłam, że lepiej będzie bez niego. Jeśli mam być szczera, napisałam go z przyjaciółką, która nie wyraziła nawet zgody, nawet jej o to nie spytałam xd, czy mogę go tutaj dodać ... no i ten. W końcu dodałam ! Cieszcie się ! Mam nadzieję, że wam się podoba ^^
Bay <3