piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 2

 Perspektywa Melody

 Niepewnie otworzyłam oczy, podnosząc się na łokciach. Ten akademik jest niesamowity ... po prawej stronie budynku jest skrzydło z internatem. Jest tam kilka pięter, każdy z długimi, szerokimi korytarzami w gotyckim stylu. Po wejściu przez duże, drewniane drzwi od razu wchodzi się do saloniku. Potem jest jeszcze czworo innych drzwi. Jedne są od łazienki, a trzy pozostałe od pokojów współlokatorek.
 Mój pokój jest utrzymywany w jasnych barwach, a urządzono go bardzo bogato. Na przeciwko drzwi wejściowych znajdują się drzwi na ogromny balkon z widokiem na las. Pod ścianą, po lewej stronie postawiono duże, dwuosobowe łóżko, nad którym powieszono obraz ze, przed którym postawiono dwa fotele. Obok niego jest komódka, na której znajduje się lampa, roślinka, oraz lustra. Po prawej stronie od drzwi frontowych stoi biała szafa do której wypakowałam wszystkie ubrania. Obok postawiłam gitarę, nad którą były półki z książkami. Do tego biurko. Podłogę, wyłożoną ciemnymi panelami ozdabia biały dywan z ciemniejszymi wzorami. Ogólnie mówiąc, pokój jest genialny. Bardzo mi się podoba ... czuję się tutaj niesamowicie.
  - Przeszkadzamy ? - Zapytała Skyler, wbiegając do mojego pokoju i wskoczyła na moje łóżko. W jej ślady poszła również Megan. Spojrzałam na nie z delikatnym uśmiechem.
 Obie były cudowne. Nie dość, że zaakceptowały mnie taką, jaką jestem, to nie przeszkadza im fakt, że jestem wilkołakiem, a one wampirami. Z tego co zauważyłam, Megan jest tą uczuciową, wierną, aczkolwiek nie da sobą manipulować, ani nie będzie słuchać rozkazów innych. Skyler natomiast to ten wesołek, uwielbiająca żartować ... jednak szybko wytrąca się ją z równowagi. Do tego również jest z lekka agresywna ...
  - Nie przeszkadzacie. - Odpowiedziałam, siadając po turecku. - Która godzina ? - Spytałam widząc, że chyba jako jedyna jestem jeszcze w piżamie, a w końcu dzisiaj zaczynają się zajęcia.
  - Jest szósta trzydzieści dwa. - Powiedziała Megan, jak zwykle z olśniewającym uśmiechem. Szczerze ? Zazdrościłam jej urody ... co prawda Sky też niczego nie brakuje i jest równie śliczna, co jej przyjaciółka, jednak brakuje jej tej gracji ... z kolei Meg brakuje czegoś na styl radości z życia, jaką czerpie Sky. Razem się dopełniają ... zazdroszczę im również tego, że mają siebie nawzajem.
  - Za dwie godziny mamy zajęcia. - Dodała Skyler, szczerząc się do mnie, oraz w tym samym czasie podchodząc do drzwi od balkonu i otwierając je na oścież. 

 Zaparło mi dech w piersi ... cały las wyglądał po prostu magicznie ! Był przykryty białą pierzyną, a śnieg dalej prószył. Wszystko tak pięknie się komponowało ... Pokiwałam ze zrozumieniem głową, po czym wyszłam z łóżka i podeszłam do ogromnej szafy. Z niej wyjęłam kremową bluzkę z wytłoczonymi wzorkami w kształcie kwiatów, czarne bolerko, tego samego koloru rurki, oraz jakieś tam buty. Do tego wybrałam dwie złote, trzy czarne.  bransoletki.

 - Zaraz wracam. - Rzuciłam, a następnie podreptałam do łazienki. Tam szybko się przebrałam, włosy związałam w wysokiego kucyka. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta, błyszczykiem i byłam gotowa. Aż tak malować się nie lubię.
 Wyszłam do salonu, gdzie siedziały już dziewczyny i gadały z Liamem, Harrym, oraz Adamem, którego swoją drogą znam od dziecka. Razem z nim chodziłam do przeczkola ... potem podstawówka. W gimnazjum się rozdzieliliśmy, a potem akademia ... Liama również bardzo polubiłam. Jest on przyjazny i umie zachować zimną krew w najgorszych sytuacjach. I Harold ... on wydaje się być babiarzem ... ale on też jedt doskonałym materiałem na przyjaciela. 
  - Cześć. - Przywitali się na raz Li i Ada.
  - No witaj ślicznotko. - Hazza puścił mi oko, a Skyler walnęła face palma, trzymając w jednej ręce swoją małą kamerkę. Tak na prawdę to ona cały czas ma ją przy sobie ... mówi, że chce zachować jak najwięcej wspomnień na taśmie.
  - Ogarnij się. - Rzuciła w niego poduszką, przez co jego włosy, ułożone w artystyczny nieład stały się prawdziwym nieładem.
  - Wal się. - Burknął, zakładając nogę na nogę, jak taka paniusia.
 Parsknęłam śmiechem, siadając na oparciu od kanapy. W tym momencie rozległ się dźwięk pukania.
  - Proszę !!! - Wydarła się Megan, a do pokoju weszła Aleksandra.
  - No witam młodziaki ... a panowie nie powinni być u siebie ? - Zapytała, unosząc jedną brew ku górze. 
  - Yyy ... nie ... - Loczek uśmiechnął się do niej uroczo. 
  - Dobra, nie ważne. - Machnęła na to ręką. - Chodźcie już na śniadanie. - Uśmiechnęła się do nas szeroko.
  - Już idziemy. - Odpowiedzieliśmy chórem, wstając z kanapy.
  - Cieszę się ... a z tobą Harry pogadam sobie później. - Powiedziała groźnie, wychodząc z pokoju.
  - Co ty znowu przeskrobałeś ? - Zapytała go lekko znudzona Megan.
  - Niiiiic. - Przeciągnął samogłoskę, robiąc minę niewiniątka.
  - Wolę nie wnikać. - Westchnęła Sky, podchodząc do drzwi. - Chodźcie, bo nam grzanki wystygną. - Zachichotała i po chwili zniknęła. Dosłownie ... ale cóż, ona lubi być niewidoczna przy spacerach.
 Wszyscy poszliśmy do stołówki, gdzie usiedliśmy przy stałym stoliku tamtej dwójki.
  - Ej, skoro ona kontroluje kolory, to znaczy, że umie zmienić kolory czegoś innego ? - Spytałam niepewnie, gdyż jeszcze nie przystosowałam się do tego towarzystwa.
  - Mhm. - Wyszczerzyła się do mnie, pstryknęła, a włosy Harrego z ciemnego brązu zmieniły się na zgniłą zieleń. - Wiesz ... w różu byłoby mu nie do twarzy. - Zachichotała.
 Harold, przerażony chwycił łyżkę, spojrzał w obdicie i pisnął jak piętnastoletni plastik, po złamaniu długiego, czerwonego tipsu.
  - Co ty ... - Spojrzał na nią z mordem w oczach i w tym momencie słychać się dało dźwięk piorunów. Skyler szybko zrobiła się niewidzialna, odmieniając włosy Harrego do poprzedniego stanu. - Zaraz wracam.       
  - Powiedział, wstając i w wampirzym tępie zniknął nam z oczu.
  - Oni zawsze się tak zachowują ? - Spytałam ze śmiechem, a Meg i jej brat pokiwali potwierdzająco głową. Blondynka znów stała się widzialna i wzięła się za swoje grzanki z wielkim bananem na twarzyczce.
  Spojrzałam na Liama, który jako jedyny nie jadł. Patrzył się tylko w jakąś stronę ze świecącymi oczyma, nieobecnym wzrokiem i otwartą buzią, wykrzywioną w lekkim uśmiechu. Podążyłam za jego wzrokiem w lewo, gdzie przy stoliku siedziała jakaś rudowłosa, śliczna dziewczyna. Na kilometr od niej było czuć wampirem. Kichnęłam kilka razy ... nie każdy to widzi, ale mój węch jest bardziej czuły niż pozostały. Czasem, gdy nie jestem przyzwyczajona do jakiegoś zapachu, kicham. Na szczęście, nie zdarza mi się to w obecności większości osób w akademiku.
  - Ona jest idealna. - Szepnął do siebie, a ja uniosłam wysoko obie brwi, patrząc na dziewczyny. Sky z szatańskim uśmiechem go nagrywała, a Meg tylko przewróciła oczyma i powróciła do jedzenia swojej porcji. Posłałam pytające spojrzenie Ler.
  - Emily Vanessa Peazer, wampir. Chodzi z Li do jednej klasy. Siedzą razem na chemii, oraz na lekcjach dramatu. Jest w niej zakochany od ... baaardzo dawna. - Zachichotała. - Posiada ona bardzo ... no cóż ... można rzec, że oryginalną moc, gdyż umie ona ... - Zaczęła, ale w tym momencie Emily otworzyła usta i zaczęła gadać jak dyrektor naszej akademii ... i to dosłownie tak samo !!!
  - Drodzy uczniowie, bla bla bla, mam nadzieję, że podobają wam się moje włosy, które jak zwykle są zbyt na żelowane, bla bla bla ... - Mówiła, a brunetka obok umierała ze śmiechu.
  - Rozumiem ... a ta obok ? - Spytałam, ruchem głowy wskazując na śmiejącą się dziewczynę.
  - Samanta Boscarino, jej najlepsza przyjaciółka od ... wczoraj ... będzie z nami chodzić do klasy, wilkołak. Umie zatrzymać czas na kilka minut ... i jak każdy, zmienia się w wilka ... a właśnie ! - Pisnęła, a Li, wyrwany z przemyśleń, ocknął się i spojrzał na nas zszokowany. - Musisz nam pokazać, jak się przemieniasz ! - Zachwyciła się, a ja zmarszczyłam delikatnie brwi.
  - Mówisz, że nigdy nie widzieliście, jak wilkołak zmienia się w wilka ? - Zapytałam zdziwiona, a wszyscy przy tym stoliku pokręcili przecząco głową. - No ... dobrze ... - Powiedziałam nieśmiało, patrząc w jedzenie.
  - No witam towarzystwo wzajemnej adoracji ! - Zaśmiał się jakiś brunet, podchodząc do nas i narzucając na siebie skórzana kurtkę.
  - Tak, twoje baranie stadko czekało tutaj grzecznie cały czas. - Uśmiechnęła się do niego Megan.
  - A gdzież to podział się lokers ? - Zapytał, siadając na miejscu loczka.
  - Poszedł ... gdzieś. - Wzruszyła ramionami Sky, udając, że nic ją to nie obchodzi ... no cóż ... aktorką to ona jest dobrą, ale mnie nie oszuka.
  - Aha. - Wzruszył ramionami i zabrał jej z pod nosa grzankę.
  - To moje ! - Wrzasnęła i rzuciła się na niego, próbując odebrać mu jedzenie.
 - Normalnie jak małpy. - Zaśmiała się Meg. - Melody, to jest Gregory Sulkin, syn dyrektora, oraz brat tej flądry, którą wczoraj zamieniłam w szczura. - Tutaj przybili sobie żółwika. - Mój przyjacielu, oto Melody, nasza nowa przyjaciółka, oraz kolejna dziewczynka w twoim baranim stadku. - Uśmiechnęła się szeroko.
  - Miło mi panienkę poznać. - Uśmiechnął się do mnie szarmancko, ukazując dołeczki.
  - Spadaj. - Mruknęła Sky, mrużąc gniewnie oczy.
 Ten tylko przewrócił oczyma, gryząc zdobycz. 
  - Ler, nie uwierzysz ! - Pisnął loczek, pojawiając się przy naszym stole z rękoma za plecami. - Znalazłem to. - Zachichotał i rzucił w nią ananasem. 
 Ta wrzasnęła przeraźliwie i uciekła. Ten wziął owoc i pobiegł za nią. Spojrzałam zdziwiona na resztę, a oni parsknęli śmiechem. 
  - Skyler ma .. no w pewnym sensie ... no po prostu boi się ananasów. - Zaśmiał się Li.
  - Jak można bać się owoców ? - Zapytałam nie dowierzając.
  - No ... normalnie ... - Zachichotała Megan. - Ler jest zdolna do wszystkiego. - Wzruszyła ramionami. 
 Reszta przytaknęła i każdy zajął się swoim jedzeniem. Ja tylko rozejrzałam się po sali, a mój wzrok od razu napotkał stolik, gdzie siedziała Victoria Sulkin ... zarozumiała, wredna ... jednakże wczoraj widziałam coś, co zaprzecza temu, że jest ona bez serca. Gdy wczorajszego wieczoru bawiłam się z Harrym, Skyler, Meg i Taylorem, schowałam się za szafkami, a Vick ... Pomogła Adamowi pozbierać książki, gdy ten w biegu, wleciał w ścianę ... tak, jest on wielkim pechowcem, wywracający się co kilka kroków. Tak czy siak, kazała mu nic innym nie mówić, a mój przyjaciel oczywiście się zgodził. Oczywiście to Sky wygrała ...
  - Co ty robisz ?! - Wrzasnęła jakaś blondynka, gdy Victoria wylała na nią swoją wodę.
  - To tak ... no wiesz ... na ostudzenie tego temperamentu. - Uśmiechnęła się słodko, po czym razem ze swoją świtą, ruszyła w stronę wyjścia ze stołówki. 
Oczywiście każdy teraz się na nie patrzył ... nawet nauczyciele. Ale nikt nie zareagował ... No, nikt oprócz Niny, wilkołaczycy, siedzącej z tamtą blondi.
  - Ej ! - Krzyknęła za nią, wstając. - Uspokój się. - Powiedziała, chwytając ją za nadgarstek.
  - Puszczaj mnie ! Bo jeszcze dostanę od ciebie pcheł ! - Wrzasnęła lekceważąco, wyrywając się z jej uścisku.
 Nina tylko się cofnęła o krok, a Vici wysunęła kły, przeraźliwie sycząc. Następnie zaniosła się śmiechem i wyszła z sali. Brunetka, klnąc pod nosem wróciła na swoje miejsce i pomogła wycierać tamtą blondi.
  - Ta blondi to Caroline Brown, od dawna obiekt westchnień Taylora. - Zachichotała Megan. - Ma bardzo ... ciekawą moc. Zadaje ból umysłem, oraz kontroluje czarny dym, który wytwarza. - Powiedziała, nadal nie odwracając wzroku od ich stolika. - Ach, zapomniałabym. Pewnie gdyby nie to, że Victoria jest córką dyrektora, zamordowałaby z zimną krwią, własnoręcznie ... lepiej nie wchodzić jej w paradę. - Szepnęła. - A ta brunetka to ... - Zaczęła, lecz ja jej przerwałam.
  - Tak, tak. Nina. Znam. - Uśmiechnęłam się do niej, wstając. - Idę już. Widzimy się w klasie. - Rzuciłam, po czym spokojnym krokiem wyszłam z stołówki.
 Usłyszałam tylko jakieś "pa" po drodze, przez co uśmiechnęłam się lekko. Kto by pomyślał, że wampiry są takie ... sympatyczne. Osobiście potwornie się bałam przyjechać do tej ogromnej szkoły ... jednak po jednym dniu wiedziałam, że będzie mi tutaj na ogół przyjemnie. Idąc wielkim korytarzem zachwycałam się magią tego akademika. Z zewnątrz mały budynek, a w środku zaczarowane pomieszczenia które złudnie zdaje się małe, lecz są wielkie i przestronne. Miałam jeszcze 30 minut do pierwszej lekcji więc postanowiłam wybrać się na spacer. Wyszłam przez wielkie drewniane drzwi i zeskakując ze schodów w locie zmieniłam się w wilkołaka.
 Zaczęłam szybko biec przez ogromny las, mimo wczesnej pory, niebo stało się dziwnie czarne, co z lekka mnie przerażało, jednak starałam się to ignorować. Im dalej biegłam tym mniej drzew mijałam po bokach wąskiej ścieżki. W oddali  zauważyłam kłębiące się chmury w kształcie koła. Znajdowały się one nad małym wzgórzem, mimo nie małego strachu postanowiłam sprawdzić co tam się znajduję. Zawsze byłam ciekawska, ale moja strachliwość trochę nad tym zawładnęła. Wolnym krokiem wchodziłam na pagórek, gdy po krótkiej wędrówce w górę dotarłam na miejsce ujrzałam tam wielkie kamienny prostokąt. Pisało na nim ''przejście'' swoimi wilczymi oczami spojrzałam w nie głęboko i zauważyłam jakieś postacie, śpieszyły się gdzieś, krzyczały kłóciły się. Co to za miejsce ? Obeszłam drzwi dookoła to jakieś dziwne. Nigdy nie widziałam czegoś takiego, nagle coś zaczęło się świecić i puszczać różne iskierki, przerażona zaczęłam biec w stronę szkoły. Im dalej biegłam, tym mniej drzew mijałam między wąską, leśną, zaśnieżoną ścieżką. Z daleka zauważyłam kłębiące się, ciemne, okrągłe chmury. Znajdowały się one niewiele wyżej od małego wzgórza. Śnieg padał coraz gęściej. Mimo niemałego strachu, ruszyłam w tamtym kierunku. Zawsze byłam ciekawska, jednak moja strachliwość trochę nad tym zawładnęła. Wolnym krokiem, nadal w postaci wilka, weszłam na pagórek. Gdy już byłam na miejscu, po krótkiej wędrówce, zauważyłam wielki, prostokątny kamień z wyrytym napisem "Przejście". Spojrzałam niżej, swoimi wilczymi, złotymi oczyma. Zaczęło coś wirować wewnątrz niego ... zauważyłam tam jakieś postacie. Krzyczały, śpieszyły się gdzieś, kłóciły. Co to do cholery za miejsce ?! Obeszłam te ... drzwi do o koła. W pewnym momencie coś zaczęło świecić i puszczać różne promienie. Oczywiście ja, jak to ja, szybkim pędem pobiegłam w kierunku szkoły. 
 Jestem okropnym tchórzem ... boję się prawie wszystkiego, co mi nieznane. Tak, to moja zdecydowanie największa wada. Nie cierpię tego ...
  - Melody, czy coś się stało ? - Usłyszałam tak dobrze znany mi głos.
 Spojrzałam niepewnie na Astrę, nauczycielkę dramatu. Zaraz po Anastazji Sulkin, nauczycielce jazdy konnej, była moją ulubioną psorką. Zawsze uśmiechnięta, umiejąca zaciekawić każdego. Jeszcze oczywiście nie miałam z nią zajęć, ale zdążyłam ją już poznać tak, jak i pozostałych nauczycieli.
 Kobieta, jak zwykle miała rozpuszczone, blond włosy, oraz charakterystyczny, przewiercający duszę, wzrok. Ubrana w zwykły, biały podkoszulek, ciemne jeansy i czarne lity.
  - Nie ... wszystko jest dobrze. - Uśmiechnęłam się do niej niemrawo, starając się wykrzesać coś ze swojego talentu aktorskiego ... którego niestety, w przeciwieństwie do Skyler, nie posiadam.
  - Na pewno ? Jesteś blada ... - Dotknęła mojego policzka, a ja przełknęłam ślinę.
  - Na 100%. Wie pani ... widziałam pająka ... - Wykrzywiłam, a ta zaśmiała się.
  - Mówiłam już, żebyś tak jak wszyscy mówiła mi po imieniu. - Poczochrała mi włosy. - Uważaj na te pajęczaki. Tutaj są wyjątkowo niebezpieczne i przerośnięte ! - Rzuciła, po czym poszła, zapewne w stronę swojej klasy.
 Wzięłam kilka głębokich oddechów na uspokojenie się, poprawiając włosy. Jak to niebezpieczne ? I jak to przerośnięte ?! Ja mam straszną arachnofobię, a ona mi o pająkach gada ! Chociaż ... to ja zaczęłam ten temat ... nie ważne. 
 Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojego pokoju. Po sekundzie, dzięki super szybkości, byłam już na miejscu. Chwyciłam torebkę. Następnie pobiegłam pod klasę od Historii. 
  - Witam wszystkich uczniów. Jestem Jasper McCarter, profesor historii. Może na pierwszych zajęciach, najlepiej byłoby omówić początki naszej szkoły. Więc ponad pięć tysięcy lat temu, nasz dyrektor Sulkin postanowił ... - I zaczął się wykład przez dość słodko wyglądającego blondyna o złotych oczach.
  - Ej ... on ma takie samo nazwisko jak nauczycielka chemii, no nie ? - Spytałam Megan, z którą usiadłam. Skyler i Harry siedzieli przed nami, a Liam w raz z Adamem, za nami.
  - Tak, jest to małżeństwo i są uroczą parką. - Wytłumaczyła to dość ... szybko i w prostu sposób, nie odrywając wzroku od profesora.
  - Po lekcjach zwołuję naradę, zgoda ? Wiesz ... muszę wam coś powiedzieć ... tobie i Skyler. - Szepnęłam do niej, a ta, lekko zdziwiona pokiwała potwierdzająco głową.
 To teraz tylko wystarczy czekać na koniec lekcji ... i będę mogła z nimi na poważnie porozmawiać ...


 ***

  Bardzo Wam dziękujemy za wszystkie komentarze, oraz za obserwowanie bloga ! Cieszymy się bardzo z tego względu, iż podoba wam się ta historia. Swoją drogą, pisanie rozdziałów wcale nie przychodzi nam tak trudno, a całość dość dobrze się klei, przynajmniej moim zdaniem. Natalia chwilowo wyjechała, jednak (chyba) ma tak internet i może się z nami kontaktować :P Jeśli macie jakieś pytania do nas lub do bohaterów, bo często mi się nudzi, więc odpowiedzi będą w miarę szybko :D 
Czekamy na szczere komantarze. Piszcie, co jest dobrze, a co źle.
Będziemy baaardzo wdzięczne ! ^^
Bay Bay <3



2 komentarze:

  1. Hej ;]
    Wiesz, ogółem nie przepadam za historiami typowo o wilkołakach czy wampirach ale to wyjątkowo mi się podoba. I jest dość długie, przez co jeszcze fajniejsze. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. :)
    Lauraxd

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, świetny rozdział ;-). Bardzo mi się podobał ;]
    Te zdjęcia bardzo pomagają w czytaniu ;-)
    Super, że każdy ma jakąś moc :). Dotąd myślałam, że nie lubię czytać opowiadań w którym jest dużo bohaterów, ale to czyta się szybko i naprawdę parę osób już zdążyłam polubić.
    Haha strach przed ananasami mnie rozwalił :D. Ja także nie miałam pojęcia, że można bać się owoców.
    No cóż, życzę weny :).
    Pozdro.

    OdpowiedzUsuń