wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 10

    Perspektywa Melody

 Wstałam z samego rana, gdy tylko zaczęło świtać. Cisza jak makiem zasiał, więc wywnioskowałam, iż wszyscy nadal śpią. Wyszłam z mojego pokoju ubrana już w jeansowe rurki, białą bluzkę z czarną koronką ku górze, beżowy sweter, oraz czarne baletki. Do tego dobrałam bransoletkę z pereł z zawieszką w kształcie kokardy, oraz czarną torebkę ze złotym łańcuchem.
  Gdy przechodziłam obok pokoju Skyler, nie mogłam się powstrzymać, by nie zajrzeć do środka. Leżała na łóżku wtulona w Harry'ego. Razem wyglądali po prostu przeuroczo... i po mimo tych wszystkich docinków widać, że ona mu się podoba... najprawdopodobniej z wzajemnością. Aż im zazdrościłam tego wszystkiego... jak tak dalej ze mną pójdzie zostanę "zakonnicą", jak to ludzkie istoty nazywają czyste przez całe życie kobiety. Przynajmniej tak mówił Niall. Cóż, nie, żeby bycie grzeczną dziewczynką mi nie pasowało, gdyż w sumie uwielbiam taki tryb życia, ale...
  - Niall. - Szepnęłam pod nosem zamyślona, a gdy zdałam sobie sprawę, że powiedziałam to na głos, zrobiłam się zapewne cała czerwona. Dobra, przynajmniej Liam śpi i najprawdopodobniej tego nie usłyszał... nie imienia mojego ZNAJOMEGO, a moich myśli. To byłby koszmar... bo ja nic do Nialla nie czuję! Jest moim bliskim znajomym i jest człowiekiem i to nienormalne i to dziwne i...
  - Cześć Melody. - Usłyszałam męski głos, przez co się wzdrygnęłam.
 Nawet nie zauważyłam, jak już znajdowałam się w kuchni. Liam stał z głową w lodówce. Zdziwiona uniosłam jedną brew ku górze.
  - Em... Li, co robisz? - Spytałam niepewnie.
  - Szukam szczęścia. - Burknął.
  - W lodówce? - Pytałam dalej, marszcząc delikatnie brwi.
  - Gdzieś do cholery być musi. - Westchnął, wyciągając mleko.
  - Zrobisz mi płatki czekoladowe? - Spytałam, siadając przy stole.
  - Jasne... Melody, czemu nie dopuszczasz do siebie żadnego chłopka? Większość z mojej, jak i z twojej klasy oglądają się za tobą głodnym wzrokiem. - Podał mi miseczkę płatków.
  - Ja... ja... ten... no... yyy... wcale nie... jestem brzydka i żaden się mną nie interesuje. - Mruknęłam cicho, zaczynając jeść.
  - Jesteś atrakcyjna i dobrze wiesz, że tak jest. - Prychnął, a ja oczyściłam umysł z błędnych myśli.
  - Emily z naszej klasy zdzwoniła... kazała przekazać, abyś oddzwonił. - Mruknęłam, a ten tak szybko pobiegł, że aż się za nim kurzyło.
  - Dobra, nie wywikłasz się tak łatwo, mów o co chodzi. -Westchnęła Skyler, wchodząc za Megan do kuchni. Szlag...
  - Po prostu nie chcę obcować z płcią męską. - Wzruszyłam ramionami.
  - Mów co się stało. - Przewróciły oczyma.
  - Jesteśmy twoimi przyjaciółkami, traktujemy cię jak siostry... wiesz, że możesz nam zaufać, tak jak my tobie ufamy. Będziemy się do końca wspierać, nie ważne co się stanie. Pamiętaj, dla nas jesteś częścią naszego życia. - Magic mnie przytuliła, a ja wypuściłam powietrze.
  - Gdy byłam mała byłam molestowana przez nowego męża mojej cioci. Trwało to jakieś dwa lata, gdy wyjechałam, by uczyć się w najlepszym gimnazjum... potem wsadzili go, dostał dożywocie... za jeszcze inne występki. - Mruknęłam, pociągając nosem.
 Żadna z nich się nie odezwała... patrzyły na mnie dłuższą chwilę, po czym podeszły i po prostu przytuliły.
  - Dobra, jutro jedziemy... co porobimy? - Spytał Hazza, wchodząc do kuchni... tyle że...
  - HARRY! ZAŁÓŻ COŚ NA SIEBIE I NIE ŚWIEĆ TYŁKIEM! - Wrzasnęła Skyler, zakrywając sobie oczy. Z resztą tak samo ja i Meg.
  - No już, nie krzycz tak słońce. - Mruknął,  wychodząc.
  - Słońce to se mów do swojej matki. - Warknęła w jego stronę, znikając.
  - Ta... to jakiś pomysł? Bo Harry w sumie zadał nie głupie pytanie. - Mruknęła Magic, popijając kakao.
  - Raczej nie. Mogłybyśmy iść na przykład na basen... lub na zakupy... lub pozwiedzać. - Wzruszyłam ramionami, kończąc już moje płatki.
  - Li pewnie pójdzie pozwiedzać NY, ale mnie to jakoś nie za bardzo interesuje... zakupy brzmią świetnie... a potem na basen! I możemy iść do jakiejś restauracji na obiad, co ty na to? - Spytała Skyler, która znów stała się widzialna, siedząc na blacie.
  - Mi pasuje. - Przytaknęłyśmy chórkiem. - Harry też się pewnie zgodzi. - Dodałam, wstając.
  - Na co? - Spytał, trzepocząc rzęsami, podbiegając do mnie, gdy tylko usłyszałam trzask piorunów. Dałby sobie już spokój...
  - Zobaczysz. - Rzuciła beztrosko blondi, ciągnąc go w stronę drzwi wyjściowych z apartamentu.
 My polazłyśmy za nimi niemalże od razu, by nie stracić tamtej dwójki z oczu. Już nie mogłam się w prost doczekać, aż w końcu dojdziemy do sklepów. Miałam zamiar powykupywać połowę ich towarów!
  - Eh... myślicie, że z trójką tamtych debili jest wszystko w porządku? - Spytałam niepewnie, spoglądając na każdego z osobna.
  - Ja tam mam nadzieję, że ktoś im porządnie przywalił batem na hipogryfy. - Mruknęła, krzywiąc się Megan, a Skyler wybuchła śmiechem, ujawniając w tym momencie latającą nad nią kamerę.
  - Pamiętasz, że zawsze ją mam przy sobie, nie? Więc nie zdziw się, jak im to pokażę! A kto wie co wymyślą w akcie zemsty za takie obgadywanie ich... - Zachichotała, wystawiając brunetce język. - Wiesz, Melciu... myślę, że nasz kochany Leny się nimi zajął. - Wzruszyła ramionami, kładąc Hazzie rękę na ramieniu. Temu natomiast zaświeciły się iskierki w oczach, obejmując ją w pasie. Oni wyglądają jak stu procentowa para...
  - Nom... po za tym są fajni i się ze mną kumplują. A ten kto się ze mną kumpluje nie zginie. - Odparł z wyszczerzem, na co ja tylko przewróciłam oczyma. Przy nich czułam się tak inaczej... bardziej śmiele. Czułam, jakbym mogła zrobić wszystko. Nie bać się tego, że znowu nie będę akceptowana przez otoczenie. Teraz nie boję się być sobą... to cudowne, że przez jakiś czas, kilka tygodni, dni... odnalazłam osoby, będące tak blisko memu...
  - Halo! Słuchasz mnie? - Moje przemyślenia przerwała Magic, machająca mi przed oczyma dłonią. Z piskiem cofnęłam się do tyłu, potykając o krawężnik i upadając z hukiem na cztery litery.
  - W tym momencie przypomniałaś mi Sky. - Zarechotał Harry, pomagając mi wstać.
  - No wiesz ty co?! - Prychnęła urażona blondynka, odwracając się do niego plecami.
  - Ty swoją drogą przypominasz mi w tym momencie Harolda. - Zaśmiała się Megan, za co dostała kuksańca w bok.
  - Hej, czy wy to widzicie? - Spytałam, spoglądając w stronę pobliskiej kawiarni.
 Wszyscy przenieśli w tamtą stronę wzrok, a szczeny im opadły. Była tam Emily, siedziała przy stoliku, trzymając jakiegoś gościa za rękę. A kim był ten gościu? Proste i logiczne! Na przeciw niej, na krześle spoczywał...
  - Liam! - Krzyknęliśmy chórem, a gdy ten obrócił głowę w naszą stronę, pomachaliśmy mu, co on odwzajemnił, zupełnie jak rudowłosa. Wyglądali jednak na zaskoczonych. Sky zaproponowała, abyśmy do nich podeszli, jednak... nikt nie chciał im przeszkadzać. Naburmuszona blondynka spuściła głowę, gdy ruszyliśmy dalej. Słoneczko świeciło i wszystko było piękne, jednak Megan wyglądała na lekko przybitą. Byłam zdziwiona, gdyż Megi zazwyczaj aż tak się nie smuciła. Niby brakowało jej tej energii Sky, ale dzisiaj nawet jej wrodzona elegancja nie była aż tak widoczna.
  - Meg... - Szepnęłam, a ta jedynie sztucznie się uśmiechnęła. I w tym momencie wszystkie nasze telefony zapiszczały. Wyjęłam mój biały iphon, spoglądając na błękitny Magic, czerwony Hazzy i różowy z króliczymi uszkami Skyler.
  - W czasie balu będzie konkurs na króla i królową... - Jęknęła Ler, zarzucając włosami. Harry'emu oczy się zaświeciły, a Meg patrzyła wielkimi oczyma na ekran.
  - Weźmiecie w tym udział! BŁAGAM! Muszę wygrać! I chcę, żeby któraś z was była królową! W końcu ona całuje króla... najlepiej, żeby była to Skyler... - Zaczął loczek, śliniąc się, dopóki blondynka nie przywaliła mu w tył głowy tak mocno, że ten aż poleciał do przodu.
  - Wiesz, że takie konkursy są uwłaczające? - Przewróciła oczyma Megan, a ja poczułam motylki w brzuchu.
  - Wezmę w tym udział. - Odparłam niemalże szeptem, a reszta zakrztusiła się... powietrzem?
  - A wy? - Harold spytał pozostałą dwójkę z nadzieją w głosie.
  - No... skoro Melody weźmie udział, to... - Zaczęły równocześnie, jednak przerwał im zachwycony pisk lokersa. Co za człowiek... zboczony człowiek. Niewyżyty i niedorobiony - jak to powiada nasza blondi.
  - Tak swoją drogą trochę martwię się o Zayna, Louisa i Nialla... - Mruknęłam, zmieniając temat. Naprawdę się o nich bałam. Co, jeśli coś ich napadło? Lub Leniemu się coś stało? Albo biedactwa się nudzą? Plus mam nadzieję, że odwołają propozycję o tym, że mamy ich przemienić...wampiry, jak i moja rasa, posiadają jad w kłach, który mogą wpuszczać. Zazwyczaj paraliżuje on ciało na dłuższy czas. W ten sposób dorosłe wampiry polują na zwierzęta. Wgryzają się, paraliżują i nim zwierze się przemieni, wysysają z niej krew. Przynajmniej tak czytałam...
  - Chwilę temu o tym gadaliśmy... z resztą, racja. Dzwonimy? - Spytała Ler, podrzucając swoją komórką. Coś jej jednak nie wyszło i komórka odeszła do komórkowego nieba. Megan przewróciła oczyma, wyjmując swój telefon. I w tym momencie coś zadzwoniło. Znaczy się ktoś.
  - Halo? Tak... nie... nic, a nic nam nie jest. Co?! Caroline?! Kiedy? O rety... czekaj! Jak to coś dosypywali?! WIKI?! Przekażę reszcie... tak. Ostrzeż resztę. I nic nie mów Alex. Ona też może być w to zamieszana. Jak wrócimy to się tym zajmiemy... pa! - Jej rozmowa telefoniczna była dość niepokojąca...
  - O co chodzi? - Spytaliśmy chórem.
  - Caroline zemdlała, najpewniej z głodu. Po mimo co tygodniowej dawki krwi miała czerwone oczy. Paru uczniów z klas pierwszych i dwóch z trzeciej miało dokładnie taki sam wypadek. Jeden wyglądał jak bestia. Wyrosły mu czarne szpony i powychodziły czarne żyły. Po paru godzinach izolatki przeszło mu. Gdy Tay poszedł do kuchni poszukać krwi dla Car, zauważył jak dyrektor i kucharki coś dosypywali do wielkiego gara, gdzie gotowała cię czerwona ciecz. A my będziemy musieli to sprawdzić, co oznacza węszenie. - Odparła, ruszając szybkim krokiem przed siebie. Jeju... straszne. Mój mózg potrzebował trochę czasu, by zrozumieć wszystkie podane informacje. O zgrozo...
  - No to powęszymy. Trzeba to jeszcze przekazać Liamowi. A teraz bawmy się, póki mamy czas! - Zawyła Skyler, w podskokach ruszając za naszą przyjaciółką.
  - Musimy znaleźć kiecki i ciuchy na bal. - Zauważył Hazza, chichocząc niczym dama dworu.
  - Zachowujesz się gorzej od córeczki dyra. - Fuknęła Ler, krzywiąc się gorzej niż wtedy, gdy loczek, cały spocony zaraz po wf'ie, przytulił ją, gdy ta założyła nową sukienkę. Szczerze mówiąc dziwię się, że on jeszcze żyje.
  - FUJ! Nie porównuj mnie do tej rudej dzidy! - Pisnął, a jakieś dziecko ze szpiczastymi uszami, najpewniej dziecko było elfem, wybuchnęło płaczem, ciągnąc starszą kobietę i krzycząc, że ten "Pan w lokach" brzydko mówi. Wtedy kobieta podeszła do niego i walnęła z całej siły czerwoną torebką, wrzeszcząc, że zadzwoni na policję. Po skończonym przedstawieniu wszyscy wybuchli śmiechem. Wszyscy, nie licząc loczka.
 Następnie pobiegliśmy do sklepów, gdzie spędziliśmy niemalże cały dzień. Oczywiście Harold wkradał się do przebieralni Ler, za co został tak skopany, że dziwię się, iż ma jedynie parę siniaków i zadrapań na ciele. W końcu znalazłyśmy idealne sukienki. Miałam nadzieję, że wszystkim się spodobają... wciąż jednak nie dawał mi spokoju telefon, który odebrała Megan. Dyrektor może nam coś wsypywać do jedzeń. Nie tylko do krwi, ale również mięsa. Na moje szczęście nawet tego nie tknęłam.
  - Wracajmy, Liam pewnie jest już w domu. Będzie się martwił. - Mruknęła Meg, ruszając przed siebie z całą masą toreb od zakupów. Gdy byliśmy już w apartamencie, wszyscy usiedliśmy w salonie przed ogromnym telewizorem. Sky usiadła na kolanach Harry'ego, który wyglądał na... podnieconego? Bosh, zboczeńcy jednak są wszędzie. Megan wpatrywała sie tępym wzrokiem w ekran, a Liam ślinił się z zamkniętymi oczyma, najpewniej wyobrażając sobie Emi. Ja za to zerknęłam na komórkę, gdyż dostałam wiadomość. Widząc jego treść, wrzasnęłam na cały głos, od razu podrywając się do pionu.
  - Mel? - Spytała niepewnie Magic.
  - Adam zmienił się w wilka u Niny w domu. Obecnie przebywa w szpitalu. Jest wykończony i stan zagraża jego zdrowiu! - Pisnęłam spanikowana, od razu rzucając się w stronę drzwi.
~*~
Hej, hej, hej! ^^ Tutaj... Sylwia... mam nadzieję, że długo wyczekiwany rozdział wam się podoba <3 Mam nadzieję, że jednak będą tutaj jakieś komentarze i nie zapomnieliście o tym blogu xD Dobra, nie wiem co napisać... WESOŁYCH ŚWIĄT <3 Czekajcie na rozdział Naty, który pojawi się... raczej za długi czas xD Nie dość, że święta, to jeszcze nauka i dwa inne blogi xD No nic, damy radę! Wyczekujcie, komentujcie i nie opuszczajcie nas ;* 

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 9

Perspektywa Magic

Bojciu dwa głąby (czyt. Liam i Harry) musieli nam się wbić na wycieczkę. No ale nie miałam wyboru … mój kochany braciszek zaczął mnie szantażować moimi wybrykami za małolata ugh masakra. Ale mniejsza to że jest nas o dwoje więcej oznacza że …. Sky będzie musiała dzielić łóżko z Harrym, ja z Mel, a Li będzie miał własne. Chociaż bez przesady ja nie będę się przez nich cisnąć na jednym łóżku z Melody, a moja BFF męczyć z Hazzą niech sobie załatwiają pokój, albo moją dobrodusznością odstąpię im podłogę hahahaha Po chwili poczułam lekkie szturchanie, sorki ktoś potrząsał mną przez co czułam się jak w shakerze tą osobą okazała się Skyler.
- Patrz, patrz jesteśmy !! – pisnęłam uradowana.

- Myślisz że jestem ślepa. – spojrzałam na nią z poker face’m na co tylko wywróciła oczami i razem z Mel zaczęły skakać po fotelach w samolocie.
- Czy mogłyby panienki usiąść i zapiąć pasy bezpieczeństwa za chwilę lądujemy. – upomniała je młoda wampirzyca. Obie moje przyjaciółki burknęły coś pod nosem i posłusznie zajęły swoje miejsca. Po chwili lekkich turbulencji metalowy ptak wylądował, a my mogliśmy pomału wychodzić. Wzięłam swoją torebkę i poszłam z resztą do schodów z samolotu. Gdy wyszliśmy z maszyny dało się poczuć podmuch zimnego wiatru. Jednak nie miało to porównania do zimy w Londynie. Zarzuciłam na ramiona luźny sweter i całą grupą zmierzaliśmy na lotnisko. Odebraliśmy swoje bagaże przy czym mieliśmy małe kłopoty bo Sky zaczęła biegać po tym pasie gdzie ‘’podjeżdżają’’ walizki -.- Uciekliśmy przed dwoma wielkimi ochroniarzami i wskakując do 7-osobowej taksówki pojechaliśmy do zarezerwowanego hotelu. Jak dotarliśmy na miejsce stanęliśmy przed małym, przytulnym hotelikiem.
- Naprawdę Meg nie mogłaś wybrać czegoś lepszego ?? – oburzył się Harry, a ja mrużąc oczy zaczęłam się powoli do niego zbliżać.
- Dość że pozwalam Ci z nami jechać, nie robię z tego jakiegoś wielce problemu to Ty jeszcze masz czelność mi powiedzieć, że coś Ci nie pasuje ?!? – już miałam ochotę się na niego rzucić i coś mu zrobić, ale w ostatniej chwili złapał mnie Li, a Hazz z piskiem pobiegł do hotelu.
- Megan uspokój się. – zaczęły się chichrać dziewczyny.

- Ale …. ugh nie ważne, chodźcie do środka. – powiedziałam i łapiąc walizkę weszłam do środka. Stanęłam przy recepcji, gdzie za ladą witała nas wielkim uśmiechem kobieta w średnim wieku.
- Witam w hotelu ’’Paradise’’ w czym mogę państwu pomóc. – powiedział regułkę z udawaną radością co jak co, ale na ludziach to ja się znam. Na pierwszy rzut widać, że ta praca to nie spełnienie jej marzeń.
- Dzień dobry mam rezerwację na nazwisko Wilson.
- Tak widzę pokój trzyosobowy. – rzekła i podała nam jakieś papiery do wypełnienia. Razem z Mel i Sky poszłyśmy do małego stolika, a chłopaki pytali o pokój dla dwojga. Mina recepcjonistki była bezcenna, a ich nieudolne tłumaczenia że nie są razem były przekomiczne. Rozbawione sytuacją zaniosłyśmy kobiecie wypełnione dokumenty i zabierając kartę od naszego lokum poszłyśmy do windy. Zostawiając tą dwójkę wjechałyśmy na najwyższe piętro i idąc wzdłuż korytarza  otworzyłyśmy drzwi do naszego pokoju. Gdy tylko je uchyliłyśmy ukazał nam się skromny, ale uroczy salonik połączony z kuchnią. Po prawej stronie był mały korytarz w którym znajdowały się cztery pary drzwi zapewne do sypialni i łazienki. Ten apartament przypominał mi trochę ten w naszym akademiku. Każda zajęła wybrany pokój, otworzyłam białe, drewniane drzwi i ujrzałam jasny pokoik. Białe ściany ślicznie kontrastowały z czarnymi i czerwonymi detalami. Wypakowałam ubrania do szafki, a kosmetyki i inne przybory zaniosłam do łazienki. Usiadłam na łóżko i tępo wpatrywałam się w białą karteczkę z zapisanym adresem. Nie był to jednak zwykły adres, było to moje dawne miejsce zamieszkania. Nagle do mojego pokoju wpadła Sky, schowałam karteczkę do portfela i spojrzałam na nią. Wyglądała właśnie przez okno i podziwiała widoki.
- Nie żeby coś, ale masz ze swojego pokoju taki sam widok, więc wnioskuje, że przyszłaś tu w jakimś calu, także zamieniam się w słuch. – powiedziałam opierając się o pikowane bezgłowie łóżka.
- Co będziemy robić ? Nudzę się. – rzekła rzucając się obok mnie.
- Dopiero tu przylecieliśmy, a ty już się nudzisz …. z resztą co ja się dziwie ja muszę coś załatwić, a wam proponuje zwiedzanie Li was chętnie oprowadzi. – zaproponowałam jej, ona zrobiła minę myśliciela i po chwili wybiegła krzycząc, że chce zobaczyć Statuę Wolności. Wywróciłam oczyma i spakowałam potrzebne rzeczy. Założyłam moje trampki i czarną skórę, a następnie biorąc torebkę wyszłam z sypialni. Pożegnała się z dziewczynami i zjechałam do recepcji.
- Hej mogłabyś mi zamówić taksówkę na teraz. – powiedziałam przyjaźnie.
- Dobrze zaraz będzie. – rzuciła szybko i dzwoniąc po mój transport powróciła do wklepywania czegoś w komputer. Długo nie musiałam czekać, wsiadłam do żółtej, charakterystycznej taksówki i podałam mu adres. Wygodnie się rozsiadłam i rozkoszowałam się widokami. Po dość długim czasie taksówka zatrzymała się na obrzeżach miasta przy nieznanym mi domu. Zapłaciłam kierowcy i zapisując numer kontaktowy wysiadłam z auta. Stanęłam przed drzwiami i gdy miałam je otworzyć kluczami, które na marginesie znalazłam z adresem w jednym z pokoi zaświeciło się światło. Miałam odejść lecz drzwi domu się otworzyły, a w nich stanął wysoki mężczyzna, wampir.
- Mogę w czymś panience pomóc ? – spojrzał na mnie wyczekująco.
- Yyy .. ja .. znaczy .. myślałam, że ten dom jest opuszczony. – powiedziałam zmieszana.
- Nie musiałaś pomylić domy mieszkamy tu od dłuższego czasu. – rzekła piękna, młoda kobieta zapewne jego żona.
- Yyy .. nie mieszkali tu wcześniej państwo Wilson ?
- My jesteśmy państwo Wilson ….. skąd masz ten naszyjnik ?! – spojrzeli na mnie zdziwieni, poczułam jak do moich oczu napływają łzy, a głowę zaprzątają tysiące pytań. Jak to możliwe, czy to są moi …. rodzice ?!?!

- Kim ty właściwie jesteś ? – zapytała mnie kobieta.
- Ja .. znaczy .. muszę już iść, przepraszam. – załkałam i zaczęłam biec jak najdalej z miejsca w którym przed chwilą stałam. Wbiegłam w pierwszy zaułek i opierając się o ścianę opadłam na ziemię. Czy to możliwe, że oni żyją ? Czy moje życie to jedno wielkie kłamstwo ? Dlaczego nikt mi nic nie powiedział ? Te i wiele innych pytań zaprzątało moje myśli. Pośpiesznie ujęłam w drżące dłonie telefon i zamówiłam taksówkę.

***

Starałam się bezszelestnie wejść do naszego pokoju z nadzieją, że dziewczyny już smacznie śpią, myliłam się. Z salonu słychać było gromkie śmiechy znajomych.
- Meg co się stało ?! – zapytali zaniepokojeni, gdy tylko mnie zauważyli.
- Nic ….. tylko przez zimne powietrze oczy mi łzawią. – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Jestem zmęczona idę spać. – powiedziałam i nie czekając na ich reakcję zniknęłam za drzwiami łazienki. Wykonałam wszystkie wieczorne czynności i niezauważenie przemknęłam do mojej sypialni, gdzie na moim łóżku niespodziewanie siedział Liam.
- Co ty tu robisz ? – zapytałam lekko zakłopotana.
- Megi wiesz że mnie nie oszukasz, mów co się stało, gdzie byłaś ? – usiadłam obok niego i zaczęłam rozmyślać czy mu powiedzieć czyn nie w końcu i tak by się dowiedział.

- Byłam dzisiaj w domu moich biologicznych rodziców ….
- To świetnie, czegoś się dowiedziałaś .. może wiesz jak oni no wiesz .. jak zginęli.
- Właśnie w tym rzecz Li oni żyją. – załkałam opadając na łóżko.
- Ale jak to ?!?
- Normalnie ! Żyją jak gdyby nigdy nic nie przejmując się tym, że ich córka przeżywa załamanie, bo została przez nich porzucona .. że przez to że się ukrywają i nie dają jej znaku życia jej stało się jednym, pieprzonym kłamstwem …. – poczułam jak moje oczy znów napełniają się łzami.
- Magic nie przejmuj się nimi, masz teraz nową kochającą rodzinę i przyjaciół, jednak na twoim miejscu bym z nimi porozmawiał, powinnaś dowiedzieć się czy to na pewno oni i wyjaśnić wszystko. Pamiętaj też, że zawsze jestem przy tobie i będę cie wspierał. – przytulił mnie Lilo.
- Dzięki Li to miłe słowa, lecz teraz chcę zostać sama. Muszę wszystko przemyśleć.  – powiedziałam z powagą, a mój brat pocałował mnie w czoło i posłusznie wyszedł z pokoju mówiąc przed zamknięciem drzwi ‘’Dobranoc’’. Wskoczyłam pod kołdrę i szczelnie się nią opatuliłam. Po długim czasie rozmyśleń nad wydarzeniami z dzisiejszego wieczora z trudem zasnęłam.

____________________________
Hejo !! <3 Bardzo, bardzo, baaardzo przepraszam za tak długi czas zwłoki z rozdziałem, ale no zrozumcie mnie ... net mi znów nawalił ;/ Ale już jest dobrze, bo go naprawili !!! Jupi :D A teraz nie zamęczam już Was moimi problemami. Liczę że rozdział się podobał i czekam na wasze szczere opinie w komentarzach.
Kocham Nats xoxo

piątek, 31 maja 2013

Rozdział 8

      Perspektywa Skyler

Sobota ... Weekend !
 Tamci, czyli Zayn i Niall, grali sobie w fifę a ja i Melody malowałyśmy sobie nawzajem paznokcie. Ja na czarno a ona na biało. Liam, Hazza i Adam wrócili do akademiku ze względu na to że poczuli się zmęczeni. No cóż, jak się całą noc baluje itp to potem, o dziesiątej rano tak jest. Kamera, którą wiecznie, niewidzialną, mam przy sobie latała w powietrzu nade mną dzięki temu że panuję nad żywiołem powietrza.
Tak ... ona filmuje wszystko co się dzieje do okoła mnie. Nie ważne czy o tym pamiętam czy nie, taki czar. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon.  Może gdyby to był Taylor albo Liam to pewnie bym odrzuciła ... ale że to loczek to od razu wcisnęłam zieloną słuchawkę.
  - Hej koteczku, nadal jesteście u Lenny'ego ? - Zapytał ze śmiechem przez co miałam ochotę go zabić.
  - Nie mów do mnie "koteczku". - Fuknęłam. - Owszem, nadal. - Wzruszyłam ramionami.
  - Ale koteczku, to taka urocza ksywka ! Po za tym po wczorajszym chyba mam prawo tak do ciebie wołać, czyż nie ? - Zapytał i jestem na 100% pewna że w tym momencie uśmiechnął się łobuzersko.
  - Wczoraj tylko się uczyliśmy głąbie ! - Warknęłam.
  - Gdy tak do mnie warczysz przypominasz mi cerbera, koteczku. Wiesz ... było po ciszy nocnej, ty byłaś u mnie i leżeliśmy razem w łóżku ... - Zachichotał a w tle usłyszałam jeszcze dodatkowe śmiechy chłopców. Czyli że ma głośnik, tak ?
  - Primo, dawałam ci korki z historii. Uno, byłam u ciebie po ciszy bo wcześniej nie miałam czasu a leżeliśmy w łóżku gdyż iż było strasznie zimno. Sekundo czy już pozbyłeś się tej wstrętnej wysypki ? Wiesz, ta która wyskoczyła ci ... - Zaczęłam a ten od razu się rozłączył zaraz po tym jak usłyszałam wielki ryk śmiechu innych w tle. Buahaha !
  - Kto dzwonił ? - Spytała Mel z delikatnym, jak to zawsze ona, uśmiechem.

 Szczerze, zazdroszczę jej wyglądu. Jest szczupła, śliczna, ma wyraziste rysy i takie gęste i miękkie włosy ! Ja nie wiem jakiej ona odżywki używa ale muszę się dowiedzieć ! Do tego jest taka delikatna ... Za to Megan ma takie hipnotyzujące oczy, jest średniego wzrostu, zupełnie jak ja. Zawsze porusza się z gracją ... a ja ?
  - Hazza. - Wzruszyłam ramionami.
  - Jaka wysypka ? - Zaśmiał się Niall.
  - E tam, kłamałam żeby inni mieli z niego bekę, długa historia. - Machnęłam niedbale ręką by pokazać że to nic takiego. Swoją drogą miałam ochotę wybuchnąć śmiechem ... jego mina musiała być przekomiczna.
  - I ośmieszyłaś go tylko dlatego że ... ? - Spytała Mel.
  - Nazwał mnie "koteczkiem". - Prychnęłam urażona.
  - To wy nie jesteście razem ?! - Pisnęli tamci  plus moja przyjaciółka a ja wybuchłam śmiechem.
  - Nie, nie jesteśmy, czemu wam do przyszło do łba ? - Spytałam.
 Niall już miał coś powiedzieć ale do domku Lenny'ego, który swoją drogą poszedł na grzyby, wpadła Meg i Louis cali spoceni z czerwonymi, podpuchniętymi oczyma.
  - Co wam się stało ?! - Pisnęła Melody.
  - Widziałam ... młode wampiry, czerwone oczy ... były głodne ... rozszarpały jednorożca ... - Wyjąkała po czym zemdlała.
  - Megan ! - Wrzasnęliśmy a ona już po chwili leżała na kanapie.

***

  - O matko ... - Szepnęłam nie mogąc uwierzyć w tę całą historyjkę. Biedne zwierzątka ... jakbym ja ich spotkała od razu bym ich zaatakowała i zabiła !

  - Wracajmy już ... - Mruknęła Melody. - Musimy jak najszybciej jechać do NY. - Westchnęła ciężko.
 Pożegnałyśmy się z bladymi chłopakami po czym poleciałyśmy do akademika. Po drodze zauważyłam Caroline ... to ta blondynka co kiedyś dostała od Victorii spagetti ... eh, co za babsko, nie cierpię jej ! Vici to najgorsza osoba na całym, ogromnym świecie. Wykorzystuje wszystko i wszystkich dla własnych czynów. A jej ojciec puszcza wszystko płazem ... Tylko Greg z ich rodziny jest normalny !
 Po chwili byłyśmy już w naszym salonie gdzie na kanapie siedział obrażony Harold, chichoczący Adam i Liam marzący, zapewne o Emily. 
  - Bry ! - Przywitałam się z wyszczerzem.
  - Wal się ! Zniszczyłaś mi życie towarzyskie ! Jak mogłaś ?! Jesteś okropna !! - Wydarł się Harry. Spojrzałam na niego przesiąkniętym słodyczą wzrokiem. Heh, zaraz będzie jadł mi z ręki.
  - Wyglądasz tak seksownie jak się złościsz, wiesz ? - Spytałam jeżdżąc palcem po jego plecach.
  - Serio tak uważasz ? - Zapytał z nadzieją a ja kątem oka zerknęłam na tamtych śmiejących się głąbów. Nawet Liam na nas się gapił z rozbawieniem. No co, nie moja wina że jego tak łatwo przerobić ...
  - Ależ oczywiście. - Wyszczerzyłam się w jego stronę.
  - No zgoda, wybaczam. - Przytulił mnie tak mocno że o mało się nie udusiłam.
  - Dobra gołąbeczki, chodźcie szybko, musimy już jechać. - Zawyła Megan chwytając walizki i wybiegła z naszego mini mieszkanka a my za nią.
  - A gdzie wybierają się moi ulubieni uczniowie ? - Spytała Alex z uśmiechem.
  - Do Nowego Yorku. - Odpowiedziała Megan zasłaniając połowę swojej twarzy dłonią. Pewnie dlatego że jeszcze bolała ją głowa.

  - Rozumiem ... uważajcie na siebie ... - Pożegnała nas.
 Jej obecność przypomniała mi o tym że za tydzień, dokładnie 7 dni w naszej szkole będzie organizowany prawdziwy bal ! I już nie mogę się doczekać ... Ale potem Alex wyjedzie ... i jej miejsce zajmie Pani Anastazja ... to będzie piekło ...
 Wsiedliśmy do taksówki nadal dyskutując na najróżniejsze tematy.
  - Sky, idziesz ze mną na bal ? - Spytał z wyszczerzem Hazza.
  - Nie. - Prychnęłam.
  - Czemu ? - Zapytał smutno.
  - Zero romantyzmu. - Skrzyżowałam ręce pod biustem a ten zaczął się zastanawiać. OMG, on myśli ! Tego się nie spodziewałam ! Dobra, muszę przestać obrażać go ... przynajmniej w swojej głowie ...
  - Zgadzam się Sky, powinnaś przestać. - Przytaknął Liam a mnie zamurowało. No tak, on czyta w myślach ... muszę uważać ...

***

    Perspektywa Caroline

 Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc w moim pokoju piski Victorii. Czyli mój plan zadziałam, yeah ! Wlanie różowej farby do jej szamponu to było genialne posunięcie. Szczególnie po tym co wydarzyło się w stołówce. Swoją drogą użyłam mojej farby do końcówek ... nałogowo je farbuję.
  - Car, jesteś genialna. -Nina zaśmiała się serdecznie, czesząc swoje ciemne włosy.
  - Nie genialna ... jest wielka. - Wyszczerzył się do mnie Tay.
 Nina, moja najlepsza przyjaciółka zaprosiła Taylora, naszego kumpla ... niby to nic takiego ale te jego oczy ... i jego uśmiech ... i ... STOP ! Ja nie mogę się zakochać, przestanę być wtedy tą samą buntowniczą Brown ...
  - Wiem. - Wyszczerzyłam się do niej, wstając. W pewnym momencie poczułam silne zawroty głowy. Nogi ugięły się pode mną przez co wylądowałam plackiem na dywanie.

  - Caroline ! - Pisnęła moja przyjaciółka chórem z chłopakiem.
  - Nic mi nie jest ... trochę zasłabłam ... - Jęknęłam podnosząc powieki.
  - Są ... czerwone ... - Szepnęli oboje patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczyma.
  - Co ? Przecież wczoraj dostaliśmy cotygodniową dawkę krwi, nie możesz być głodna. - Powiedział pomagając mi stanąć.
  - Nic nie rozumiem ... - Mruknęłam czując że zaraz najpewniej łeb mi eksploduje.
  - Będzie trzeba porozmawiać z dyrektorem. - Zauważył chłopak.
  - Pogadam z nim później, muszę już iść, Adam czeka przed szkołą. Jedziemy do moich rodziców, chce aby ich poznał. Jutro wracam, poradzicie sobie ? - Spytała całując mnie w policzek.
  - No ba. - Uśmiechnęłam się do niej delikatnie wciąż będąc podtrzymywana przez Blacka.
 Ona wyszła natomiast my ruszyliśmy ku pigułce ... znaczy poszliśmy do pielęgniarki ... inaczej piguła.
  - Jak się czujesz ? - Szepnął mi do ucha muskając je ustami przez co lekko zadrżałam.
  - Dobrze. - Mruknęłam uśmiechając się sztucznie.
  - Nie kłam. - Chuchnął mi w ucho.
  - Jest mi słabo, dzwoni mi w uszach, ledwo stoję, kręci mi się we łbie ... wymieniać dalej ? - Prychnęłam a ten tylko się zaśmiał przyciskając mnie mocniej do siebie. - Czy ty chcesz żebym była jakąś deską ? - Spytałam a ten wybuchł śmiechem.
  - Nie ... nie będziesz deską ... po prostu muszę się tobą zaopiekować. - Mrugnął do mnie. - Opowiedzieć ci kawał ? - Spytał z uśmiechem.
  - Jasne. - Wzruszyłam ramionami.
  - Jak się nazywa żona popa ? Poparzona ! - Zaśmiał się. To było takie głupie i bez sensu że sama zaczęłam się śmiać.
  - To raczej suchar. - Zauważyłam.
  - Chyba masz rację. - Westchnął ciężko wchodząc do pokoju pielęgniarki.
 Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, przymykając oczy i siadając na krześle. Starsza pani zaczęła mnie badać a ja wyobrażałam sobie Vici w różowych włosach ... hah ...

***
Cześć ! Wybaczcie mi proszę że ten rozdział jest taki beznadziejny ! Nie miałam pomysłów co mogę napisać ... a na Nowym Yorku się nie znam i nie chciałam niczego zniszczyć xD Chcieliście więcej Caroline więc proszę, macie kawałek jej perspektywy. Nie wiemy czy jeszcze taki się pojawi xD Bądźcie dobrej myśli ;D 
To tyle, komentujcie jeśli wam się spodoba ... i jeszcze raz, sorry że tak długo ;*
Bay <3

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 7


Perspektywa Magic

Przepraszam że co oni powiedzieli ?!? Że oni chcą zostać ?!? No to ciekawe jak oni to widzą ?!? Przecież jak ktoś ich zobaczy to rozszarpie na strzępy i koniec tego dobrego. Oni zwariowali ! Podeszłam do każdego po kolei i dotknęłam ich czuł.
- Yyy … Megan króliczku co ty robisz ? – zapytał mnie Lou … ej bez przesady czy ja wyglądam jak królik ?!?
- Sprawdzam czy nie macie czasem gorączki. – powiedziałam lekko przerażona … co ja gadam byłam w szoku !
- Ale że o co chodzi ?! – dopytywała się niecierpliwie Skyler.
- Powiedzcie jej co sobie wymyśliliście. – spojrzałam na nich wyczekująco.
- Mamy zamiar tu zostać …. – oznajmił bezproblemowo Zayn, a moja przyjaciółka upuściła aż kubek z gorącym napojem.
- Pospremiti  - wyszeptałam i już było posprzątane … sama nie wiem jakim cudem pamiętam wszystkie zaklęcia, ale rodzice Li od dziecka dbała o moje wykształcenie. Za co jestem im bardzo wdzięczna i nie odpłacę się do końca życia. Ale mniejsza co my mamy zrobić z tymi wariatami ?!?
- Czy was piorun walnął ?! – powiedziała Sky krążąc w kółko po pokoju.

- Ale co w tym dziwnego … tu jest genialnie ! – powiedział uradowany Niall.
- No dobra, ale jak wy to sobie wyobrażacie … jak niby macie tu przetrwać ? – zapytała Melody siadając na fotelu.
- No nie wiem … może niech Meg zrobi jakieś swoje czarymarskie sztuczki i zamieni nas w jakieś cosie jak wy. – powiedział Louis, a oczy aż mu się zaświeciły.
- Nawet na mnie nie patrzcie, to nie jest takie hop siup. Zamiana jest możliwa tylko przez ukąszenie …
- No i sprawa załatwiona. – przerwał mi mulat.
- Myślisz że to takie proste … jak już zaczniemy smakować krwi rośnie w nas ekscytacja i żądza, nie jest łatwo przestać. – wyjaśniła Skyler.
- Z wilkołakami jest podobnie, ale tylko w postaci wilka …. – dodała Flora.
- Megan …. – spojrzeli na mnie chłopacy.
- Jestem hybrydą … nie zdziałam z tym nic, moje ukąszenie nie jest tak silne jak Sky. – powiedziałam niemrawo. Mam w pokoju ukrytą książkę do czarnej magii może tam coś znajdę, czas odświeżyć starą lekturę … tak naprawdę to nikt nie wie o tej książce. Zabronili nam używać moc poza terenem szkoły. Ta księga to jedna z rzeczy którą mam po rodzicach. Ciekawe czy wgl jeszcze o mnie pamiętają, a może wgl o mnie już nie pamiętają. Mamy czwartek … hmm niedługo weekend więc zabieram dziewczyny do Nowego Jorku, muszę coś się o nich dowiedzieć.
- Ej … Meg ! – krzyknął Zayn.
- Tak ?! Co ?! – poczułam że uderzyłam o coś głową. No tak zazwyczaj jak nad czymś głębiej myślę to lewituje, stanęłam na ziemi i spojrzałam na nich wyczekująco.
- Jest już prawie 22 ! – pisnęła Mel.
- Co ?!? Narka chłopaki do jutra. – powiedziałam i ciągnąc dziewczyny za sobą wybiegłyśmy z chatki.
- Już po nas, Alex nam urwie głowy i rzuci na pożarcie krakenowi …. – panikowała Sky, na co tylko przewróciłam oczami i trzepnęłam ją w tył głowy.
- Ogarnij twarz. – wytknęłam jej język.
- Zdążymy. Tylko się pośpieszmy. – westchnęła Melody, zmieniając się w wilka. Wszystkie spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo i pobiegłyśmy w stroną akademika.


*** 


Boże po co oni zakładali te tarcze, naprawdę nie jest łatwo się wydostać … muszę się im poskarżyć … chociaż bym nas zdradziła. Dobra mniejsza o tej godzinie nie myślę xD Właśnie wpadłyśmy do naszego apartamentu, a tam oczywiście Hazz, Li, Tay, Adam i Greg.
- No hej dziewoje. – zawył Adam na co machnęłam dłonią, szepcząc ‘’silence’’ po czym jego głos zniknął.
- Jest po 22 wilczku jak was tu złapią to będzie kiepsko, ja nie chcę skończyć  w lochach. – prychnęłam.
- To my mamy lochy ?!? – zapytał się zdziwiony Harry, a Adma z oburzoną mina stał przede mną i z założonymi rękoma na torsie tupał nogą. Wywróciłam oczami i wypowiedziałam zaklęcie ‘’bruit’’ i usiadłam na miękkim dywanie obok Taya.
- To ty nie wiedziałeś. – powiedziała z niedowierzaniem Skyler, a po minach wszystkich chłopaków + Melody razem ze Skyler popadłyśmy w niekontrolowany śmiech.
- A czyli nie wiece że mamy tam smoka. – powiedziałam podekscytowana.
- Że hę ?!?! – Li spojrzała na mnie jakby oczy miały mu zaraz z orbit wyjść.
- Ale skąd wy to wiecie ? – zapytał Tayler kładąc delikatnie dłoń na moim ramieniu, przez co spojrzałam na niego.
- No wiesz ja i Meg mamy taką dziwną skłonność wpakowywania się w kłopoty …. – zaczęła Sky, ale przerwał jej Greg.
- To nie jest skłonność….
- Mniejsza …. – przewróciłam oczami i kontynuowałam dalej.
- Więc w dzień oprowadzania tak jakoś zabłądziłyśmy i trafiłyśmy do lochów no i tam była dum, duum, duuum smoczyca…. – powiedziałam z iskierkami w oczach. Bojciu jak ja kocham smoki, no nie moja wina są takie kochane i milusie, można na nich latać lub je przytulać, ale tylko nieliczni mogą z nimi porozmawiać. Na szczęście ja i Sky możemy *.* ale jestem podjarana, normalnie jak pochodnia :D
- Na serio !?! – pisnęli Liam, Greg, Taylor, Adam i Ha … nie chwilka Hazzy nie ma i Sky też … ja ich na serio zdzielę kijem do hokeja -.-
- No nie na niby. Nazywa się Calisha, ale nie powiedziała nam czemu tam jest…. – oznajmiłam przyjaciołom.
- Ktoś idzie. – szepnął Adam.
- O szlag to pewnie Alex ona nas zabije. – dodał Liam.
- Nie panikujcie. – rzucił obojętnie Tay, jak zawsze stoicki spokój, podziwiam przyjaciela.
- Dobra cisza. – syknęłam i wymawiając ‘’disparatre’’ przeteleportowałam ich do swoich pokoi. Czas sprowadzić Sky nie chcę żeby miała problemy.
- Disparatre.
- Co ja tu robię. – powiedziała oburzonym głosem wampirzyca.
- Unikasz kłopotów kicia. – pstryknęłam ją w nos.
- Alex idzie, do pokoi. – szepnęła Mel i poszła do siebie, a my w jej ślady, gasząc za sobą światło. W ciuchach wskoczyłam do pokoju i przykryłam się szczelnie kołdrą. Słysząc i czując że Alex wyszła, wzięłam piżamę i szybko pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam głowę. Szybko się wysuszyłam i wyszczotkowałam zęby, zmyłam makijaż i szybko zwolniłam dziewczyną łazienkę. Naszykowałam na jutro jakieś rzeczy, a następnie wtulając się w poduszkę zasnęłam.


*** 


W końcu piątek jupi, a co za tym idzie wyjazd do NY z Sky i Mel. Pełna sił wyskoczyłam z łóżka i łapiąc naszykowane ciuchy poszłam do łazienki.
- Bry. – mruknęła Mel wychodząc gotowa z pomieszczenia.
- Hej. – uśmiechnęłam się promiennie.
- Widzę dobry humor. – powiedziała opierając się o ścianę.
- A i owszem Wam też się poprawi, bo mam niespodziankę. – klasnęłam w dłonie z zachwytu.
- Już się boje. – spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczętami.
- Nie no co ty, ale to później. – powiedziałam i wskoczyłam do łazienki. Przemyłam buzię, umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż.
- Vetu. – szepnęłam i już byłam ubrana. Jak ja kocham magię naprawdę ułatwia życie.
- Magic wychodź ! – waliła w drzwi i krzyczał Sky. Otworzyłam je i wymijając się wpuściłam ją do łazienki. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie co dziwne tej hołoty znów nie było, nie chce mi się dzisiaj ich budzić. Ooo wiem pomaluje paznokcie hehe Wzięłam z naszej komódki czerwony lakier i zaczęłam nim pokrywać moje dość długie pazurki. Nienawidzę czekać aż wyschną.
- Sky, Mel gotowe już ?!
- Idę. – powiedziała Flora.
- Tak, tak już biegnę ! – krzyknęła Skyler.
- Ej Sky potrzebuje cię. – dodałam.
- No już chwilkę. Słucham ? – powiedziała wchodząc do pokoju.
- Weź dmuchnij mi na paznokcie, bo nie chce mi się czekać aż wyschną. – zrobiłam oczka szczeniaczka. Ta razem z Mel walnęły face palma, ale i tak moja Bff’ka mi pomogła.
- Mówiłam ci że cię kocham. – wyszczerzyłam się.
- Kiedyś na pewno. – odwzajemniła się uśmiechem.
- Dobra dziewoje chodźcie na śniadanko. – popędziła nas Melody. Wyszłyśmy i zamknęłyśmy nasz apartament. Weszłyśmy do stołówki i biorąc tacę i talerzyki nałożyłyśmy sobie jedzenie. Usiadłyśmy do stolika gdzie byli już nasi przyjaciele nawet Tay przyszedł szok !
- Tayler ty masz gorączkę czy coś. – zachichotała Ler.
- Bardzo śmieszne. To chociaż raz nie można przyjść na śniadanie bo to dziwne. – oburzył się.
- Oj tam Tay daj spokój. – poczochrałam mu włosy.
- Magic wiesz że cię kocham … ale wara od moich włosów. – wysyczał na co tylko wywróciłam oczami, jak ja kocham go drażnić.
- No dobrze panie poważny. – posłałam mu buziaka w powietrzu i wróciłam do zajadania się sałatką grecką. Nagle rozbrzmiał głos z głośnika.
- Szanowni uczniowie mam dla was złą wiadomość, dzisiejsze lekcje uważam za odwołane. Wraz z większością kadry wyjeżdżam na spotkanie z radą starszych i ustalenie dalszego postępowania z wynikającej sytuacji związanej z tajemniczymi atakami. Proszę o nie opuszczanie terenu szkoły. Życzę miłego weekendu i jak ktoś ma plany odwiedzić rodzinę proszę o skontaktowanie się z panią Alexandrą. – powiedział, a na stołówce wszyscy pisnęli z radości.
- Jakie złe wiadomości to przecież genialne wieści. – pisnęła Skyler.
- To co robimy hołota ? – spojrzałam na każdego po kolei.
- Pewnie jak zawsze odwiedzimy tych dziwaków. – szepnęła Mel.
- Ja jadę do rodziców. I nie mam zamiaru ich widywać…. – syknął Tay.
- Odwiedzam babcię. – mruknął niemrawo Greg.
- A my chętnie z wami pójdziemy. – uradował się Hazz przy czym objął Liama i Adama.


*** 


Ja nie wierzę prawie nas przez tych trzech debili złapali na nielegalnym opuszczeniu szkoły … normalnie zabić to mało ! Weszliśmy do chatki, a człowieki grały w karty no cóż się dziwić pewnie się tu nudzą.
- Witajcie ziemianie. – zawył Adam, Li bawił się ogniem, a Hazz zagrzmiał błyskawicami co za debile, ale i tak ich kocham.
- Hej. – mruknęli znudzenie, chyba wiem jak temu zaradzić.
- Fronde PlayStation. – wyszeptałam i w ułamku sekundy pojawiła się gra.
- Łał Meg jesteś kochana. – cała trójca mnie mocno przytuliła, znaczy mocno jak na ludzi ;P
- Spoko, spoko nie będziecie się przynajmniej nudzić. – uśmiechnęłam się.
- To co może małe zawody w Fife. – Zayn zaczął poruszać znacząco brwiami w górę i dół.
- Tak ! – wszyscy wydarli się jak opętani.
- Ja idę się przejść. – uśmiechnęłam się delikatnie i nie czekając na ich reakcję wyszłam z chatki. Kocham zimę jest taka piękna i delikatna. Wolnym krokiem zaczęłam oddalać się od leśniczówki i wgłębiać się w mroczny las. Czułam na sobie jakieś spojrzenie, ale to magiczny las więc nie ma się czego bać. Są tu jednorożce, wilki, niedźwiedzie i wiele innych zwierząt, ale i tak nie boję się ich, gdy czują nasz spokój stają się potulne jak baranki. 

Nagle usłyszałam stukot kopyt i jakieś krzyki. Przymknęłam oczy i wsłuchałam się w głosy rozszerzyłam szeroko powieki i zaczęłam zmierzać między drzewami w stronę odgłosów. Stanęłam za wielkim pniem, a to co ujrzałam na polanie o mało nie doprowadziło mnie do zawału.  Stałam jak wryta patrząc na to wszystko. Byłam sparaliżowana. Oblał mnie zimny pot, dostałam zimnych, nieprzyjemnych dreszczy a mój lunch podszedł mi do gardła. Obrzydlistwo, naprawdę !
 To nie możliwe ... nie ! Nie zgadzam się ! Tak nie można ! Przecież to okrutne ...

To oni jestem pewna że to oni napadli na Leniego, a teraz wysysają krew z bezbronnych jednorożców.  Słysząc ich ostatnie rżenie z moich oczu leciały hektolitry łez już miałam ruszyć na ratunek, co w nawiasie było głupim pomysłem, ale poczułam jak ktoś zatyka mi dłonią buzię.
- Ciiii to nic się nie stanie…. – usłyszałam kojący męski głos …. Louis, ale co on tu robi ?

_________________________________________
Dum, Duum, Duuum !!! Jest kolejny rozdział ;D Wybaczcie że musieliście tyle czekać, ale na lapku mi nie działa net, a na kompie działa jakby chciał, a nie mógł -.- Oby rozdział Wam się spodobał króliczki ... liczę na szczere komentarze i jak macie jakieś pytania do nas lub bohaterów to śmiało my nie gryziemy hehehe dobra kończę moje wypociny xD
Kocham Was Nats xoxo

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 6

     Perspektywa Melody

 Z moich pięknych snów wybudził mnie ... hałas ... egr ! A właśnie rusałka miała mi dać ciasto czekoladowe.
  - Melody, szybko ! Pali się ! - Krzyczała Skyler, waląc w drzwi od mojego pokoju. Taa ... znowu sobie ze mnie żartują. No cóż, nie mam im tego za złe. Każdy musi się kiedyś wyszaleć, a jak widać, one muszą robić to za ... dziewięćdziesięciu ośmiu i pół.
  - Mel, szybko ! - Pisnęła przerażona Megan, przez co otworzyłam w końcu oczy. No ... może nie przez to, gdyż poczułam dym.
  - Aaaaaaa ! - Wrzeszczeli chłopcy.
 Moje oczy rozszerzyły się. Pali się ? Tak na serio ?! Wstałam i wybiegłam z pokoju jak poparzona wprost w uścisk całej tej hołoty.
  - Żart ! - Zaśmiali się, a ja, rozglądając się do o koła zauważyłam jak Magic kręci palcem z którego lecą iskry, w czym również śmierdzący odór siarki.
  - Nie lubię was. - Burknęłam, z jęknięciem, wracając do pokoju, gdzie chwyciłam ciuchy, przygotowane wczoraj i poszłam do łazienki.
 Szybko przebrałam się w jasne jeansy, biały podkoszulek, sweter w różowe, beżowe i granatowe paski z kieszenią po lewej stronie klatki piersiowej, kremowy szalik, oraz tego samego koloru czapka. Do tego założyłam zwykłe, jasne buty. Włosy związałam w luźnego kłosa, po czym wyszłam z łazienki z wielkim uśmiechem.
  - Już się nie gniewasz ? - Zapytała smutno Sky, patrząc na mnie oczyma szczeniaczka.
  - Nie ... przeszło mi. - Wzruszyłam ramionami, szczerząc ząbki w niemiłosiernie wielkim uśmiechu.
  - Yeah ! - Wrzasnął Harry, unosząc ręce do góry. Sky wtedy go popchnęła, a ten zleciał z oparcia fotela, przez co cała ekipa wybuchła śmiechem. - A to za co ? - Zapytał z bulwersem blondynki.
  -  Nie chcę wąchać twojego smrodu z pod pach. - Mruknęła, machając dłonią przed twarzą, jakby chciała odgonić smród.
  - No wiesz co ? Foch ! - Prychnął i w wampirzym tempie wybiegł z pokoju.
  - Skyler ... - Spojrzał na nią upominająco Liam.
  - Przecież to był tylko żart ! - Przewróciła oczyma, wstając. - Zaraz wracam. - Westchnęła ciężko, po czym zniknęła ... dosłownie ... i nie mówię tu o tym, że wyszła z pokoju, a o tym, że znów stała się niewidzialna. Jednak po braku jej zapachu wnioskuję, że jednak sobie poszła.
  - Jak dzieci. - Skomentowaliśmy chórem, po czym parsknęliśmy śmiechem.
  - Gdzie Adam ? - Zapytałam zdziwiona, patrząc po kolei na Grega, Taylora, oraz Liama.
  - Poszedł ... no ten ... yyy ... - Zaczęli się jąkać, patrząc nerwowo na Meg.
  - Polazł znowu do Niny. - Wzruszyłam ramionami, a ci z piorunowali ją wzrokiem. - No co ? - Zapytała zdziwiona.
  - Chcieliśmy jej to powiedzieć ... no cóż ... delikatniej. - Warknął Greg.
  - Chcieliście ją okłamać. - Zauważyła Magic.
  - ONA siedzi w tym samym pokoju co wy, więc przestańcie gadać tak, jakby JEJ nie było. - Jęknęłam.
  - A czemu ty jej właściwie nie lubisz ? - Zapytał z zaciekawieniem Li.
  - Niech cię to nie interesuje skarbie. Lepiej zajmij się swoją Emily. - Magic nie dała mi dojść do słowa ... za co byłam jej wdzięczna. - A tak swoją drogą ... słyszałam, że idzie dzisiaj do ogrodu ... mniej więcej teraz. - Powiedziała, patrząc na nadgarstek. Liam zerwał się z miejsca, wylatując z pokoju.
  - Przecież ty nie masz zegarka ... - Zauważył Taylor.
  - Wiem. - Wzruszyła ramionami, na co, tak jak wszyscy, parsknęłam śmiechem.
  - Puk, puk ! - Wydarła się Alexandra, wchodząc do pokoju jak zwykle, śmiejąc się ... sama do siebie.
  - Już idziemy na stołówkę. - Westchnęliśmy, wstając z kanapy.
  - Czekajcie. Muszę z wami porozmawiać. - Powiedziała poważnie, na co znów klapnęliśmy. - Chciałam was zapytać, co myślicie o balu ? Takim prawdziwym. W sali balowej w naszej szkole przypominającej zamek. Będą różne występy, jedzenie, tańce, oraz prawdziwe suknie balowe ... oczywiście mężczyźni będą mieli garnitury. - Dodała z uśmiechem, na co wszystkim zaświeciły się oczy ... mówiąc wszystkim, mam namyśli mnie i czarodziejkowatą wampirzycę, bo chłopcy tylko się skrzywili.
  - Jestem za ! - Krzyknęła Magic.
  - Ja też. - Przytaknęłam z uśmiechem. - A kiedy ? - Spytałam niepewnie.
  - W następną sobotę zaczynamy o ósmej wieczorem, a kończymy ... 24 godziny później. Dla wampirów, jak i wilkołaków to nie problem, gdyż jak wiecie, możemy nie spać o wiele dłużej niż ... - Zacięła się, widząc nasze miny. - Od wróżek, jednorożców, elfów, syren itp. - Powiedziała szybko.
  - Mhm. - Mruknął Tay, przeszywając ją wzrokiem. Szkoda, że nie ma Liama ... on wiedziałby, co jej po głowie chodzi ! - Chcesz nam powiedzieć coś jeszcze ? - Zapytał zaciekawiony.
  - Tak ... nie ! Znaczy ... zaraz po balu wyjeżdżam na tydzień ... będziecie musieli poradzić sobie jakoś sami ... pani Anastazja ma mnie wyręczyć przez dni mojej nieobecności ... - Powiedziała cicho, a ja widząc wielki grymas Megan miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
  - Co ci ? Nie lubisz pani Sulkin ? - Zarechotałam.
  - Nie ... to tylko przeciętna nauczycielka, która jest również żoną dyrektora, który patrzy na ciebie tymi swoimi ślepiami jak jakaś Meduza z Mitologii Greckiej i zamienia cię w kamień ... z resztą, nie ważne. - Machnęła ręką, wstając. - Chodźmy na śniadanie ! A ty, Greg, idź znajdź Sky i Harrego. Jeśli znowu się obściskują na dachu, zdzielę ich kijem hokejowym. - Wyszczerzyła się do nas, po czym w podskokach wyszła z pokoju.
 Widząc pytające spojrzenia reszty, tylko wzruszyłam ramionami, po czym wyszłam z pokoju, kierując się w stronę jadłodajni. Idąc przez korytarz nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Chyba ja tylko to zauważam ... ponad połowa pijawek ... znaczy się wampirów, rozmawiała, uśmiechała się, żartowała lub po prostu przytulała się z nami, wilkołakami. To naprawdę niesamowity widok ... kto by pomyślał, że pomysł dyrektora, który na początku wydawał się absurdalny, podziała ! Pan Sulkin wykonał kawał dobrej roboty. Może faktycznie to zapoczątkuje nową erę ? Erę wielkości ...
  - Melody ! - Pisnął Liam, biegnąc za mną przez korytarz .... a ten przypadkiem nie poszedł do Emily do ogrodu ? Pewnie się zorientował, że jej tam nie ma.
  - Hę ? Tay nie idzie na śniadanie ? Znowu ? To nie zdrowe ... - Powiedziałam cicho, idąc przed siebie wolniej i wbijając wzrok w buty. Tak ... nadal się wstydzę wszystkich do okoła. Znaczy w takim sensie, że panicznie boję się być w centrum uwagi ... nawet jednej osoby.
  - Wiesz jaki on jest. Nie je śniadania, za to na kolację pożera wszystko w wielkich ilościach. - Uśmiechnął się do mnie lekko. - Co myślisz o tych ... no wiesz ... istotach anty magicznych ? - Zapytał cicho, na co ja zmarszczyłam lekko brwi.
  - Są ... ciekawymi rozmówcami ... i ... no cóż, wydają się być godni zaufania. - Wzruszyłam ramionami.
  - Mhm. - Mruknął i już więcej się nie odezwał.
 W pewnym momencie ujrzałam śliczną rudowłosą dziewczynę, idącą ramię w ramię z niską brunetką. Emily i Samanta, BFF'ki, które prawie nigdy się nie rozstają.
  - Śliczna jest ... prawda ? Myślisz, że zgodziłaby się iść ze mną na randkę ? - Zapytał, zahipnotyzowanym wzrokiem patrząc na Emi. Westchnęłam, kręcąc z dezaprobatą głową. Czy on na serio jest taki głupi ? Ta laska na pewne się zgodzi, wampirku, opanuj się !
  - Tak, jest ładna. Myślę, że raczej tak. - Powiedziałam, znów spuszczając wzrok. - Idź z nią pogadaj. - Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, po czym popchnęłam go w stronę dziewczyn. Niestety, użyłam zbyt wiele sił, przez co ten się wyglebał ... Tamte się zaśmiały, pomagając mu wstać.
 Parsknęłam śmiechem, a następnie pobiegłam, w ciszy, w stronę do jadalni. Od razu przysiadłam się do naszego stolika, gdzie dźgając widelcem warzywną sałatkę. Megan pożerała jakąś kanapkę, Skyler pochłaniała naleśniki z czekoladą, Harold wchłaniał żelki, Gregory i Tayler wybrali sobie tosty z serem.
  - Idziecie dzisiaj do NICH ? - Zapytał loczek, specjalnie akcentując ostatnie słowo.
  - Tak. - Odparłyśmy chórem, niewzruszone.
  - Po lekcjach ? - Spytał Tayler.
  - Tam. - Mruknęłyśmy, nadal nie odwracając wzroku od jedzenia.
  - Na długo ? - Zapytał Greg.
  - Nie wiem. - Wzruszyłyśmy ramionami.
  - Ćwiczycie to ? - Spytali zdziwieni.
  - Nie. - Mruknęłyśmy, nie zwracając większej uwagi na nich.
  - Aha ... - Odpowiedzieli nadal zdziwieni.
  - Uwaga, uwaga ! - Rozbrzmiał głos dyrka z głośników, przez co każdy spojrzał w ich stronę. - Ponieważ ostatnio zdarzyły się dość niemiłe, tajemnicze wypadki, zakazane jest wyjście poza mury szkolnego terenu. Nie wolno uczniom opuszczać terenu szkolnego, aż do odwołania. Nauczycielka od chemii, pani Alice McCalter wytworzyła specjalną tarczę, przez którą nie da się prze teleportować i tym podobnym. - Powiedział, po czym rozłączył się.
 Przerażonym wzrokiem spojrzałam na dziewczyny. Dobrze wiedziałyśmy, że mają tutaj monitoring i będą wiedzieć kiedy co będziemy robić ... a to wszystko przez TO COŚ, co zaatakowało Leny'ego.
  - I co macie teraz zamiar zrobić ? - Zapytał pół szeptem Taylor.
  - Mamy dużo czasu, coś się wymyśli. - Skyler wzruszyła lekko ramionami.
  - Dobra, chodźmy już na zajęcia. Nie mam ochoty tutaj dłużej siedzieć. - Mruknęła Megan, patrząc zimnym wzrokiem w stronę elity, w czym również Victorii.
  - Mhm. - Przytaknęliśmy na jej słowa, wstając i wychodząc.
 Taylor i Greg poszli do siebie na zajęcia, a ja z resztą ruszyliśmy do sali 814, na język angielski. Tę lekcję prowadziła Pani Christina Rose, piękna, niska, gdyż mierząca niecałe 166 cm wzrostu, blondynka o karmelowych oczach, które w czasie szału zmieniają swój kolor na niemalże czarny.
 Usiadłam w trzeciej ławce, w środkowym rzędzie, obok Megan. Niestety na tych lekcjach nie mogłyśmy gadać, ani myśleć o niczym innym, jak o tej lekcji ... czemu ? Gdyż Pani Rose czyta w myślach. Jest to strasznie irytujące i denerwujące, jednakże bardzo jej to pomaga w prowadzeniu lekcji ... Nauczycielka zaczęła dość nudny wykład na temat sprawdzianu, który miał się odbyć niedługo.
 Po tym mieliśmy lekcję socjologii z Alex w sali 124. Tak, nikt z nas nie mówi do niej Pani, gdyż po pierwsze, nie życzyła sobie tego, a po drugie, traktujemy ją na równi po mimo sporej różnicy wieku. Jo jest potężną wampirzycą. Ma moc telekinezy, czytania w myślach i potrafi kasować pamięć.
  - Dobrze, kochani, dzisiaj porozmawiamy o dorastaniu każdej istoty magicznej, poczynając od wampirów. - Zaczęła brunetka, przechadzając się po klasie. Jak zwykle, wyglądała olśniewająco. Ciemne włosy miała spięte w wysoki kok. Ubrana była w czarne rurki, fioletową koszulę w granatową, czarną i niebieską kratę, oraz czarne baletki na lekkim koturnie. Jeśli chodzi o makijaż, tylko lekko podkreśliła oczy. -Jak każdy wie, z poprzednich lekcji, istoty magiczne nie są nieśmiertelne, aczkolwiek nie starzeją się. Osiągają ostateczny wiek w dniu swoich urodzin. Potem, choć lata lecą nie ubłaganie, magiczna istota pozostaje w ciele, które wygląda na tyle, ile w dniu ostatecznego wieku. Kiedy taki następuje ? - Zapytała, rozglądając się do o koła. - Pan Styles nam odpowie. - Uśmiechnęła się triumfalnie, a ten przestał się wpatrywać w Skyler, zaczynając się jąkać, na co wszyscy jedynie przewrócili oczyma. - Panienka Hall nas oświeci ?
  - Zależy. Nimfy, nie ważne jakie, dojrzewają ostatecznie od piętnastu lat do dziewiętnastu, a żyją około pięciuset lat, co jest stosunkowo mało, w porównaniu na przykład do nas, wampirów, którzy swój ostateczny wiek przeżywają mniej więcej od osiemnastu, nawet do czterdziestu lat, a żyją tysiąclecia. Wilkołaki mają dokładnie taki sam ostateczny wiek. Jeśli chodzi o czarodziei, od dwudziestego do trzydziestego, a żyją około dwóch tysiąca lat ... - Powiedziała dumnie, na co Alex się jedynie uśmiechnęła, powracając do swojego dalszego wykładu.
  - Hybrydy ... - Zaczęła, a Megan od razu się spięła, słysząc tę nazwę. Położyłam dłoń na jej ramieniu, by ją jakoś wesprzeć i pokazać, że nie jest sama. Ta tylko się do mnie lekko uśmiechnęła, kiwając głową w geście podziękowania. Za ty Skyler ... cóż, patrzyła na nią z pod przymrużonych powiek, a jej twarz od dawna nie była taka poważna.
 - ... wcale nie żyją średnią wieku. W ręcz przeciwnie, dodaje się wszystkie lata, co oznacza, że one na pewno nas kiedyś przegonią. - Odwróciła się na pięcie, powróciła pod tablicę, zaczynając coś pisać, jednak po chwili przerwała. - A tak z innej beczki ... wiecie, dlaczego co tydzień wampiry z naszej placówki dostają krew, a wilkołaki specjalne mięso ? - Zapytała dalej odwrócona do nas tyłem i nie dając nam dojść do słowa, kontynuowała. - Istnieje pewna legenda ... dawno, bardzo, okropnie dawno temu, na tyle dawno, że nikt już nie pamięta kiedy to było, istniały dwa wymiary. Zgadza się, nie tylko jeden, istot magicznych, gdzie mieszkały Driady, Centaury, Jednorożce, czy Syreny ... nie, był również drugi ... zamieszkiwały go istoty nie posiadające żadnych zdolności. Wyglądały jak wampir, jednakże bez kłów. Ich oczy były zawsze jednego koloru. Nie przemieniały się w nic, nie czytały w myślach, czy nie kontrolowały żywiołów. Te dziwne istoty zwane były ludźmi. Wiele z was pewnie o nich słyszało w bajkach ... wampiry i wilkołaki żyły ze sobą w pokoju. Zawsze w zgodzie ... kundle, znaczy się wilki oddawały swoją krew dla nas, pijawek, a w zamian oni pomagali im polować, oraz rozwijać się, jak i chronić. Pewnego razu, przywódca watahy wilkołaków zachorował ... nie była to choroba fizyczna, a psychiczna. Zakazał oddawania krwi, a reszta była mu wierna i oddana, nawet wiedząc, że ma nie po kolei w makówce. Wampiry popadły w prawdziwy szał. Rządne krwi mordowały każdą istotę magiczną, napotkaną po drodze. Rada najwyższych powołała kapłanów i wyrocznię. Wtedy zadecydowali o tym, żeby zamknąć przejście do wymiarów ludzi, by im się nic nie stało. W końcu byli bez bronni ... Jak postanowili, tak zrobili. Przywódca watahy zmarł, a lud wilkołaków stał się wolny. Za to wampiry wybudowały wielki budynek, gdzie każde stworzenie magiczne ma oddać przynajmniej raz w miesiącu krew, by zaspokoić nasz głód ... Istnieją pogłoski, że wymiar ludzi naprawdę istnieje, jednak rada próbuje to ukryć ... - Powiedziała, jednak po chwili się opamiętała, znów bazgrząc notatkę do poprzedniego tematu. - Nie ważne. Zapomnijcie. - Rozkazała. Kątem oka spojrzałam na blade dziewczyny, jak i lokersa. No cóż, widać rada niezbyt starannie ukryła przejście do innego wymiaru ...
 Reszta lekcji minęła spokojnie. Nawet bardzo, bardzo spokojnie. Na dramacie, u Pani Astry dobieraliśmy się w pary i przerabialiśmy scenki "Romeo i Julia", znanego wampirzego poety, który zmarł już ... dość dawno z powodu zakołkowania przez jedną z jego kochanek. Ja byłam w parze z Adamem, Sky z Harrym, a Megan z pewnym wampirzym osiłkiem ... biedulka trafiła na zadufanego w sobie gbura.
 Potem mieliśmy wf, na którym Victoria odstawiła jakieś cyrki tylko po to, by nie musieć się pocić. Za to Caroline dostała piłką w twarz od Niny, która tysiąc razy ją przepraszała. Potem Samanta, potknęła się o własne nogi, wleciała w ścianę i, przy okazji, również w Skyler. Adam zaplątał się w siatkę, gdy graliśmy w siatkówkę, natomiast ja zostałam znokautowana przez Megan, gdy teleportowała się po piłkę ...
 Potem obiad, który był w prost wyśmienity ! Z tego co wiem, naszą kucharką jest jakaś młoda syrena ... i dziwne było to, że podano sushi. Następnie kolejne męczarnie w sali gimnastycznej, tortury na hiszpańskim, chemii, historii i matematyce, niezły ubaw na zajęciach z jazdy konnej, a potem kolacja ...
  - To co w końcu z tym zrobicie ? - Zapytał Liam, patrząc na każdego po kolei.
  - Mogłabym nas prze teleportować ... - Zaczęła Megan, jednak po chwili przypomniała sobie, co mówił dyrektor o teleportacji ... raz, jest niebezpieczna. Dwa ... spalimy się gorzeń niż frytki w frytkownicy, ustawionej na najwyższą temperaturę, w ciągu dwóch godzin.
  - A nie możemy po prostu wyjść ? - Zapytała zdziwiona Skyler.
  - Mają tutaj monitoring ... - Westchnęłam zrezygnowana.
  - Ale gdyby nas nie widzieli ... - Zaczęła blondynka, po czym zniknęła. - ... to przecież by nas nie przyłapali. - Zachichotała, na co wszyscy zrobili minę oświeconego.
  - Sky, jesteś genialna ! - Pisnęliśmy chórem.
  - Przecież wiem. - Znów stała się widzialna, po czym przewróciła oczyma.
  - Dobra, mamy plan ... po kolacji idziemy do nich, no nie ? - Spytał Greg z zaciekawieniem.
  - O nie, nie i jeszcze raz nie. Idę tylko ja, Meg i Mel. - Mruknęła Sky.
  - Ale dlaczego my nie możemy ? - Oburzył się loczek.
  - Bo nie. - Wytknęła im język, po czym wstała, odniosła swoje naczynia i najprościej w świecie, wyszła z pokoju.
  - Patrzcie, jestem Victoria ! - Pisnęła na cały głos Megan, biorąc w ręce dwie pomarańcze i przykładając je sobie do biustu.
- Jestem taka piękna, boska i coś tam, coś tam. - Mówiła, próbując naśladować wysoki głos Vici, przez co każdy przy naszym stoliku, jak i również przy niektórych na sali, wybuchł śmiechem.
  - Przestań. - Skarcił ją Greg i Liam, na co ta z naburmuszoną miną, odłożyła owoce.
  - Podcinacie mi skrzydła. - Prychnęła wstając, odkładając naczynia, po czym wyszła.
 Westchnęłam ciężko, kręcąc z dezaprobatą głową. Wstałam, pożegnałam się ze wszystkimi, a następnie opuściłam tamto pomieszczenie, biegnąc za dziewczyną. No nie powiem, żart nie był taki zły ... ale fakt faktem, że był nie zbyt na miejscu, zwłaszcza, że był wśród nas brat Victorii ... który w sumie też jej nie lubi.
  - Megan ! Chodźmy się lepiej przygotować na nasze małe spotkanie. - Powiedziałam cicho widząc, że korytarz jest całkiem pusty.
  - Jasne. - Przytaknęła z lekkim uśmiechem.
 We dwie poleciałyśmy szybko w stronę naszego małego mieszkanka. Tam Magic poprawiła sobie makijaż, tak samo jak Ler. Ja jedynie poprawiłam swoją fryzurę.
  - Chodźcie. - Mruknęła Angel, a my ustawiłyśmy się w kółeczku. Ona coś szepnęła i mocno zacisnęła powieki.  Megan wypowiedziała jakieś słowa, byśmy mogły w raz z nią przechodzić przez ściany. Użyła do tego swojej mocy, a nie zaklęć. Czemu ? Gdyż magia czarownic wcale nie jest bezpieczna, często zawodzi i nie ma zaklęć na wszystko ... bolesne, aczkolwiek prawdziwe. Za to ja ... cóż, ja nic nie zrobiłam. Nie umiałam, nie miałam takich wspaniałych zdolności jak one ...
  - Idziemy. - Szepnęła Skyler, na co wszystkie przytaknęłyśmy i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Przechodziłyśmy przez ściany, przechodziłyśmy obok innych, a oni ani nas nie widzieli, ani nas nie słyszeli, ani nas nie czuli ... to było niezwykłe ze względu na to, że ciągle chciało mi się kichać, gdyż uderzały ode mnie różne zapachy na raz. W pewnym momencie, gdy byłyśmy tuż przy wyjściu, gdzie stało wielkie biurko, a za nim Emma, szkolna, śliczna sekretarka, pisząca coś w laptopie. Obok niej siedziała Diabolina, jej biała, perska kotka. Gdy tylko zaczęła syczeć, Pani Holt od razu podniosła wzrok z nad lapka, rozglądając się do okoła. Ler i Meg strasznie spanikowały, rozglądając się na wszystkie strony, a ja przeklnęłam w duchu.
  - Diabolino ! Bardzo cię proszę, siedź cicho. Jesteś grzeczną, dumną i piękną kotką, która na pewno nie chce pokazać się od złej stronie żadnemu wampirowi, ani wilkołakowi, który jak wiesz, zmienia się w psa. - Szepnęłam do niej, a ta od razu umilkła. - Jak już wspominałam, jesteś cudowna. A teraz unieś pyszczek z dumą i pobiegnij jak najdalej stąd w ucieczce prze Emmą, zgoda ? - Zapytałam. Ta prychnęła i wykonała moją prośbę, a jej właścicielka od razu rzuciła się za nią w pościg.
  - Rozmawiasz ze zwierzętami ? - Zapytały chórem.
  - Ciszej. Tak, rozmawiam ... - Uśmiechnęłam się do nich, po czym pobiegłyśmy w stronę chatki Leny'ego przez śnieg.
 Nie, nie jesteśmy głupie. Skyler wywołała potężną wichurę, która zmiotła wszystkie nasze ślady. Gdy w końcu doszłyśmy, od razu wparowałyśmy do środka, zrzucając z siebie ten przeklęty, zimny śnieg.
  - Zgroza ... - Westchnęła blondynka, trzęsąc się z zimna.
  - Takie klimaty. - Wzruszyła ramionami Magic, idąc w stronę kuchni.
 W zimę jest tutaj zawierucha, wszystko zakrywa biały puch, jest okropnie zimno ... w wiosnę całą przyroda budzi się do życia, jest dość ciepło, wieje lekki wiaterek ... w lecie potworny, dobijający upał, przy którym ledwo możesz się schłodzić ... a jesień ? Jedna, wielka chlapa, ciągle pada, wieje por wisty wiatr ...
  - Cześć. - Przywitał się Leny, siadając na kanapie, obok Skyler, Nialla i Zayna. Na obu fotelach po bokach usiadłam ja i Meg, za to Louis klapnął na podłodze.
  - Bry. - Mruknęłyśmy wszystkie, uśmiechając się do nich lekko.
  - A gdzie reszta ? - Zapytał Malik, masując kark.
  - Założyli nam monitoring w szkole i założyli tarczę obronną na zaklęcia, by nikt nie wyszedł z akademii, ani żeby nikt nie wszedł. Dyro dowiedział się o tych tajemniczych atakach ... zamordowano jedną sprzątaczkę, starą wampirzycę na terenie szkolnym. - Powiedziałam cicho, wbijając wzrok w emu.
  - To jak tu przyszłyście ? - Zapytał zdziwiony Leny.
  - Długa historia ... powiedzmy, że to zasługa Sky z jej genialnymi pomysłami i zdolnościami panowania nad kolorami. - Wzruszyła ramionami Megan.
  - No i oczywiście, również nasza Flora coś zdziałała. Taka jedna, wredna kotka się na nas napuszyła i pewnie by nas wydała, ale Meli sobie z nią pogawędziła i było git ! Może kiedyś ją zaprosimy na mleko i sardynki ? - Zaśmiała się Ler.
  - A ... ale to też zasługa Megi. Dzięki niej mogłyśmy przechodzić przez ściany i nikt nas nie wyczuł ... - Powiedziałam cicho z uśmiechem.
  - Fascynujące ... - Powiedział cicho Nialler, przyglądając nam się.
  - Ale w jakim sensie ? - Zapytaliśmy wszyscy chórem.
  - Bez siebie nawzajem nie możecie żyć, no nie ? Powiedzcie, wyobrażacie sobie, że jedna z was odchodzi z akademii ? Lub umiera ? - Spytał, na co my zbladłyśmy, aczkolwiek kiwnęłyśmy przecząco głową. Taka prawda, nie umiałabym wytrzymać bez tych dziewcząt. - A wcześniej nie znosiłyście przeciwnego rodu ... do tego nie znałyście się jakiś tydzień temu i każda miała o sobie nawzajem inne zdanie ... - Mruknął.
  - No i ... ? - Zdziwiła się Ler.
  - Moim zdaniem łączy was jakaś dziwna, czarymarska więź. - Podsumował.
  - WTF?! - Pisnęła Megan, unosząc brwi ku górze.
  - Zastanówcie się nad tym, co powiedziałem. - Przewrócił oczyma, po czym zerknął na zegarek. - Dwudziesta pięć ... - Westchnął ciężko.
 I w tym momencie zadzwonił telefon Sky. Ta wściekła odebrała i zaczęła się wydzierać na Stylesa, wychodząc z pokoju.
  - Słuchajcie, mam do was pytanie i pewien pomysł, ale będzie on wymagał poświęcenia ... bo jeśli chcecie bardzo wrócić ... - Zaczęłam, jednak oni mi przerwali.
  - Nie chcemy. - Powiedzieli cicho.
  - CO ?! - Pisnęłyśmy, plus jeszcze Leny.
  - Chcemy tutaj zostać. - Odparł Louis z poważną miną, patrząc na każdego po kolei.
 Po plecach przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Czy to możliwe, żeby ... oni tutaj mogli zostać ?!
  - Hej, coś mnie ominęło ? - Zapytała Ler, wchodząc do pokoju i widząc nasze blade twarze.

***

Bry moje kochane króliczki ! Ach, nie ma to jak przesłodzone powitanie, no nie ? xD
Powiem wam w sekrecie, że początek tego rozdziału poszedł mi strasznie trudno. Miałam nawet napisany sen naszej Mel, ale stwierdziłam, że lepiej będzie bez niego. Jeśli mam być szczera, napisałam go z przyjaciółką, która nie wyraziła nawet zgody, nawet jej o to nie spytałam xd, czy mogę go tutaj dodać ... no i ten. W końcu dodałam ! Cieszcie się ! Mam nadzieję, że wam się podoba ^^
Bay <3

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 5


Perspektywa Magic

Przeciągnęłam się na łóżku i podniosłam się do pozycji siedzącej. Wzięłam wczoraj naszykowany zestaw ciuchów i poszłam leniwie do łazienki.
- Skyler wyłaź ! – zaczęłam walić w drzwi.
- Heloł ja tu się szykuje na bóstwo ! – oburzyła się przyjaciółka.
- Przecież i tak Hazza cię kocha ! – zachichotałam.
- Eee bez takich mi tam pod drzwiami ! – wydarła się.
- No to się ruszaj ! – wywróciłam oczami. Bosz poco ja się kłócę, jak mogę sobie sama drzwi otworzyć xD Pstryknęłam, i zamek sam się otworzył. Sky siedziała na szafce przy umywalce i malowała paznokcie.
- Naprawdę -.- mogłaś malować paznokcie w salonie w sypialni lub na balkonie gdziekolwiek, a ty zajmujesz łazienkę na serio. – spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Oj tam czepiasz się. – wywróciła oczami i wyszła z łazienki. Przemyłam buzię i umyłam zęby. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam ciuchy.
Gotowa poszłam do salonu, gdzie było dość cicho, czyżby chłopcy dzisiaj do nas nie przyszli co za szok O_O Weszłam, a tam spokojnie siedzi Sky i kończy malowanie paznokcie, a Mel czyta książkę.
- Co powiecie na obudzenie tych debili ? – zapytała, a im aż oczy zalśniły. W sekundę byłyśmy pod pokojem Li, Hazzy, Taya i Adama. Sky poszła oczywiście do Hazzy, Mel do Adama, a ja do Li później obudzę Taylora.
- Liam szybko Emily chce się z tobą umówić ! – wydarłam się i zaczęłam nim potrząsać.
- Co … jak … gdzie … - zaczął się szybko ubierać, a ja zaczęłam się tarzać ze śmiechu po jego łóżku.
- Zemszczę się. – spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.
- Też cię kocham braciszku. – posłałam mu buziaka w powietrzu i przeniknęłam do pokoju Taya. Za ścianami słyszałam śmiechy i krzyki znajomych.
- Wstawaj, wstawaj, wstawaj !!! – zaczęłam skakać po jego łóżku … no w większości po nim.
- mamo jeszcze pięć minut … - wymamrotał zakrywając twarz poduszką.
- Ej, ej, ej to ja Megan ! Nie ma spania miśku ! – dalej skakałam jak opętana, aby po chwili opaść na jego miękkie łóżko.
- Nie za co ja chcę weekend … - powiedział z twarzą w poduszce.
- Spoko kocie już nie długo :D – wyszczerzyłam się.
- No jak tek pięknie do mnie mówisz to już wstaję, koteczku ty mój. – powiedział i spojrzał mi prosto w oczy, po czym oboje wybuchliśmy nieopanowanym śmiechem. Boże kocham go jak brata zawsze mogę liczyć na to że poprawi mi humor, pomoże lub po prostu będzie przy mnie.
- Która w ogóle jest godzina ? – spojrzał na mnie nadal zaspanym wzrokiem kumpel.
- Za piętnaście ósma :D – wyszczerzyłam się.
- Co ! Idę się szykować … - wybiegł z sypialni jak poparzony na co ja wzruszyłam ramionami.
- Co tam hołota ? – wpadłam do salonu ze smailem.
- A nic. – powiedział Adam.
- A ty co taka wesoła ? – zapytał Hazza i w tej chwili przybiegł Tay i uprzedził moją wypowiedź.
- No wiece w końcu postanowiliśmy się ujawnić w naszym związku. – powiedział z powagą, ale wiedziałam ze robi sobie jaja. Oczywiście zachowałam powagę i żeby się nie zdradzić myślę że to prawda.
- To takie wspaniałe znaleźć kogoś kto odwzajemnia twoje uczucia. – powiedziałam i obdarowałam Taya buziakiem, który wyglądał na dość namiętnego. Boże kocham robić sobie z nich jaja. Ich miny były przekomiczne mieli rozdziawione buzie i myślałam ze oczy im z orbit wyjdą.
- A … a … ale że co ?!? – jąkał się Sky. Na co z Taylorem wybuchliśmy śmiechem.
- Żałujcie że nie widzicie swoich twarzy. – powiedziałam między napadami śmiechu.
- Wyglądacie komicznie. – dodał Tay i przybiliśmy sobie piąteczkę.
- Czekajcie bo mam nie ogar … co przed chwilą się stało. – zająkał się Liam.
- Właśnie zostaliście zrobieni w balona … oklaski dla wspaniałego pomysłu Taylora Blacka … - wskazałam na kumpla.
- … i genialnej aktorki Megan Wilson. – pokazał na mnie Black.
- A wam co się stało, miejscówkę zmieniliście ? – wparowała do salonu Alexandra.
- Tak jakoś wyszło. – uśmiechnęła się nadal oszołomiona Sky.
- Tak już idziemy na śniadanie, szefie. – powiedział Hazz.
- Ej, ej, ej Styles ty sobie na słowa uważaj, że ja muszę was niańczyć. – powiedziała zmarnowana i tyle ją widzieliśmy. W parę sekund byliśmy przy naszym stoliku z jedzeniem na talerzach. Adam od nas przesiadł się do Niny, która przywitała go słodkim buziakiem. Mel siedział zaciskając z całej siły pięść … boże nie poznaję tej dziewczyny, co się z nią dzieje. Wiem że kocha Adama jak brata, ale żeby aż tak była wkurzona, może wie o Ninie coś czego my nie wiemy …
- Meg słuchasz mnie. – potrząsnęła mną Skyler.
- Tak … znaczy co mówiłaś. – uśmiechnęłam się do niej niewinnie.
- Pytałam co powiem Alex jak będzie pytać czemu nie byliśmy wczoraj na lekcjach. – spojrzeli na mnie wszyscy.
- A co ja jestem, sami coś wymyślcie. – spojrzałam na nich znudzona.
- Za wcześnie na myślenie … - ziewnął Hazza.
- Powiedzmy prawdę … - palnęłam zajadając się sałatką owocową. Poczułam na sobie przenikliwe i zdziwione spojrzenia znajomych.
- Czy ciebie już totalnie coś pogięło ?!? – pisnęła Skyler.
- No może nie cała prawdę … no wiecie powiemy że coś się stało Lenemu, a że nie było czasu do stracenie to musieliśmy mu pomóc bo był w bardzo złym stanie i nie mieliśmy jak wezwać pomocy :D  - wyszczerzyłam swoje ząbki, a reszta zaczęła coś rozmyślać.
- Hmmm … całkiem dobry pomysł. – poklepał mnie po ramieniu Liam.

***

Jako pierwszą lekcję wybrałam dzisiaj jazdę konną. Przebrana w bryczesy i ciepły sweter poszłam razem z Sky i Mel do stajni.
- No to na początku proszę o wyczyszczenie waszych koni i osiodłanie ich. – powiedziała pani Sulkin z zadartym do góry nosem. Nie lubię tej nauczycielki, myśli sobie że jak ma męża dyrektora to wszyscy musimy ją traktować jak wielką królową. Nie trudno się domyślić po kim Victoria ma charakterek. Tylko Greg jest normalny w tej ich rodzinie. Stanęłam obok mojego konia, nazywa się Istra (Is). Jest to dwuletnia klacz rasy ukraińskiej o maści palomino. Jedno pstryknięcie i moja klacz była już czysta. Osiodłałam ją i razem z przyjaciółkami wyszłyśmy na polanę, gdzie czekała na wszystkich pani Anastazja. Gdy wszyscy już się zebrali, wsiedliśmy na konie i zaczęliśmy zmierzać kłusem za nauczycielką. Na dzisiejszej lekcji mieliśmy skakać przez przeszkody. Jestem tak podekscytowana, że zaraz padnę na zawał :D Kocham jazdę konną jak taniec oba zajęcia pozwalają mi się od stresować. Jako pierwsza przez przeszkody pobiegła pani Sulkin i pokazała nam co i jak. Następnie biegli uczniowie.
- Nienawidzę tej nadętej baby. – mruknęłam do Mel, patrzącej z podziwem na nauczycielkę.
- Ja tam ją uwielbiam. Widać, że na pierwszym miejscu stawia dyscyplinę. – powiedziała ze śmiechem.
- Pff. – prychnęłam.
- Może panienki przestaną sobie plotkować, a zaczną skakać ? – zapytała, mrużąc gniewnie oczy, pani Sulkin. No ja nie wytrzymam zaraz ... Westchnęłam ciężko, przewracając oczyma, po czym razem z Is zaczęłam galopować przed siebie, w stronę pierwszej przeszkody. Po chwili szarpnęłam lekko, szepnęłam cicho zaklęcie, po czym klacz skoczyła, na tle fajerwerek. Z triumfalnym uśmiechem, podeszłam do grupy.
  - Mam dla ciebie propozycję .... – zaczęła nauczycielka, wsiadając ponownie na swojego czarnego ogiera.
- Następnym razem, zamiast się popisywać, po prostu skocz. Grunt to skromność. – zarzuciła włosami do tyłu, po czym poprowadziła nas z powrotem w stronę szkoły. Bosz i o skromności gada taki zadufany w sobie babsztyl -.-
  - Co za baba. – mruknęłam pod nosem z niesmakiem, na co Mel popadła w śmiech.

***

Reszta lekcji minęła w miarę spokojnie, no może poza socjologią na której musiałyśmy się tłumaczyć z wczorajszej nieobecności. Na szczęście nie było z tym naszym kłamaniem za dużo problemów i Alex we wszystko uwierzyła. O 17 byłyśmy w pokoju wparowałyśmy do naszego salonu, a ja bezwładnie opadłam na kanapę.
- Nie mam siły na nic …. – powiedziałam zmarnowana.
- To znajdź musimy zobaczyć co u Leniego. – powiedziała uradowana Skyler.
- No właśnie wstawaj ! – popędziła mnie Mel.
- Dobra, ale i tak nigdzie nie idę …. – powiedziała, a one spojrzały na mnie jak na idiotkę. Pstryknęłam palcami i już byliśmy w chatce leśniczego.
- Moglibyście się ubrać, już po 17 …. – powiedziałam patrząc na chłopaków w samych bokserkach, którzy próbują zasłonić się wszystkim co im w ręce wpadnie.
- Mogłybyście się tak nie zjawiać ! – oburzył się Louis.
- Po prostu Meg nie chciało się chodzić …. – wywróciła oczami Skyler, a ja opadłam na kanapę.
- Yyy Meg bo mamy do cb sprawę …. – zaczął Niall.
- No wiesz bo my tu nic nie mamy …. – dodała Zayn.
- Potrzebujemy jakiś ubrań …. – zakończył Lou i uśmiechnął się uroczo jak mała dziewczynka. W ogóle o tym zapomniałam … no bo niby skąd by wzięli ciuchy, głupia ja xD
- Jasne u was w pokojach już są szafy, wypełnione ciuchami … nie znam waszego stylu, ale mam nadzieję że się spodobają. – oznajmiłam ich, a oni szybko tam pobiegli.
- Kompletnie zapomniałam że oni nic nie mają …. – powiedziała Mel siadając przy stole i zaczęła jeść ciastka.
- No nie tylko ty. – zaśmiała się Sky i usiadła na ziemi opierając się o ścianę. Zamyśliła się i nawet nie zauważyła jak wrócili chłopcy.
- A gdzie jest Leny ? – zapytała Mel.
- Śpi, bo źle się czuł. – odpowiedział szybko Niall.
- Co ?! Jak ? Co się stało ! – zapytałam podskakując na równe nogi z kanapy. Chłopaki zaczęli ze mnie brechtać.
- Co w tym śmiesznego … bawi was to że się martwię. – zapytałam z oburzeniem.
-  Bo ty tak śmiesznie podskakujesz ... i marszczysz nos jak królik. – parsknął śmiechem Lou. Spojrzałam na niego z rozdziawioną buzią i wielkimi oczami.
- Pożałujesz tego co właśnie powiedziałeś …. – spojrzałam na niego z pod byka i już miałam go w coś zmienić, ale do domku wparował Li, Hazz, Greg i zdziwieni Tay i Adam. Zapomniałam że oni nic nie wiedzą. Taylorowi oczy odrazy zmieniły się na żółto czarne, a kły wysunęły się. Boże czemu oni mu nic nie powiedzieli przed przyjściem tu ?!?!
- Tay spokojnie, nie rób im krzywdy …. – znalazłam się przy nim w mgnieniu oka.
- Kto to. – spuścił wzrok i spojrzał prosto w moje oczy.
- Yyy zwykli ludzie …. – powiedziałam trzymając go za dłonie nie chciałam żeby zrobił coś głupiego. I tak nie miałabym z nim szans w starciu sił, ale może na trochę bym go zatrzymała. Widziałam w jego oczach pożądanie i chęć krwi.
- Co ?!? – powiedzieli w jednym momencie Adam i Tay.
- Przecież to bajki …. – zakpił szatyn.
- Jednak nie. – wcięła się Sky i usiadła obok Hazzy, który ją objął.
- Ale skąd oni tu ? – spojrzał zaciekawiony Adam.
- Bo Mel znalazła przejście do ich świata i nas tam zaprowadziła …. No i w tym czasie jak tam byłyśmy oni przeszli do naszego wymiaru …. – wyjaśniłam chłopakom.
- Yyy ... – patrzeli na mnie jak na idiotkę, na co Skyler pacnęła się w czoło.
- Dawno, dawno temu były sobie dwie piękne wampirzyce, które pociągały każdego mężczyznę, oraz śliczna wilkołaczka. Przyjaźniły się one nie tylko ze sobą, ale również z oszołomami, nie rozumiejącymi praktycznie nic. I ta wilkołaczka zaprowadziła wampirzyce do ogromnej, czarymarskiej skały, skąd wyszli prawdziwi ludzie, znani z legend. Jedna z nich wpadła na genialny pomysł, by zatrzymali się u wielkiego jak góra, leśniczego w chatce w lesie. Potem mała wpadka, przez co dowiedziała się połowa oszołomów, a następnie kolejna, gdzie poznała się cała reszta. Koniec bajki. – przewróciła oczyma Skyler, jednak oni nadal mieli otwarte buzie na oścież.
- Uważajcie, bo wam mucha wpadnie. – zaśmiał się Louis.
- Wal się. – prychnął Taylor, wysuwając kły, na co ten cofnął się to tyłu cały blady.
- Już siedzę cicho ... króliku, ratuj ! – wydarł się, wskakując mi na plecy.
- Złaź ze mnie ! – krzyknęłam, szarpiąc się, a ten przyczepił się jak rzep do psiego ogona ...
- Już, już króliczku …. – podniósł ręce w geście obrony, reszta prócz Taya zaczęła się chichrać. Coś czuję że on go nie polubi.


___________________________________


No to jako pierwsze to chcę was BARDZO, BARDZO przeprosić, że musiałyście tyle czekać, ale mam naprawdę sporo nauki. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;) Że dzisiaj pojawił się rozdział możecie też podziękować Sylwii bo mi pomogła w pisaniu ... kocham cię kocie <3
A teraz pisać mi w komentarzach jak wam się rozdział podoba ...? Liczę na wsze szczere opinie i jak macie jakieś pytania do nas lub bohaterów to czekamy ... ;D To ja kończę jeszcze raz przepraszam <3