wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 11

Perspektywa Magic

Wszyscy byliśmy zdziwieni tym co dzieje się w szkole. To podejrzane, bo wcześniej każdemu cotygodniowa dawka krwi starczała. Siedzieliśmy w hotelu, a moje myśli ciągle zaprzątał wczorajszy wieczór. Muszę tam wrócić. Muszę się dowiedzieć czy to moi rodzice i dlaczego mnie porzucili. Nawet nie mogłam ich poznać. Zostawili mnie jako niemowlę zostawiając łańcuszek.
- Megan. - spojrzał na mnie wymownie Liam.
- Liam to moja sprawa ! - syknęłam wkurzona pokazując kły. Nie będzie czytał mi w myślach. Zatrzymałam jego moc i poszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wyszłam na balkon i głęboko wciągnęłam powietrze i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
- Megi ... co się dzieje ? - obok mnie pojawiła się Angel (Skyler).
-  Sky ja ... - wróciłam do sypialni i usiadłam na łóżku opierając się o bezgłowie. Po chwili była już przy mnie Skyler. Oparłam głowę o jej ramię i postanowiłam jej powiedzieć co się stało.
- No bo ostatnio znalazłam na strychu w domu Liama karteczkę z adresem i klucz. Było to w moich rzeczach więc pomyślałam, że to adres mojego dawnego zamieszkania. Był to adres w Nowym Jorku więc tak jakby się zgadzało w końcu stąd pochodzę. No i jak w końcu zdążyła się okazja że odwiedziłam NY to pojechałam do tego domu i myślałam że zastanę jakiś opuszczony dom, bo przecież wszyscy mówili że nic o nich nie wiedzą, że mnie porzucili, że pewnie już nie żyją. A tu nagle oni żyją sobie zadowoleni jak gdyby nigdy nic i cieszą się życiem. To mnie zabolało. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Meg nie wiem jak mogę ci pomóc, ale wiem że powinnaś tam pojechać jeszcze raz i z nimi porozmawiać. Wiem to głupio zabrzmi, ale może mieli jakiś powód że cię zostawili, może chcieli dla ciebie lepszego życia. - powiedziała pocierając moje plecy na pocieszenie.
- Taa chyba lepsze życie dla siebie bez zbędnego bachora. - syknęłam.
- Będzie dobrze zobaczysz wszystko się ułoży. - uśmiechnęła się do mnie. Jeny jak dobrze, że mam najwspanialszych znajomych na świecie mimo że mnie czasem wkurzają to i tak ich kocham nad życie.
- Dzięki Sky, że jesteś przymnie to dla mnie ważne. - przytuliłam ją mocno.
- Też się cieszę, że cię mam Megan. - odwzajemniła mój czyn i razem wróciłyśmy do salonu, gdzie wszyscy coś oglądali. Od razu rzuciłam się na Liama i mocno go przytuliłam.
- Sorry brat wiesz, ze cię kocham. - zrobiłam słodkie oczka.
- Wiem, wiem ja ciebie też młoda. - przytulił mnie i wszyscy zaczęliśmy jakiś film.

~*~

Ziewnęłam i zaczęłam się leniwie przeciągać. Cholera coś mi się w plecy wbija. Odwróciłam się i BUM! spadłam z kanapy. Taa ja i moje szczęście. Przez niemiłe przywitanie z podłogą natychmiast się wybudziłam. Reszta spała dosłownie rozrzucona po całym salonie. Poszłam do sypialni i wzięłam czyste ubrania. Zamknęłam się w łazience i wzięłam długi gorący prysznic. Umyłam żeby i ubrałam czyste ciuchy. Wróciłam do kuchni i zastanawiałam się co zjeść. Z nami to jest tak każda istota dojrzewa  w różnym wieku. Jak osiągniemy dojrzałość osobista automatycznie przestawiamy się tylko na krew i wszystko co jedliśmy wcześniej wręcz nam szkodzi. Hmm to dziwne, ale no cóż bywa. A wracając do krwi to od niedawna pragnienie znacznie zaczęło mi dokuczać. Stałam się bardziej agresywna i łatwiej mnie wkurzyć. Oby to nie miało takich konsekwencji jak u innych uczniów. Nie chce nagle wybuchnąć jak wulkan i siać spustoszenie. Zjadłam płatki i postanowiłam pojechać do rodziców o ile to w ogóle powinnam tak na nich mówić. Napisałam karteczkę znajomym i bratu i pakując do torebki najważniejsze rzeczy wyszłam z pokoju. Zjechałam na dół i grzecznie przywitałam się z recepcjonistką, która zrobiła to samo. Wyszłam z hotelu i poszłam do kawiarni na przeciwko. Kupiłam karmelowe cappuccino i wcześniej płacąc poszłam na postój taksówek. Wsiadłam do wolnej i podałam kierowcy adres. W trakcie drogi zastanawiałam się co im powiem i jak zacznę rozmowę, ale wszystkie opcje wydawały mi się beznadziejne.
- Panienka wysiada ? - zapytała starszy mężczyzna.
- Tak już proszę reszty nie trzeba. - uśmiechnęłam się i wysiadłam z auta. Weszłam na ganek i lekko się zachwiałam. Może jednak nie powinno mnie tu być. Co tam raz kozie śmierć. Zapukałam i przełknęłam głośno ślinę .... cholera w co ja się wpakowałam. Otwarła mi kobieta i spojrzała na mnie dziwnie. Była piękna miała duże brązowe oczy i kasztanowe włosy, a jej sylwetka była nienaganna. To czarownica.
- Ja .. - jęknęłam i totalnie odebrało mi głos.
- Mogę ci w czymś pomóc ? Ostatnio nie dałaś nam dojść do słowa i uciekłaś ? - spojrzała na mnie z wyczekiwaniem.
- Możemy porozmawiać ? - zapytałam speszona.
- Taak. - powiedziała niepewnie i wpuściła mnie do domu. Zdjęłam buty i płaszcz i za kobietą poszłam do salonu. Usiadłyśmy na kanapie i przez chwilę milczałyśmy. Nie wyczułam jej męża pewnie jest w pracy. Kobieta lustrowała mnie wzrokiem, który zatrzymał się na medaliku na mojej szyi.
- Skąd go masz ? - uważnie mi się przyglądała.
- To moja jedyna pamiątka po rodzicach. - powiedziałam, a w jej oczach pojawiło się zdziwienie.
- Dlaczego mi to zrobiliście ? - zapytałam prosto z mostu, a ją zatkało.
- Dlaczego mnie porzuciliście ... - spojrzałam na nią smutnym wzrokiem.
- Megan to naprawdę ty ? - spojrzała na mnie niepewnie.
- Czy wyglądam na osobę która robiła by sobie w tym momencie żarty. - zadałam jej retoryczne pytanie.
- Tak się cieszę, ze cię widzę. - rzuciła mi się na szyję i mocno mnie przytuliła. No ona sobie chyba jaja robi. Odsunęłam się od niej i spojrzałam ze łzami w oczach.
- Czy wy wiecie co ja przez was przeżywałam. Czułam się jak wyrzutek, jak nie potrzebny nikomu śmieć. Porzuciliście mnie jak jakąś bezużyteczną zabawkę. Bo poco użerać się z bachorem lepiej go oddać i żyć jakby nigdy nic się nie stało prawda !? - syknęłam wściekłą. Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej głos z przedpokoju.
- Jestem w domu kochanie. - krzyknął mężczyzna.
- O widzę, że mamy gościa jestem Rob Wilson, a ty młoda damo ? - spojrzał na mnie uśmiechnięty zaraz wybuchnę.
- Megan Wilson mówi ci to coś TATO ? - zaakcentowałam ostatnie słowo, a on spojrzał na mnie później na swoją żonę i tak kilka razy.
- A może ten pieprzony łańcuszek wam pamięć odświeży. - zerwałam go i rzuciłam mu pod nogi.
- Meg to nie tak jak myślisz. - powiedział łapiąc mnie za ramię.
- Nie dotykaj mnie. - syknęłam zrzuciłam jego rękę.
- My nie mieliśmy wyboru. - dodała jego żona.
- Oczywiście nie mieliście wyboru ! - powiedziałam już naprawdę wkurzona. Spojrzałam na swoje dłonie całe drżały i gdzieniegdzie pojawiły się czarne widoczne żyło. Co się dzieje ?!
- Megan dziecko co ci się dzieje ?! - zapytała spanikowana kobieta.
- Nie podchodź do mnie ! - powiedziałam cała roztrzęsiona. Co się ze mną do cholery dzieje !?! Stawiłam dwa kroku w tył i poczułam jak kolana uginają się pode mną. Podparłam się o stół dłońmi które były całe w czarnych żyłach. Nagle wszystko stało się rozmazane, a następnie czarne i ten cholerny przeszywający ból od środka.

~*~

Szłam białym korytarzem to chyba szpital, albo jakaś klinika. Wszyscy gdzieś biegli kompletnie mnie nie zauważając. W każdym pokoju pipkały jakieś urządzenie. Rozglądałam się czułam się jakoś inaczej, jakby w innym świecie. A może ja nie żyje może umarłam i to tu trafiają wszystkie dusze. Na końcu korytarza zobaczyłam moich znajomych i rodziców siedzieli załamani. Chciałam do nich podbiec i zapytać co się dzieje czemu są smutnie, ale nie mogłam się ruszyć. Coś powoli zbliżało mnie do nich, ale nie mogłam ruszyć nogami. Liam darł się i siłował z lekarzami, ale to nic nie dawało trzymali go z dala od sali do której chciał się dostać. Był rozhisteryzowany i wyglądało, że szybko mu nie przejdzie. Gdy znalazłam się przy nich mówiłam do nich, krzyczałam, darłam się, ale nie słyszeli mnie nie zwracali na mnie uwagi byłam bez silna. Podeszłam do sali do której chciał dostać się mój brat i zobaczyłam swoje ciało. Lekarze darli się : Tracimy ją ! Dajcie defibrylator !
Wyglądałm strasznie białą jak ściana i na całym ciele czarne żyły. Lekarz przyłożył do mojej klatki maszynę i nagle poczułam mocny ból jakby ktoś uderzył mnie maczugom prosto w płuca. Wszystko znów stało się czarne.
Głęboko wciągnęłam powietrze i gwałtownie usiadła. Światła oślepiały mnie, a lekarze krzyczeli nad moim uchem.
- Megan słyszysz mnie ? Jeśli tak zamrugaj oczami. - powiedział, a ja wykonałam polecenie.
- Połóż się .. pamiętasz co się stało ? - zapytał, a ja przecząco pokręciłam głową.
- Chce zobaczyć brata. - powiedziałam zachrypłym ledwo słyszalnym głosem.
- Musisz teraz odpocząć. - powiedział podłączając jakieś maszyny do mojego ciała. Z kroplówek sączyła się krew wprost do mojego zmarnowanego i obolałego ciała.
- Chce go zobaczyć. - syknęłam wyczerpana. Wszyscy wyszli, a po chwili do sali wszedł mój brat.
- Boże Megi co się stało ?! Jak się czujesz ?! - mówił spanikowany i ze łzami w oczach.
- Jestem wykończona .. - wymamrotałam, a on usiadł koło mnie i złapał mnie za dłoń.
- Co się stało. - szepnęłam.
- Nie wiem dokładnie. Z twojego telefonu zadzwoniła spanikowana Amanda i powiedziała że straciłaś przytomność i wyglądałaś jakby coś cię opętało więc szybko przyjechaliśmy do szpitala. Lekarze nie wiedza przez co to, ale ja podejrzewam że to coś związanego z krwią podawaną nam w szkole. Jak wiesz nie jesteś pierwszą ofiarą. - powiedział.
- Liam chce do domu. - szepnęłam wtulając się w jego ramie. 
- Meg nie wypuszczą cię ze szpitala. - dał mi buziaka w czoło. Nie chce tu być.
- Reszta dzisiaj leci do akademika ja z tobą zostanę. - dodał.
- Nie możesz opuszczać szkoły nie przeze mnie. - wymamrotałam cicho.
- Nie przejmuj się szkołą Megi teraz ważne żebyś wróciła do zdrowia. - uśmiechnął się.
- Chce się z nimi pożegnać. Możesz ich zawołać. - poprosiłam, a po chwili mój brat wrócił ze Sky, Mel i Hazzą.
- Jak się czujesz mała. - spojrzała na mnie Skyler.
- Jak was widzę to lepiej. - uśmiechnęłam się lekko.
- Obyś szybko wróciła do zdrowia. - powiedziała Mel.
- Jak wrócicie do szkoły dowiedzcie się co oni nam dają i co z Adamem i Caroliną. - poprosiłam ich i wszyscy mnie przytulili na pożegnanie i poszli.
- Odpocznij, a ja zadzwonię do rodziców. - złapał za komórkę i wyszedł. Jestem tak wyczerpana, ze nawet nie mam siły myśleć. Głowa mi pęka zaraz coś rozwalę. Od środka mnie rozsadzę chyba pójdę spać może poczuje się lepiej. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w krainę snów.
Obudziłam się wyjątkowo wypoczęta i czułam się jak całkowicie nowa osoba.
- Lilo. - szturchnęłam brata śpiącego na fotelu obok łóżka.
- Młoda jeszcze pięć minutek. - wymruczał zdejmując słuchawko z uszu.
- Leń. - wywróciłam oczami i wstałam z łóżka. Ciągnąc za sobą wieszak z woreczkiem z krwią poszłam do łazienki. Blada, podpuchnięte oczy, zamglone oczy ... Przemyłam twarz i wróciłam do pokoju, gdzie z Liam'em była Emily. Skąd u licha ona się tu wzięła ?!
- Hej Emi. - przytuliłam ja i wskoczyłam na łóżko.
- Cześć . - powiedziała zgrabnie siadając na fotelu obok mojego brata, który gapił się na nią jak na obrazek. Co ta miłość robi z ludźmi. Emi złapała go za dłoń, a on się uśmiechnął i cmoknął ją w policzek.
- Czy coś mnie ominęło ? - spojrzałam na nich ze zdziwioną miną.
- Taak Liam wczoraj zapytał czy będę jego dziewczyną i oczywiście się zgodziłam. - powiedziała z promiennym uśmiechem.
- Awww jak słodko w końcu się odważył. - pisnęłam zadowolona.
- Yyy noo. - wyjąkał mój brat.
- Li możesz iść pogadać z lekarzem ? - zatrzepotałam rzęsami, a on nie chętnie puszczając dłoń swojej dziewczyny wyszedł z sali.
- Powiedz jak było .. był romantyczny ? Jąkał się ? Całowaliście się już ? Powiedz, powiedz, powiedz chcę wiedzieć wszystko. - zaczęłam zawalać ja pytaniami, a ona lekko się speszyła. Bosz Megan ogarnij się kretynko dziewczynę straszysz.
- Przepraszam Ems, ale jesteś pierwszą dziewczyną Liama którą poznałam wgl chyba jesteś jego pierwszą dziewczyną. - przeprosiłam.
- Rozumiem. W końcu to twój brat, ale spokojnie nie zabiorę ci go. - zachichotała.
- Może się zaprzyjaźnimy ? Jakoś wcześniej nie było okazji się poznać, a tak wgl to czemu nie jesteś w szkole ? - spojrzałam na nią wyczekująco.
- Jasne to świetny pomysł. A co do szkoły to i tak miałam wrócić później więc mogę wrócić z wami jak nie masz oczywiście nic przeciwko nie chcę wam się narzucać. - uśmiechnęła się delikatnie.
- No co ty jesteś teraz dziewczyną mojego brata więc nie uwolnisz się ode mnie jak i od reszty naszej paczki. Oo w końcu będziemy zadawać się jeszcze z Caro muszę poznać jeszcze większego wroga Victorii niż ja. A poza tym to twoja przyjaciółka więc jej nie zostawimy. - zaśmiałam się. I nagle wpadł do pokoju Liam.
- Już skończyłyście plotkować ? - zapytał siadając przy łóżku.
- Tak, tak właśnie skończyłyśmy twój temat. - powiedziałam poważnie, a on aż cały się spiął ze zdenerwowania. Spojrzałam na Emily i obie wybuchłyśmy śmiechem.
- O widzę że humor już panience Wilson dopisuje. - powiedział mężczyzna w średnim wieku zapatrzony jakieś papiery.
- A i owszem. Mogę już wracać do domu i szkoły ? - zapytałam robiąc słodkie oczka do doktora.
- Wszystko wygląda dobrze więc myślę że za niedługo będziemy mogli cię wypisać. - uśmiechną się i wyszedł na dalszy obchód.

***

Lotnisko jest tak puste, więc cała odprawa i czekanie mija bardzo szybko. Siedzimy już w samolocie i czuję się trochę wyobcowana. Spojrzałam na ekran telefonu i zobaczyłam kilka wiadomości i parę nieodebranych połączeń. Od Sky, Mel, rodziców Li i moich, Hazzy, Taya i Grega.
- Może panienka wyłączyć i schować telefon, bo zaraz startujemy. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem stweardessa, a tak na marginesie trochę przegięła z perfumami zaraz się uduszę.
- Dobrze. - powiedziałam ze skrzywioną miną i wykonałam o co poprosiła. Z głośników usłyszeliśmy komunikat więc zapieliśmy pasy. Silniki maszyny zaczęły działać i pomału zaczęliśmy wznosić się w przestworza, a im wyżej zaczęliśmy się wznosić tym moje zmęczenie bardziej dawało o sobie znać. Potrzebuje snu.
Kilka godzinek i już jestem wypoczęta. Ziewnęłam leniwie i spojrzałam za okienko. Mmm panorama Londynu nocą jaki to piękny widok. Stęskniłam się za tym miejscem przez weekend. Spojrzałam na Liama i Emily słodko spali wtuleni w siebie. Zapięłam im pasy tak żeby ich nie obudzić, a później zrobiłam tak samo ze swoim pasem. Po lekkich turbulencjach byliśmy już na ziemi.
- Szanowni pasażerowie wylądowaliśmy bezpiecznie w Londynie prosimy o zabranie swoich podręcznych bagaży i udanie się do budynku lotniska. Dziękujemy za wybranie linii lotniczych Magic Sky. - powiedział kapitan latającej maszyny.
- Liam, Emily wstawajcie. - szturchnęłam ich i złapałam swoją torebkę.
- Już jesteśmy ? - zapytała ziewając Emi.
- Jak widać. - odpowiedziałam z oczywistością i opuszczając swoje miejsce zaczęłąm podążać do wyjście.
Wzięliśmy nasze walizki z pasa i wyszliśmy przed budynek, gdzie czekali już na nas rodzice Liama.
- Boże Megan skarbie nic ci nie jest ? Co się stało ? Jak się czujesz ? Dlaczego tak wcześnie cię wypuścili ze szpitala ? - potok słów wypływał z ust mojej przybranej mamy kiedy rzuciła się na mnie i zamknęła w mocnym uścisku.
- Nic mi nie jest, ale zaraz możesz mnie udusić pamiętaj jeszcze tlenu potrzebuje. - przypomniałam jej.
- Przepraszam, ale razem z ojcem martwimy się o ciebie. Postanowiliśmy że zostaniesz w domu kilka dni i dopiero wrócisz do akademii. - oznajmiła.
- Ale jak to ?! Nie chce siedzieć w domu, a poza tym w piątek mamy bal muszę na nim być ! - zbulwersowałąm się.
- Przykro nam skarbie, ale to ostateczna decyzja. - dodał ojciec i zapakował nasze walizki. Spojrzałam na Liama, ale on tylko zrezygnowany mnie przytulił. Przez całą drogę siedziałam naburmuszona. Odwieźliśmy mojego brata i Emi do akademii i przez okno widziałam jak witają się z reszta. Sky spojrzała na mnie z wyczekiwaniem, ale zanim odjechaliśmy zdążyłam jej pokazać tylko, aby zadzwoniła.
 Po godzinie byliśmy w domu nie odezwałam się ani słowem. Zabrałam swoją walizkę i weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i buty i poszłam do swojej dawnej sypialni.
- Megi wiem że jesteś na nas zła, ale nie możesz się do nas nie odzywać. - powiedziała, ale długi nie słysząc moją odpowiedzi wyszła. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Skyler.
- Hej mała Liam nam wszystko powiedział. - powiedziała.
- Przecież ja tu z nudów popadnę w hibernację. - syknęłam zmarnowana, a wszyscy zaczęli się śmiać .. o czyli jestem na głośniku.
- Najgorszy jest fakt, że w piątek jest bal, a ja mam siedzieć w domu. - dodałam.
- Spokojnie nie ostatni bal zrobią kolejny mała i pójdziesz . - starał się mnie pocieszyć Taylor.
- Dobra hałastra ja kończę paa. - pożegnałam się i zakończyłam rozmowę. Wrzuciłam do sportowej torby buty, top i dresy i zabrałam zapasowe klucze mojej przybrane mamy. Otworzyłam okno i przez nie wyszłam. Zeszłam delikatnie po pergoli i przeszłam przez płot. Jedynym miejscem gdzie teraz mogę wytrzymać jest studio mamy Liama. W miarę szybko przeszłam miasto i dotarłam do szkoły. O dziwo w jednym z okien paliło się światło. Otworzyłam duże metalowe drzwi i weszłam na piętro. Stanęłam w progu i uśmiech sam wkradł mi się na usta.
- Denys ! - pisnęłam uradowana, a on od razu spojrzał w moją stronę.
- Jeny Megan jak dawno cie nie widziałem. - powiedział, a ja rzuciłam mu się na szyję.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam siadając na parkiecie.
- Twoja mama pożyczyła mi klucze, żebym mógł ćwiczyć do zawodów. - wyjaśnił.
- A ciebie co tu sprowadza ? Nie powinnaś być w szkole ? - usiadł obok mnie.
- Rodzice kazali mi siedzieć w domu, ale mniejsza na jakie zawody ćwiczysz ? - zmieniłam temat.
- Wiesz już niedługo zawody stanowe więc trzeba się przygotować.
- Jeny jedziesz na stanowe pamiętam jak razem do nich ćwiczyliśmy.
- Pamiętasz nas układ ? - spojrzał na mnie znacząco i podszedł do boomboxa i ustawił go tak żebyśmy zdążyli zająć swoje pozycje. Z pierwszymi dźwiękami wspomnienia wróciły. Parkiet, jury, widownia wspaniałe czasy. Zaczęliśmy tańczyć układ, który oboje nadal pamiętaliśmy.


- Wciąż świetnie ci idzie mała. - dał mi kuksańca w bok.
- Ty też jesteś nadal świetny staruszku. - wystawiłam mu język.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę. Nadal świetnie wychodzą wam duety. - oboje zwróciliśmy się w stronę drzwi, gdzie stała moja mama.
- Hej. - przywitaliśmy się z nią.
- Nie chciałam wam przeszkadzać, ale Meg wyszłaś z domu bez uprzedzenia, a razem z ojcem się martwiliśmy. Wiedziałam, ze cię tu znajdę. - wyjaśniła.
- Dobra Dan już ci nie przeszkadzam wracaj do ćwiczeń stanowe same się nie wygrają. - pożegnałam się z nim i razem z mamą wróciłyśmy do domu.
_____________________________________
No to mamy długo wyczekiwany rozdział :) Ciesze się że w końcu udało mi się go napisać. A więc jak Wam się podoba ? Co sądzicie o wydarzeniach z rozdziału ? Liczę na Wasze szczere wypowiedzi miśki ;* Zmykam <3
Ps. Jak minęły Wam święta i śmigus dyngus, bo ja byłam calutka mokra, normalnie żadnej suchej nitki ;P hehe

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 10

    Perspektywa Melody

 Wstałam z samego rana, gdy tylko zaczęło świtać. Cisza jak makiem zasiał, więc wywnioskowałam, iż wszyscy nadal śpią. Wyszłam z mojego pokoju ubrana już w jeansowe rurki, białą bluzkę z czarną koronką ku górze, beżowy sweter, oraz czarne baletki. Do tego dobrałam bransoletkę z pereł z zawieszką w kształcie kokardy, oraz czarną torebkę ze złotym łańcuchem.
  Gdy przechodziłam obok pokoju Skyler, nie mogłam się powstrzymać, by nie zajrzeć do środka. Leżała na łóżku wtulona w Harry'ego. Razem wyglądali po prostu przeuroczo... i po mimo tych wszystkich docinków widać, że ona mu się podoba... najprawdopodobniej z wzajemnością. Aż im zazdrościłam tego wszystkiego... jak tak dalej ze mną pójdzie zostanę "zakonnicą", jak to ludzkie istoty nazywają czyste przez całe życie kobiety. Przynajmniej tak mówił Niall. Cóż, nie, żeby bycie grzeczną dziewczynką mi nie pasowało, gdyż w sumie uwielbiam taki tryb życia, ale...
  - Niall. - Szepnęłam pod nosem zamyślona, a gdy zdałam sobie sprawę, że powiedziałam to na głos, zrobiłam się zapewne cała czerwona. Dobra, przynajmniej Liam śpi i najprawdopodobniej tego nie usłyszał... nie imienia mojego ZNAJOMEGO, a moich myśli. To byłby koszmar... bo ja nic do Nialla nie czuję! Jest moim bliskim znajomym i jest człowiekiem i to nienormalne i to dziwne i...
  - Cześć Melody. - Usłyszałam męski głos, przez co się wzdrygnęłam.
 Nawet nie zauważyłam, jak już znajdowałam się w kuchni. Liam stał z głową w lodówce. Zdziwiona uniosłam jedną brew ku górze.
  - Em... Li, co robisz? - Spytałam niepewnie.
  - Szukam szczęścia. - Burknął.
  - W lodówce? - Pytałam dalej, marszcząc delikatnie brwi.
  - Gdzieś do cholery być musi. - Westchnął, wyciągając mleko.
  - Zrobisz mi płatki czekoladowe? - Spytałam, siadając przy stole.
  - Jasne... Melody, czemu nie dopuszczasz do siebie żadnego chłopka? Większość z mojej, jak i z twojej klasy oglądają się za tobą głodnym wzrokiem. - Podał mi miseczkę płatków.
  - Ja... ja... ten... no... yyy... wcale nie... jestem brzydka i żaden się mną nie interesuje. - Mruknęłam cicho, zaczynając jeść.
  - Jesteś atrakcyjna i dobrze wiesz, że tak jest. - Prychnął, a ja oczyściłam umysł z błędnych myśli.
  - Emily z naszej klasy zdzwoniła... kazała przekazać, abyś oddzwonił. - Mruknęłam, a ten tak szybko pobiegł, że aż się za nim kurzyło.
  - Dobra, nie wywikłasz się tak łatwo, mów o co chodzi. -Westchnęła Skyler, wchodząc za Megan do kuchni. Szlag...
  - Po prostu nie chcę obcować z płcią męską. - Wzruszyłam ramionami.
  - Mów co się stało. - Przewróciły oczyma.
  - Jesteśmy twoimi przyjaciółkami, traktujemy cię jak siostry... wiesz, że możesz nam zaufać, tak jak my tobie ufamy. Będziemy się do końca wspierać, nie ważne co się stanie. Pamiętaj, dla nas jesteś częścią naszego życia. - Magic mnie przytuliła, a ja wypuściłam powietrze.
  - Gdy byłam mała byłam molestowana przez nowego męża mojej cioci. Trwało to jakieś dwa lata, gdy wyjechałam, by uczyć się w najlepszym gimnazjum... potem wsadzili go, dostał dożywocie... za jeszcze inne występki. - Mruknęłam, pociągając nosem.
 Żadna z nich się nie odezwała... patrzyły na mnie dłuższą chwilę, po czym podeszły i po prostu przytuliły.
  - Dobra, jutro jedziemy... co porobimy? - Spytał Hazza, wchodząc do kuchni... tyle że...
  - HARRY! ZAŁÓŻ COŚ NA SIEBIE I NIE ŚWIEĆ TYŁKIEM! - Wrzasnęła Skyler, zakrywając sobie oczy. Z resztą tak samo ja i Meg.
  - No już, nie krzycz tak słońce. - Mruknął,  wychodząc.
  - Słońce to se mów do swojej matki. - Warknęła w jego stronę, znikając.
  - Ta... to jakiś pomysł? Bo Harry w sumie zadał nie głupie pytanie. - Mruknęła Magic, popijając kakao.
  - Raczej nie. Mogłybyśmy iść na przykład na basen... lub na zakupy... lub pozwiedzać. - Wzruszyłam ramionami, kończąc już moje płatki.
  - Li pewnie pójdzie pozwiedzać NY, ale mnie to jakoś nie za bardzo interesuje... zakupy brzmią świetnie... a potem na basen! I możemy iść do jakiejś restauracji na obiad, co ty na to? - Spytała Skyler, która znów stała się widzialna, siedząc na blacie.
  - Mi pasuje. - Przytaknęłyśmy chórkiem. - Harry też się pewnie zgodzi. - Dodałam, wstając.
  - Na co? - Spytał, trzepocząc rzęsami, podbiegając do mnie, gdy tylko usłyszałam trzask piorunów. Dałby sobie już spokój...
  - Zobaczysz. - Rzuciła beztrosko blondi, ciągnąc go w stronę drzwi wyjściowych z apartamentu.
 My polazłyśmy za nimi niemalże od razu, by nie stracić tamtej dwójki z oczu. Już nie mogłam się w prost doczekać, aż w końcu dojdziemy do sklepów. Miałam zamiar powykupywać połowę ich towarów!
  - Eh... myślicie, że z trójką tamtych debili jest wszystko w porządku? - Spytałam niepewnie, spoglądając na każdego z osobna.
  - Ja tam mam nadzieję, że ktoś im porządnie przywalił batem na hipogryfy. - Mruknęła, krzywiąc się Megan, a Skyler wybuchła śmiechem, ujawniając w tym momencie latającą nad nią kamerę.
  - Pamiętasz, że zawsze ją mam przy sobie, nie? Więc nie zdziw się, jak im to pokażę! A kto wie co wymyślą w akcie zemsty za takie obgadywanie ich... - Zachichotała, wystawiając brunetce język. - Wiesz, Melciu... myślę, że nasz kochany Leny się nimi zajął. - Wzruszyła ramionami, kładąc Hazzie rękę na ramieniu. Temu natomiast zaświeciły się iskierki w oczach, obejmując ją w pasie. Oni wyglądają jak stu procentowa para...
  - Nom... po za tym są fajni i się ze mną kumplują. A ten kto się ze mną kumpluje nie zginie. - Odparł z wyszczerzem, na co ja tylko przewróciłam oczyma. Przy nich czułam się tak inaczej... bardziej śmiele. Czułam, jakbym mogła zrobić wszystko. Nie bać się tego, że znowu nie będę akceptowana przez otoczenie. Teraz nie boję się być sobą... to cudowne, że przez jakiś czas, kilka tygodni, dni... odnalazłam osoby, będące tak blisko memu...
  - Halo! Słuchasz mnie? - Moje przemyślenia przerwała Magic, machająca mi przed oczyma dłonią. Z piskiem cofnęłam się do tyłu, potykając o krawężnik i upadając z hukiem na cztery litery.
  - W tym momencie przypomniałaś mi Sky. - Zarechotał Harry, pomagając mi wstać.
  - No wiesz ty co?! - Prychnęła urażona blondynka, odwracając się do niego plecami.
  - Ty swoją drogą przypominasz mi w tym momencie Harolda. - Zaśmiała się Megan, za co dostała kuksańca w bok.
  - Hej, czy wy to widzicie? - Spytałam, spoglądając w stronę pobliskiej kawiarni.
 Wszyscy przenieśli w tamtą stronę wzrok, a szczeny im opadły. Była tam Emily, siedziała przy stoliku, trzymając jakiegoś gościa za rękę. A kim był ten gościu? Proste i logiczne! Na przeciw niej, na krześle spoczywał...
  - Liam! - Krzyknęliśmy chórem, a gdy ten obrócił głowę w naszą stronę, pomachaliśmy mu, co on odwzajemnił, zupełnie jak rudowłosa. Wyglądali jednak na zaskoczonych. Sky zaproponowała, abyśmy do nich podeszli, jednak... nikt nie chciał im przeszkadzać. Naburmuszona blondynka spuściła głowę, gdy ruszyliśmy dalej. Słoneczko świeciło i wszystko było piękne, jednak Megan wyglądała na lekko przybitą. Byłam zdziwiona, gdyż Megi zazwyczaj aż tak się nie smuciła. Niby brakowało jej tej energii Sky, ale dzisiaj nawet jej wrodzona elegancja nie była aż tak widoczna.
  - Meg... - Szepnęłam, a ta jedynie sztucznie się uśmiechnęła. I w tym momencie wszystkie nasze telefony zapiszczały. Wyjęłam mój biały iphon, spoglądając na błękitny Magic, czerwony Hazzy i różowy z króliczymi uszkami Skyler.
  - W czasie balu będzie konkurs na króla i królową... - Jęknęła Ler, zarzucając włosami. Harry'emu oczy się zaświeciły, a Meg patrzyła wielkimi oczyma na ekran.
  - Weźmiecie w tym udział! BŁAGAM! Muszę wygrać! I chcę, żeby któraś z was była królową! W końcu ona całuje króla... najlepiej, żeby była to Skyler... - Zaczął loczek, śliniąc się, dopóki blondynka nie przywaliła mu w tył głowy tak mocno, że ten aż poleciał do przodu.
  - Wiesz, że takie konkursy są uwłaczające? - Przewróciła oczyma Megan, a ja poczułam motylki w brzuchu.
  - Wezmę w tym udział. - Odparłam niemalże szeptem, a reszta zakrztusiła się... powietrzem?
  - A wy? - Harold spytał pozostałą dwójkę z nadzieją w głosie.
  - No... skoro Melody weźmie udział, to... - Zaczęły równocześnie, jednak przerwał im zachwycony pisk lokersa. Co za człowiek... zboczony człowiek. Niewyżyty i niedorobiony - jak to powiada nasza blondi.
  - Tak swoją drogą trochę martwię się o Zayna, Louisa i Nialla... - Mruknęłam, zmieniając temat. Naprawdę się o nich bałam. Co, jeśli coś ich napadło? Lub Leniemu się coś stało? Albo biedactwa się nudzą? Plus mam nadzieję, że odwołają propozycję o tym, że mamy ich przemienić...wampiry, jak i moja rasa, posiadają jad w kłach, który mogą wpuszczać. Zazwyczaj paraliżuje on ciało na dłuższy czas. W ten sposób dorosłe wampiry polują na zwierzęta. Wgryzają się, paraliżują i nim zwierze się przemieni, wysysają z niej krew. Przynajmniej tak czytałam...
  - Chwilę temu o tym gadaliśmy... z resztą, racja. Dzwonimy? - Spytała Ler, podrzucając swoją komórką. Coś jej jednak nie wyszło i komórka odeszła do komórkowego nieba. Megan przewróciła oczyma, wyjmując swój telefon. I w tym momencie coś zadzwoniło. Znaczy się ktoś.
  - Halo? Tak... nie... nic, a nic nam nie jest. Co?! Caroline?! Kiedy? O rety... czekaj! Jak to coś dosypywali?! WIKI?! Przekażę reszcie... tak. Ostrzeż resztę. I nic nie mów Alex. Ona też może być w to zamieszana. Jak wrócimy to się tym zajmiemy... pa! - Jej rozmowa telefoniczna była dość niepokojąca...
  - O co chodzi? - Spytaliśmy chórem.
  - Caroline zemdlała, najpewniej z głodu. Po mimo co tygodniowej dawki krwi miała czerwone oczy. Paru uczniów z klas pierwszych i dwóch z trzeciej miało dokładnie taki sam wypadek. Jeden wyglądał jak bestia. Wyrosły mu czarne szpony i powychodziły czarne żyły. Po paru godzinach izolatki przeszło mu. Gdy Tay poszedł do kuchni poszukać krwi dla Car, zauważył jak dyrektor i kucharki coś dosypywali do wielkiego gara, gdzie gotowała cię czerwona ciecz. A my będziemy musieli to sprawdzić, co oznacza węszenie. - Odparła, ruszając szybkim krokiem przed siebie. Jeju... straszne. Mój mózg potrzebował trochę czasu, by zrozumieć wszystkie podane informacje. O zgrozo...
  - No to powęszymy. Trzeba to jeszcze przekazać Liamowi. A teraz bawmy się, póki mamy czas! - Zawyła Skyler, w podskokach ruszając za naszą przyjaciółką.
  - Musimy znaleźć kiecki i ciuchy na bal. - Zauważył Hazza, chichocząc niczym dama dworu.
  - Zachowujesz się gorzej od córeczki dyra. - Fuknęła Ler, krzywiąc się gorzej niż wtedy, gdy loczek, cały spocony zaraz po wf'ie, przytulił ją, gdy ta założyła nową sukienkę. Szczerze mówiąc dziwię się, że on jeszcze żyje.
  - FUJ! Nie porównuj mnie do tej rudej dzidy! - Pisnął, a jakieś dziecko ze szpiczastymi uszami, najpewniej dziecko było elfem, wybuchnęło płaczem, ciągnąc starszą kobietę i krzycząc, że ten "Pan w lokach" brzydko mówi. Wtedy kobieta podeszła do niego i walnęła z całej siły czerwoną torebką, wrzeszcząc, że zadzwoni na policję. Po skończonym przedstawieniu wszyscy wybuchli śmiechem. Wszyscy, nie licząc loczka.
 Następnie pobiegliśmy do sklepów, gdzie spędziliśmy niemalże cały dzień. Oczywiście Harold wkradał się do przebieralni Ler, za co został tak skopany, że dziwię się, iż ma jedynie parę siniaków i zadrapań na ciele. W końcu znalazłyśmy idealne sukienki. Miałam nadzieję, że wszystkim się spodobają... wciąż jednak nie dawał mi spokoju telefon, który odebrała Megan. Dyrektor może nam coś wsypywać do jedzeń. Nie tylko do krwi, ale również mięsa. Na moje szczęście nawet tego nie tknęłam.
  - Wracajmy, Liam pewnie jest już w domu. Będzie się martwił. - Mruknęła Meg, ruszając przed siebie z całą masą toreb od zakupów. Gdy byliśmy już w apartamencie, wszyscy usiedliśmy w salonie przed ogromnym telewizorem. Sky usiadła na kolanach Harry'ego, który wyglądał na... podnieconego? Bosh, zboczeńcy jednak są wszędzie. Megan wpatrywała sie tępym wzrokiem w ekran, a Liam ślinił się z zamkniętymi oczyma, najpewniej wyobrażając sobie Emi. Ja za to zerknęłam na komórkę, gdyż dostałam wiadomość. Widząc jego treść, wrzasnęłam na cały głos, od razu podrywając się do pionu.
  - Mel? - Spytała niepewnie Magic.
  - Adam zmienił się w wilka u Niny w domu. Obecnie przebywa w szpitalu. Jest wykończony i stan zagraża jego zdrowiu! - Pisnęłam spanikowana, od razu rzucając się w stronę drzwi.
~*~
Hej, hej, hej! ^^ Tutaj... Sylwia... mam nadzieję, że długo wyczekiwany rozdział wam się podoba <3 Mam nadzieję, że jednak będą tutaj jakieś komentarze i nie zapomnieliście o tym blogu xD Dobra, nie wiem co napisać... WESOŁYCH ŚWIĄT <3 Czekajcie na rozdział Naty, który pojawi się... raczej za długi czas xD Nie dość, że święta, to jeszcze nauka i dwa inne blogi xD No nic, damy radę! Wyczekujcie, komentujcie i nie opuszczajcie nas ;* 

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 9

Perspektywa Magic

Bojciu dwa głąby (czyt. Liam i Harry) musieli nam się wbić na wycieczkę. No ale nie miałam wyboru … mój kochany braciszek zaczął mnie szantażować moimi wybrykami za małolata ugh masakra. Ale mniejsza to że jest nas o dwoje więcej oznacza że …. Sky będzie musiała dzielić łóżko z Harrym, ja z Mel, a Li będzie miał własne. Chociaż bez przesady ja nie będę się przez nich cisnąć na jednym łóżku z Melody, a moja BFF męczyć z Hazzą niech sobie załatwiają pokój, albo moją dobrodusznością odstąpię im podłogę hahahaha Po chwili poczułam lekkie szturchanie, sorki ktoś potrząsał mną przez co czułam się jak w shakerze tą osobą okazała się Skyler.
- Patrz, patrz jesteśmy !! – pisnęłam uradowana.

- Myślisz że jestem ślepa. – spojrzałam na nią z poker face’m na co tylko wywróciła oczami i razem z Mel zaczęły skakać po fotelach w samolocie.
- Czy mogłyby panienki usiąść i zapiąć pasy bezpieczeństwa za chwilę lądujemy. – upomniała je młoda wampirzyca. Obie moje przyjaciółki burknęły coś pod nosem i posłusznie zajęły swoje miejsca. Po chwili lekkich turbulencji metalowy ptak wylądował, a my mogliśmy pomału wychodzić. Wzięłam swoją torebkę i poszłam z resztą do schodów z samolotu. Gdy wyszliśmy z maszyny dało się poczuć podmuch zimnego wiatru. Jednak nie miało to porównania do zimy w Londynie. Zarzuciłam na ramiona luźny sweter i całą grupą zmierzaliśmy na lotnisko. Odebraliśmy swoje bagaże przy czym mieliśmy małe kłopoty bo Sky zaczęła biegać po tym pasie gdzie ‘’podjeżdżają’’ walizki -.- Uciekliśmy przed dwoma wielkimi ochroniarzami i wskakując do 7-osobowej taksówki pojechaliśmy do zarezerwowanego hotelu. Jak dotarliśmy na miejsce stanęliśmy przed małym, przytulnym hotelikiem.
- Naprawdę Meg nie mogłaś wybrać czegoś lepszego ?? – oburzył się Harry, a ja mrużąc oczy zaczęłam się powoli do niego zbliżać.
- Dość że pozwalam Ci z nami jechać, nie robię z tego jakiegoś wielce problemu to Ty jeszcze masz czelność mi powiedzieć, że coś Ci nie pasuje ?!? – już miałam ochotę się na niego rzucić i coś mu zrobić, ale w ostatniej chwili złapał mnie Li, a Hazz z piskiem pobiegł do hotelu.
- Megan uspokój się. – zaczęły się chichrać dziewczyny.

- Ale …. ugh nie ważne, chodźcie do środka. – powiedziałam i łapiąc walizkę weszłam do środka. Stanęłam przy recepcji, gdzie za ladą witała nas wielkim uśmiechem kobieta w średnim wieku.
- Witam w hotelu ’’Paradise’’ w czym mogę państwu pomóc. – powiedział regułkę z udawaną radością co jak co, ale na ludziach to ja się znam. Na pierwszy rzut widać, że ta praca to nie spełnienie jej marzeń.
- Dzień dobry mam rezerwację na nazwisko Wilson.
- Tak widzę pokój trzyosobowy. – rzekła i podała nam jakieś papiery do wypełnienia. Razem z Mel i Sky poszłyśmy do małego stolika, a chłopaki pytali o pokój dla dwojga. Mina recepcjonistki była bezcenna, a ich nieudolne tłumaczenia że nie są razem były przekomiczne. Rozbawione sytuacją zaniosłyśmy kobiecie wypełnione dokumenty i zabierając kartę od naszego lokum poszłyśmy do windy. Zostawiając tą dwójkę wjechałyśmy na najwyższe piętro i idąc wzdłuż korytarza  otworzyłyśmy drzwi do naszego pokoju. Gdy tylko je uchyliłyśmy ukazał nam się skromny, ale uroczy salonik połączony z kuchnią. Po prawej stronie był mały korytarz w którym znajdowały się cztery pary drzwi zapewne do sypialni i łazienki. Ten apartament przypominał mi trochę ten w naszym akademiku. Każda zajęła wybrany pokój, otworzyłam białe, drewniane drzwi i ujrzałam jasny pokoik. Białe ściany ślicznie kontrastowały z czarnymi i czerwonymi detalami. Wypakowałam ubrania do szafki, a kosmetyki i inne przybory zaniosłam do łazienki. Usiadłam na łóżko i tępo wpatrywałam się w białą karteczkę z zapisanym adresem. Nie był to jednak zwykły adres, było to moje dawne miejsce zamieszkania. Nagle do mojego pokoju wpadła Sky, schowałam karteczkę do portfela i spojrzałam na nią. Wyglądała właśnie przez okno i podziwiała widoki.
- Nie żeby coś, ale masz ze swojego pokoju taki sam widok, więc wnioskuje, że przyszłaś tu w jakimś calu, także zamieniam się w słuch. – powiedziałam opierając się o pikowane bezgłowie łóżka.
- Co będziemy robić ? Nudzę się. – rzekła rzucając się obok mnie.
- Dopiero tu przylecieliśmy, a ty już się nudzisz …. z resztą co ja się dziwie ja muszę coś załatwić, a wam proponuje zwiedzanie Li was chętnie oprowadzi. – zaproponowałam jej, ona zrobiła minę myśliciela i po chwili wybiegła krzycząc, że chce zobaczyć Statuę Wolności. Wywróciłam oczyma i spakowałam potrzebne rzeczy. Założyłam moje trampki i czarną skórę, a następnie biorąc torebkę wyszłam z sypialni. Pożegnała się z dziewczynami i zjechałam do recepcji.
- Hej mogłabyś mi zamówić taksówkę na teraz. – powiedziałam przyjaźnie.
- Dobrze zaraz będzie. – rzuciła szybko i dzwoniąc po mój transport powróciła do wklepywania czegoś w komputer. Długo nie musiałam czekać, wsiadłam do żółtej, charakterystycznej taksówki i podałam mu adres. Wygodnie się rozsiadłam i rozkoszowałam się widokami. Po dość długim czasie taksówka zatrzymała się na obrzeżach miasta przy nieznanym mi domu. Zapłaciłam kierowcy i zapisując numer kontaktowy wysiadłam z auta. Stanęłam przed drzwiami i gdy miałam je otworzyć kluczami, które na marginesie znalazłam z adresem w jednym z pokoi zaświeciło się światło. Miałam odejść lecz drzwi domu się otworzyły, a w nich stanął wysoki mężczyzna, wampir.
- Mogę w czymś panience pomóc ? – spojrzał na mnie wyczekująco.
- Yyy .. ja .. znaczy .. myślałam, że ten dom jest opuszczony. – powiedziałam zmieszana.
- Nie musiałaś pomylić domy mieszkamy tu od dłuższego czasu. – rzekła piękna, młoda kobieta zapewne jego żona.
- Yyy .. nie mieszkali tu wcześniej państwo Wilson ?
- My jesteśmy państwo Wilson ….. skąd masz ten naszyjnik ?! – spojrzeli na mnie zdziwieni, poczułam jak do moich oczu napływają łzy, a głowę zaprzątają tysiące pytań. Jak to możliwe, czy to są moi …. rodzice ?!?!

- Kim ty właściwie jesteś ? – zapytała mnie kobieta.
- Ja .. znaczy .. muszę już iść, przepraszam. – załkałam i zaczęłam biec jak najdalej z miejsca w którym przed chwilą stałam. Wbiegłam w pierwszy zaułek i opierając się o ścianę opadłam na ziemię. Czy to możliwe, że oni żyją ? Czy moje życie to jedno wielkie kłamstwo ? Dlaczego nikt mi nic nie powiedział ? Te i wiele innych pytań zaprzątało moje myśli. Pośpiesznie ujęłam w drżące dłonie telefon i zamówiłam taksówkę.

***

Starałam się bezszelestnie wejść do naszego pokoju z nadzieją, że dziewczyny już smacznie śpią, myliłam się. Z salonu słychać było gromkie śmiechy znajomych.
- Meg co się stało ?! – zapytali zaniepokojeni, gdy tylko mnie zauważyli.
- Nic ….. tylko przez zimne powietrze oczy mi łzawią. – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Jestem zmęczona idę spać. – powiedziałam i nie czekając na ich reakcję zniknęłam za drzwiami łazienki. Wykonałam wszystkie wieczorne czynności i niezauważenie przemknęłam do mojej sypialni, gdzie na moim łóżku niespodziewanie siedział Liam.
- Co ty tu robisz ? – zapytałam lekko zakłopotana.
- Megi wiesz że mnie nie oszukasz, mów co się stało, gdzie byłaś ? – usiadłam obok niego i zaczęłam rozmyślać czy mu powiedzieć czyn nie w końcu i tak by się dowiedział.

- Byłam dzisiaj w domu moich biologicznych rodziców ….
- To świetnie, czegoś się dowiedziałaś .. może wiesz jak oni no wiesz .. jak zginęli.
- Właśnie w tym rzecz Li oni żyją. – załkałam opadając na łóżko.
- Ale jak to ?!?
- Normalnie ! Żyją jak gdyby nigdy nic nie przejmując się tym, że ich córka przeżywa załamanie, bo została przez nich porzucona .. że przez to że się ukrywają i nie dają jej znaku życia jej stało się jednym, pieprzonym kłamstwem …. – poczułam jak moje oczy znów napełniają się łzami.
- Magic nie przejmuj się nimi, masz teraz nową kochającą rodzinę i przyjaciół, jednak na twoim miejscu bym z nimi porozmawiał, powinnaś dowiedzieć się czy to na pewno oni i wyjaśnić wszystko. Pamiętaj też, że zawsze jestem przy tobie i będę cie wspierał. – przytulił mnie Lilo.
- Dzięki Li to miłe słowa, lecz teraz chcę zostać sama. Muszę wszystko przemyśleć.  – powiedziałam z powagą, a mój brat pocałował mnie w czoło i posłusznie wyszedł z pokoju mówiąc przed zamknięciem drzwi ‘’Dobranoc’’. Wskoczyłam pod kołdrę i szczelnie się nią opatuliłam. Po długim czasie rozmyśleń nad wydarzeniami z dzisiejszego wieczora z trudem zasnęłam.

____________________________
Hejo !! <3 Bardzo, bardzo, baaardzo przepraszam za tak długi czas zwłoki z rozdziałem, ale no zrozumcie mnie ... net mi znów nawalił ;/ Ale już jest dobrze, bo go naprawili !!! Jupi :D A teraz nie zamęczam już Was moimi problemami. Liczę że rozdział się podobał i czekam na wasze szczere opinie w komentarzach.
Kocham Nats xoxo